2009-10-27

Przeprowadzka

IMG_8511Kochani, jeśli świat się nie skończy w ciągu najbliższej godziny, to za chwilę powinien podjechać mój transport, że tak to enigmatycznie nazwę, co oznacza, że się przeprowadzam.

Najpóźniej w piątek powinnam być w Polsce, potem będę się musiała rozpakować, podłączyć do Internetu itd.

Mam nadzieję, że niedługo będę mogła napisać Wam jak poszło z przeprowadzką i dlaczego to tak długo zajęło ;)

Tymczasem proszę trzymać kciuki za mnie, bezpieczne drogi, szybki Internet, sprawne rozpakowywanie i szybką aklimatyzację :)

Do brze, to ja pakuję ostatnią rzecz, komputer, i idę posiedzieć na walizkach.

p.s.
tęsnienie za mną będzie mile widziane hehe

2009-10-26

Jarskie kotlety z dynią

Jarskie kotlety z dynią

Tak się szykowałam do Festiwalu Dyni prowadzonego znów przez Beę i jak by to powiedziała moja nauczycielka historii z liceum "żarło, żarło i zdechło" :)

Sens taki, że miało być pięknie, a tymczasem zrobiłam wolną amerykankę - oto drugie z dań, które wymyśliłam natchniona wpatrywaniem się w dynię i mieszanką tego co z przeczytanych przepisów zostało w głowie. Pierwszym była zapiekanka z dyni i ziemniaków.

Zostało też w głowie kilka zdjęć, serdecznie zachęcam do odwiedzania blogu Paul'a Einlyng, przez cały ten tydzień świętuje on swoje prywatne Święto Dyni i będzie zamieszczał zdjęcia dyń w różnych stylizacjach. Wczoraj było coś inspirowanego jego kolekcją starych toreb podróżnych firmy Louis Vuitton.

Mam Ci ja jeszcze w lodówce pół sporej dyni pokrojonej na kawałki, obranej i ugotowanej na parze, więc jeszcze dużo może się zdarzyć ;) Tym bardziej, że te dynie mnie prześladują już prawie - czytam sobie spokojnie książkę, akcja dzieje się w Botswanie, której bym o dynię nie podejrzewała jakoś, tym bardziej, że kryminał czytam, a tu spomiędzy kartek wyziera taka perełka:

It was time to take the pumpkin out of the pot and eat it. In the final analysis, that was what solved these big problems of life. You could think and think and get nowhere, but you still had to eat your pumpkin. That brought you down to earth. That gave you a reason for going on. Pumpkin.

Książka to The No. 1 Ladies' Detective Agency autorstwa Alexandra McCall Smitha.

 

Jarskie kotlety z dynią Jarskie kotlety z dynią
1/4 dyni ugotowanej na parze (2 szkl. startej)
250 ml kaszy kuskus
wrzątek
1 jajko
2 łyżki jogurtu naturalnego
1 łyżeczka kminu

spora garść szczypiorku
2 czubate łyżki mąki

bułka tarta do obtoczenia
olej do smażenia

Kaszę kuskus posolić i przygotować tak jak zawsze, zalewając wrzątkiem - zawsze robię to "na oko", ale tym razem sprawdziłam, że 250 ml kaszy + wrzątek zajęły mi ok. 500-550 ml.

Kawałki dyni zetrzeć na grubych oczkach tarki warzywnej, bez palców ;) Mnie wyszło 2 szklanki i może tej miary się trzymajmy, bo "1/4 dyni" brzmi bardzo niekonkretnie :)

Kiedy czekałam aż kuskus wystygnie na rozgrzanej, suchej patelni uprażyłam kmin i roztłukłam go w moździerzu.

Wymieszałam startą dynię z przestudzonym kuskusem, dodałam jajko, jogurt i kmin. Dokładnie wymieszałam i odstawiłam przykryte na noc do lodówki. Podejrzewam, że godzina też wystarczy, ale ja potrzebowałam obiad, który w znacznej części mogłam przygotować z wyprzedzeniem :)

Następnego dnia dodałam naprawdę sporą garść posiekanego szczypioru, 2 czubate łyżki mąki, żeby połączyć masę, doprawiłam jeszcze solą i pieprzem a potem wymieszałam dokładnie.

Dłońmi formowałam kotlety, dokładnie tak jak mielone, obtaczałam w bułce tartej i smażyłam na złoto z obu stron.

Moje kotlety podałam z szybkim śmietanowym sosem grzybowym - do rondelka ok. pół dużego opakowania słodkiej śmietany, dodałam starte na drobnych oczkach tarki warzywnej 3 kapelusze suszonych grzybów, doprawiłam solą i pieprzem, dodałam szczyptę granulowanego czosnku. W czasie kiedy smażyłam kotlety sos zgęstniał, zamieszałam go tylko kilka razy i gotowe :)

Podejrzewam, że również sos koperkowy będzie tu doskonale pasował, więc spróbuję na wiosnę, już się jej nie mogę doczekać!

p.s.
tak mi przez myśl przemknęło, że gdyby zamiast kotletów formować małe kulki, to można je po obtoczeniu w bułce tartej smażyć na głębokim tłuszczu, we frytkownicy, a potem podać jako przekąskę, czy przystawkę ze słodkim sosem chilli, albo jogurtem z posiekaną natką kolendry mmmmmm...

Jarskie kotlety z dynią

Jesienne pieczone warzywa na obiad

kabaczek i pieczone jesienne warzywa

Kupiłam tydzień temu dużego kabaczka i miałam względem niego wiele planów, ale potem dorwałam jakąś książkę od której żal się było oderwać, małego lenia, i postanowiłam pozbyć się kabaczka i pustego żołądka jednocześnie, podstępem :)

Mało pracy, proste składniki, chwila w piekarniku i smaczny, zdrowy obiad gotowy. Na dobrą sprawę to można całość przygotować dzień wcześniej, wszystko (!), a potem po wyjęciu z lodówki włożyc prosto do piecyka. Zamykamy oczy i wizualizujemy ;)

Wracamy z pracy, włączamy piecyk, żeby się nagrzał, pijemy spokojnie (to kluczowe słowo w tym procesie) kawę. Warzywa do piecyka, a my do wanny.
Wychodzimy z wanny jak zacznie ładnie pachnieć, wstawiamy czajnik, idziemy się ubrać jak ludzie. Wrzątkiem zalewamy kuskus, na talerz z nim, dodajemy warzywa i po robocie.
Teraz można iść odpocząć ;)

Efekt był tak smaczny, że aż zjadłam za dużo, obżarłam się :), a mnie się to raczej nie przytrafia! Jestem gorącą zwolenniczką "niedojadania". Niedojadania w takim rozumieniu, że jem raczej powoli, przestaję natychmiast gdy poczuję, że "już" i cały czas mam świadomość, że to nie wojna i zawsze mogę POŹNIEJ coś jeszcze zjeść. Nie muszę jeść na zapas. Niby mała rzecz a cieszy, jest tylu ludzi, którzy nie mają tego komfortu...

kabaczek i pieczone jesienne warzywa Jesienne pieczone warzywa
porcja dla 4 osób, albo 2, jeśli mnie zaprosicie ;)

1 spory kabaczek
4 marchewki
2 pietruszki
2 czerwone papryki
2 zielone papryki
3-4 ząbki czosnku
ew. 3-4 małe cebule
oliwa
2-3 gałązki rozmarynu
sól, pieprz


Piekarnik nagrzać do 200°C. Przygotować naczynie, w którym pieczone będą warzywa, w moim wypadku to blaszka, taka z piekarnika. Nie trzeba jej natłuszczać, obiecuję.

Wszystkie warzywa obrać i umyć. Kabaczka przekroić na pół, a potem na ćwiartki. Łyżką wybrać nasiona i wyrzucić, a wszystko to co zostaje pokroić na kawałki, wrzucić na blaszkę.

Pokroić również marchew i piertuszkę, najczęściej kroję je tak jak widać na zdjęciu, pod kątem i po każdym cięciu obracając marchew o 90°.

Powstają zgrabne kawałki, które mają duży plus - ugotują się szybciej i bardziej równomiernie niż te tradycyjnie pokrojone :) Marchew i pietruszkę również włożyć na blaszkę.

jak pokroić marchewkęjak pokroić marchewkę

Paprykę pokroić na ćwiartki, poprzednio pozbywszy się gniazd nasiennych.

Jeszcze tylko czosnek - rozgnieść ostrzem noża, zdjąć skórki, dodać rozmaryn, sporą szczyptę soli i wszystko razem posiekać z grubsza. Dodać do warzyw na blaszce.

Jeśli dodaje się cebule, to trzeba je obrać i każdą przekroić na ćwiartki, dodać do pozostałych warzyw.

Całość przyprawić solą i pieprzem, skropić obficie oliwą i wszystko dokładnie wymieszać, najłatwiej oczywiście zakasać rękawy i się trochę pobrudzić :) Najpiękniejszę w tym przepisie jest to, że jak do tej pory przygotowanie dania prawdopodobnie zajęło jakieś 10-15 minut...

Teraz do piekarnika z tym wszystkim, a po ok. 45-60 minutach, albo wtedy kiedy najtwardsze warzywo, czyli marchewka, jest wystarczająco miękka, to gotowe!

Podałam pieczone warzywa z kuskusem, udało mi się kupić pełnoziarnisty, no i jego przygotowanie trwa mgnienie oka. Polecam :)

2009-10-25

Zapiekanka z dyni i ziemniaków

zapiekanka z dyni i ziemniaków/ pumpkin potatoes gratin

Wolałabym ją nazwać "gratin", ale że w języku naszym słowo takie nie istnieje, to nie nazwę :)

Zapiekanka delikatna, niezapychająca, pełna smaku i inna od tego co jemy na co dzień. Zmienia spojrzenie na dynię i ziemniaki, przez część ludzi niesłusznie uważane za warzywa bez smaku. To jedno z dań, które można ująć wspólnym mianownikiem "pochwała prostoty", przecież to tylko 3 składniki i przyprawy :)

Tak sobie ze smakiem wspominam ten nasz wczorajszy obiad i myślę, że gdybym miała kawałek sera z niebieską pleśnią, to pokruszyłabym go na którąś warstwę tej zapiekanki - roztopiony i wymieszany z sosem śmietanowymmmmm, tak, koniecznie trzeba będzie to powtorzyć :)

Kupiłam dynię, bo to przecież najlepszy na nią czas i chociaż zaczęłam z nią eksperymentować niedawno, dzięki Festiwalowi Dyni prowadzonemu co roku przez Beę, to przepisów przejrzeć chciałam mnóstwo. U mnie w domu jakoś dyni się nie jadało, potrzebowałam jakiejś wiedzy ogólnej :)

Tylko dzięki zachęcie Bei dynia przestała się kojarzyć mi tylko z ciastami i jakimś starym filmem, w którym wszyscy pacjenci płacili lekarzowi tylko dyniami :) Teraz gdzie się nie obejrzę tam dynie, trochę tak z gipsem, czy nowymi butami, nagle wydaje się, że wszyscy inni też mają.

zapiekanka z dyni i ziemniaków/ pumpkin potatoes gratin

zapiekanka z dyni i ziemniaków/ pumpkin potatoes gratinZapiekanka z dyni i ziemniaków

pół dyni (na zdjeciu widać jakiej wielkości)
5 podłużnych ziemniaków
3 ząbki czosnku
600 ml słodkiej śmietany (jeśli gęsta to 1/6 zastąpić mlekiem)
3 gałązki rozmarynu
2 łyżki szałwi
1 łyżka majeranku
sól, pieprz
2-3 garście startego sera

Włączyć piekarnik, potrzebny będzie nagrzany do temperatury 200°C.

Ziemniaki obrać, umyć i pokroić na plasterki grubości około 1/2 cm.

Dynię pokroić na cząstki i obrać, bezpieczniej będzie zrobić to obieraczką do warzyw, nie nożem - u mnie nigdy nie obeszło się bez strat w ludziach :) Cząstki pokroić na plastry grubości 1/2 cm.

Przyda sie do tego szatkownica (moja jest taka, z regulowaną grubością plastrów i dodatkowymi ostrzami, jedna z rzeczy dzięki którym świat jest prostszy hehe), wtedy krojenie na plasterki zajmie tylko chwilę i wszystkie będą równej grubości, a dzięki temu ugotują się w tym samym czasie.

Blaszkę lub naczynie żaroodporne nasmarować rozgniecionym ząbkiem czosnku i warstwami wyłożyć dynię oraz ziemniaki, zaczynając i kończąc warstwą tych ostatnich. Każdą kolejną warstwę trzeba też doprawić solą i pieprzem.

Pozostałe jeszcze 2 ząbki czosnku obrać i posiekać drobno razem z listkami rozmarynu, dodać je do śmietany, dosypać też szałwię i majeranek. Dokładnie wymieszać i tak powstałym sosem zalać warzywa w foremce.

Całość zapiekać ok. 45-60 minut, dokładny czas zależy od piekarnika, grubości plastrów warzyw i pewnie jeszcze kilku innych czynników :) Najlepiej więc bedzie co jakiś czas uchylić drzwiczki pieca, wysunąć ostrożnie zapiekankę i wbić w sam środek widelec - zwyczajnie sprawdzić czy miękkie, tak jak w przypadku gotowanych ziemniaków.

10-15 minut przed końcem zapiekania wierzch posypać startym serem.
Smacznego :)

 

p.s. Nie mogłam sobie darować :) Kiedy z rozkrojonej dyni wyciągałam nasiona do ususzenia przyjrzałam się jej dokładnie i z bliska - pomyślałam, że wnętrze dyni w zbliżeniu wygląda jak sceneria z filmu SF :) Zobaczcie sami...

 

wnętrze dyni/ pumpkin insidewnętrze dyni/ pumpkin inside

2009-10-22

Kruche ciastka kawowe

kruche ciastka kawowe

Kruche, bardzo kruche, delikatne i kawowe - w ramach rekomendacji już chyba niewiele da się dodac :)

Może powinnam zacząć od tego, że w oryginale to były ciastka-warkocze, bardzo efektowne, ale maczane w kakaowym lukrze, którego fanką nie jestem. Oczywiście tak pozmieniałam przepis, że chyba nie ma sensu podawać źródła, chociaż może? Dla przyzwoitości i ciekawskich jest tutaj.

Gdybyście mieli ochotę zrobić ciastka-warkocze, to gotowe ciasto trzeba podzielić na dwie części, zawinąć w folię spożywczą i schładzać, ale tylko do takiego momentu, żeby stało się mniej klejące, łatwiejsze w formowaniu. Schładzane zbyt długo robi się twarde, łamliwe i można zapomnieć o formowaniu. Na lekko omączonej stolnicy obie porcje ciasta podzielić na 24 części. Każdą z nich uformować w 15 cm wałeczek, a potem skręcać razem po dwa, przyszczypując końcówki. Ciastka układać w 4 cm odstępach na nienatłuszczonych blachach i piec ok. 8 minut. Studzić na blaszce 5 minut i do zupełnego ostygnięcia po przeniesieniu na kratkę. Moje jak widzicie formowane były inaczej, ale o tym w przepisie.

Przepisy na inne kruche ciastka:
cebulowe - indyjskie Nippat;
Tea Time - zmienne jak kobieta, maślane;
cytrynowe.
Nie kruche, ale też pyszne:
Dorotusie - mleczne z czekoladą.

kruche ciastka kawowe Kruche ciastka kawowe

250 g masła o temp. pokojowej
150 g cukru (dałam ok. 150 ml)
3 łyżki kakao
2 łyżeczki kawy instant
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli, jeśli masło jest niesolone
1 jajko
ew. 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
240 g mąki (dałam 550 ml)

W misce ubijać mikserem masło, przez ok. 30 sekund. Dodać cukier, przesiane kakao, kawę (swoją przetarłam łyżeczką przez sitko), proszek do pieczenia, sól, jeśli się używa. Miksować aż powstanie jednolita masa.

Dodać jajko i ew. ekstrakt waniliowy i ubijać, aż masa znów stanie się jednolita.

Dodać 1/2-2/3 mąki i ostrożnie wmiksować w masę, dodać pozostałą mąkę i wyrobić całość drewnianą łyżką (mikserem byłoby ciężko).kruche ciastka kawowe

Ciasto przełożyć na spory kawałek folii spożywczej i uformować w walec. Deską spłaszczyć go kilkukrotnie, obracając przy tym, tak żeby w przekroju otrzymać prostokąt. Schłodzić min. 1 godzinę. Oczywiście można też przez całą noc, albo nawet zamrozić teraz ciasto do użycia później.

Zimne ciasto odwinąć z folii i pokroić na plastry ok. 1-1,5 cm grubości. Zostawiając odstępy poukładać na nienatłuszczonych blachach, powinno zmieścić się na 2, każde ciastko nakłuć 2-3 razy widelcem, nie na wylot, tylko dla ozdoby.

Piec ok. 8-10 minut. Studzić na blaszce 5 minut, żeby stężały i cienką łopatką przełożyć na kratkę. Gdy już zupełnie ostygną, i jakimś cudem przetrwają dłużej niż 2 godziny, przechowywać w szczelnym pojemniku :)

Wersja dla zagonionych: po schłodzeniu ciasto formować w kulki, które potem dłonią rozpłaszcza się (1-1,5 cm grubości) na blachach i piecze tak jak warkocze. Jeśli przed spłaszczeniem kulki obtoczy się w cukrze, to być może w promocji dostanie się atrakcyjną chrupką skórkę ;)

2009-10-21

Festiwal kuchni żydowskiej - podsumowanie

festiwal kuchni zydowskiej 2009 podsumowanie Dogrywki Festiwalu kuchni żydowskiej 2009, zorganizowanego jak co roku przez Sinistrę z forum Cincin, jeszcze trwają. Chętnych zapraszam do przyłączenia się do wspólnej zabawy, większość przegłosowała i gotujemy do 22 października, żeby jeszcze zdążyć przygotować się na Festiwal Dyni, którego gospodynią i pomysłodawczynią jest Bea  :)

Niestety nie udało mi się przedłużyć czasu trwania akcji na Durszlaku, proszę więc o przysyłanie zgłoszeń na mój adres e-mail, wszystko dopiszemy gdzie trzeba tak szybko jak się da. Niedługo dołączę tu też Cincin'owe podsumowanie

Tymczasem zobaczcie co do tej pory w ramach Festiwalu zostało przygotowane przez blogujących o jedzeniu,

2009-10-19

Festiwal kuchni żydowskiej przedłużony



Forum Cincin.cc, gdzie swe źródło ma Festiwal kuchni żydowskiej prowadzony przez Sinistrę, przedłuża wspólne gotowanie do 22 października, jeśli macie ochotę to również Was zapraszam do dalszego gotowania. Proszę przysyłać zgłoszenia tych dogrywkowych potraw na mój adres e-mail (na górze bloga, po prawej), a ja postaram sie o podsumowanie. Dziękuję wszystkim za dotychczasowy wkład we wspólną zabawę, o jak socjalistycznie to zabrzmiało, oczywiście czekam na więcej :)

2009-10-16

Chleby z przypadku - World Bread Day 2009

World Bread Day 2009, chleby z przypadku
world bread day 2009 - yes we bake.(last day of sumbission october 17)Światowy dzień chleba (World Bread Day 2009), to dziś :) Już po raz czwarty, gości u Zorry. Trochę jak 1 Maja, tylko wirtualnie i ładniej pachnie ;) Cały świat piecze, niewiele jest kuchni, w których tradycji nie ma takiego czy innego rodzaju chleba. Chleb jest wszedzie tam, gdzie jest go z czego piec, a piecze się prawie ze wszystkiego - ostatnio widziałam gdzieś płaski chleb z mąki dyniowej! Nie podejrzewałam, że jest coś takiego jak mąka dyniowa, a co tu dopiero mówić o chlebie z niej... Ale do rzeczy.
Wspominałam ostatnio o chlebie mojego przepisu, tego co to powstał przez zupełny przypadek, ale stał się najczęściej przeze mnie pieczonym, ulubionym :) Chciałam zrobić dwa różne chleby, wymieszałam więc zaczyny wieczór wcześniej. Przecież to nic skomplikowanego, niedawno robilam 7 różnych chlebów jednocześnie i udało się wszystko śpiewająco. Tylko, że wtedy byłam mądrzejsza i na każdy pojemnik nakleiłam odpowiednią informację. Nie tym razem :)
Następnego dnia upiekłam dwa udane chleby, ale okazało się, że zupełnie nowe, bo nieświadomie pomyliłam zaczyny. Zamiast wody w obu użyłam też serwatki spod sera, który odciekał przez noc. Po co ją wylewać, kiedy tyle w niej dobrego i w dodatku chleby ją lubią? Od tego czasu piekłam ten chleb wiele razy, najczęściej z wodą, ale muszę przyznać, że z serwatką jest delikatniejszy i ładniej wyrasta.
Te dwa pomieszane chleby to rustykalny (Weekendowa Piekarnia #22), w mojej wersji bez czosnku (to ten po lewej) oraz żytni chleb kminkowy (po prawej), który znalazłam na blogu Reubena Morningchilde.
Na zdjeciach od lewej: wymieszany zaczyn, wyrośnięty zaczyn oraz ciasto po wymieszaniu.

World Bread Day 2009, chleby z przypadku World Bread Day 2009, chleby z przypadkuWorld Bread Day 2009, chleby z przypadku


World Bread Day 2009, chleby z przypadkuChleb pszenno-żytni Olisz
zaczyn:
100 g mąki żytniej z pełnego przemiału
80 g zaczynu
100 ml wody
Wymieszać wszystko na gęstą, gładką pastę. Czasem trzeba dodać nadprogramową łyżkę wody, chodzi tylko o to, żeby zwilżyć całą mąkę.
Zaczyn odstawić do przefermentowania w temperaturze pokojowej na 8-12 godzin.
ciasto właściwe:
500 g mąki pszennej chlebowej
390 g serwatki/wody
12 g soli
+
cały zaczyn
Do miski wsypać mąkę i wkładać po łyżce zaczynu, mieszając, żeby kolejne porcje pokryły się mąką, tak będzie łatwiej wymieszać ciasto. Potem stopniowo wmieszać serwatkę/wodę, czasami nie potrzeba całej, wymieszać do połączenie wszystkich składników. Odstawić na 10-15 minut pod przykryciem.
Dodać sól i wyrabiać ciasto do powstania wysoko rozwiniętego glutenu. Z lenistwa wolę robić to dużym mikserem, bo ciasto jest raczej z tych rzadszych, ale równie dobrze można to zrobić metodą Bertineta (tu krótki film co to właściwie jest, fakt, ze pokazane jest tam słodkie ciasto, ale metoda taka sama).
Wyrobione ciasto przekładam do natłuszczonej miski i przykrywam folią spożywczą. Ciasto powinno wyrastać ok. 4 godzin, ze składaniem po 30, 60 i 90 minutach.
Teraz dobrze będzie przygotować coś w czym ciasto będzie wyrastać. Czy to koszyk, czy chociażby durszlak wyłożony płócienna ściereczką dobrze osypaną mąką. Wyrośnięte ciasto, które dzięki składaniu nie będzie już takie rzadkie, wyłożyć na wytłuszczoną stolnicę, lekko odgazować i uformować w okrągły bochenek.
Przełożyć delikatnie do formy, szwem do góry i oprószyć mąką. Przykryć i odstawić do wyrośnięcia na ok. 3,4-4 godziny. Jeśli lekko naciśnie się palcem bochenek, a po jego zabraniu ciasto natychmiast wraca do poprzedniego kształtu, to trzeba dać mu jeszcze trochę czasu. Jeśli ciasto wraca na swoje miejsce już mniej chętnie, to znak, żeby włączyć i nagrzać piekarnik wraz z kamieniem(230°C). Trzeba też przygotować kilka kostek lodu, albo spryskiwacz do kwiatów z czystą wodą.
Wyrośnięty chleb delikatnie wykłada się na łopatę, albo odwróconą do góry nogami płaską blachę wysypaną otrębami i zsuwa na kamień, nacina. Jeszcze tylko wrzucić na dno piekarnika lód (najlepiej na sporym kawałku folii aluminiowej, żeby nie zaczął się osadzać kamień tak jak u mnie...), albo spryskać ścianki wodą i szybko zamknąć drzwiczki.
Pierwszych 10-15 minut piec z parą i dopiekać po jej wypuszczeniu z piekarnika. Upieczony chleb studzić na kratce i kroić po wystudzeniu. Chociaż świeżość utrzymuje prawie tydzień, to jednak najsmaczniejszy jest świeży. Może dlatego, że nie odkryłam jeszcze jak go przechowywać, żeby skórka nie traciła chrupkości. Mój zawsze ląduje w ściereczce, a po 2 dniach chowam go jeszcze dodatkowo w foliową torebkę.
Smacznego!
p.s.
podsumowanie znajdziecie idąc za linkiem
World Bread Day 2009 - Yes we baked. - Roundup

Ziemniaczano-jabłkowe latkes

ziemniaczano-jabłkowe placki latkes

Zauważyłam je kiedyś w czeluściach Internetu, siedziały tam sobie spokojnie i drwiąco łypały na mnie spod oka...

- Co? Zdziwiona?
- W sumie to tak!
- Coś z tym zrobisz?
- Nie, nie teraz, może kiedyś...

Kilka dni temu było to "kiedyś" i muszę powiedzieć, że dalej zdziwiona jestem. Placki bardzo smaczne, lekko kwaskowy, słodkawy posmak jabłek dawał o sobie znać, ale muszę przyznać, że nie każdy je polubi.

ziemniaczano-jabłkowe placki latkes

Takie placki wg mnie bardziej posmakują tym, którzy jedzą placki ziemniaczane ze śmietaną i cukrem. Sama jestem zwolenniczką moooocno solonych placków ziemniaczanych, chrupiących i bez dodatków, ale myślę, że do takich latkes z jabłkami będę wracać szukając odmiany :)

 

ziemniaczano-jabłkowe placki latkesZiemniaczano-jabłkowe latkes

4 ziemniaki
2 jabłka
1 cebula
4 łyżki majonezu (albo 2 jajka)
1/2 szkl. mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
pieprz, sól

olej do smażenia
jogurt/kwaśnia śmietana do podania
ew. miód do polania

 

Obrać i umyć ziemniaki, jabłka przekroić na ćwiartki, wyciąć gniazda nasienne.ziemniaczano-jabłkowe placki latkes

Na drobnych oczkach tarki warzywnej zetrzeć jeden z ziemniaków, pozostałe ziemniaki oraz jabłka zetrzeć na grubych oczkach. Cebulę bardzo drobno posiekać.

Do startych ziemniaków i jabłek dodać posiekaną cebulę, majonez (albo jajka), mąkę, proszek do pieczenia oraz sól i pieprz.

Dokładnie wymieszać, a jeśli masa okaże się zbyt rzadka, to trzeba dosypać jeszcze trochę mąki i znów wymieszać.

Smażyć tak jak placki ziemniaczane i podawać z jogurtem, albo kwaśną śmietaną i miodem.

Skusi się ktoś?

Beteawon!

 

                      Ziemniaczany Sezon 2009

2009-10-14

Lekkie ciasto miodowe na Yom Kippur

lekkie ciasto miodowe na Yom Kippur

festiwal kuchni żydowskiejOd zeszłego roku czekało w zakładce "do zrobienia -> żydowskiej kuchni festiwal Sini" (tak, tak, mam różne dziwne zakładki w moich "ulubionych" istnienia których nawet nie podejrzewacie he he), poprzednio się nie złożyło.

Znalazłam je na stronie Diana's Desserts i jakoś tak mi zostało w pamięci, zaciekawiło. Jak tak naprawdę będzie smakowało? Trochę kawy, przyprawy korzenne i miód - hmm, że niby takie piernikowe? Ale jakieś lekkie, mąki mało...

Właśnie Przecież to jest odpowiedź na narzekania które słyszałam od lat - że pierniki za cieżkie, za tłuste, że trzeba czekać aż "dojrzeją" - a tu proszę, błyskawiczne, lekkie, piernikowe, w sam raz do gorzkiej kawy, bo jak dla mnie dość słodkie.

I wiecie co? To ciasto ma coś co bardzo lubię - bardzo cienką, chrupiącą skórkę na górze.

 

Lekkie ciasto miodowe na Yom Kippur

6 łyżej gorącej wody
1 1/2 (dałam 2) łyżeczki kawy rozpuszczalnej (dla dzieci - kawy Inki

1 1/2 szkl. mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki mielonego imbiru
szczypta mielonych goździków

2 duże jajka
1/2 szkl. cukru
1/2 cup miodu (dałam Golden Syrup, czyli jasną melasę) 
1/3 szkl. oleju 
1/2 szkl. posiekanych orzechów włoskich (pominęłam)

Nagrzać piekarnik do 160°C, przygotować foremkę keksową (swoją wysmarowałam tłuszczem i wysypałam bułką tartą).

Kawę rozpuścić w gorącej wodzie i odstawić do wystygnięcia.

Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia, sodą oraz przyprawami, odstawić.

Rozkłócić jajka, dodać cukier, miód i ubijać mikserem aż powstanie jasna, puszysta masa, a cukier się rozpuści. Stopniowo dolać olej, cały czas ubijając i miksować aż masa znów stanie się jednolita.

Na koniec do masy dodaje się połowę mąki, miesza, połowę kawy i znów miesza. Powtarza z resztą mąki i kawy. Powstałe ciasto jest podejrzanie rzadkie, ale końcowy efekt wart chwili strachu ;)

Ciasto wlać do przygotowanej keksówki i wstawić do nagrzanego już piekarnika. Piec 50-55 minut, sprawdzić ciasto patyczkiem, wbity i wyciągnięty z ciasta powinien być suchy. Po wyjęciu z piekarnika ciasto studzi się najpierw ok. 15 w foremce, na kratce, dopiero potem (delikatnie! ciasto jest jeszcze miękkie)wyciąga z niej i dalej studzi na kratce.

Ponoć to ciasto, przechowywane w temperaturze pokojowej, szczelnie zawinięte w folię spożywczą, nie traci na smaku przez tydzień.

Beteawon!

2009-10-12

Powidła śliwkowe - bezproblemowe

śliwki, powidła śliwkowe

Dzisiaj nietypowo, pod wieloma względami :)
Lubię gości, więc sobie jednego, na rozgrzewkę, zaprosiłam. Gość jest autorem dzisiejszego postu, przepisu i wszystkich pięknych zamieszczonych w nim zdjęć oraz wielu, wielu innych. Mam nadzieję, że już poznaliście, ale jeśli nie, to...

...mam przyjemność ogromną przedstawić Wam Roberta "Gutka" Gutowskiego, autora blogu "Gotowy prawie na wszystko...", męża Tęczy, ojca dzieciom (Basi i Franka), fotografa :) Teraz oddaję głos Robertowi i zapraszam do jego świata. Olasz

Witam! Wpadłem TU z występami gościnnymi na zaproszenie Olisz :)

Właśnie zakończyłem "walkę" z powidłami... Z 10 lat temu posadziłem "na wsi" (to coś jakby działka tylko większe) śliwę. Do niedawna był z nią spokój. Albo był przymrozek, albo mszyce dopisały czy inne robactwo... W zeszłym roku po przekwitnięciu zrobiłem "oprysk" na robala. Jesienią zebrałem siatkę śliwek, tak ze 3 kg. Powinna zapalić mi się czerwona lampka, a ja nic! W tym roku znów zrobiłem jeden "oprysk"... Dopóki były zielone nie zwracałem na nie uwagi. Pod koniec września liście pożółkły śliwki "pofioletowały" :) i, o zgrozo, zobaczyłem ile ich jest! Zebrałem 15 kg !!!

Tęcza lubi śliwki, Basia lubi śliwki, Franek też i ja też, ale 15 kg nie zjemy! No dobra, trochę rozdaliśmy. Basia upiekła ciasto. A śliwek jeszcze multum...

No, dobra... jeszcze nigdy nie robiłem, ale... zrobię powidła!
Zacząłem przeglądać różne przepisy i wybrałem z każdego to co mi najbardziej pasowało.
Bez cukru, bez ciągłego mieszania albo gotowania przez 3 dni po godzinie... Niestety w każdym przepisie trzeba było wyjąć pestki.

śliwki, powidła śliwkowe

Po wypestkowaniu, do gara, bez cukru, bez wody, bez niczego. Przykrywka i do... piekarnika! 100°C.

Po trzech godzinach zdjąłem pokrywkę i zamieszałem, żeby sprawdzić czy nic się nie przypala. Ale spoko. A wygląda to tak:

śliwki, powidła śliwkowe

Potem jeszcze 3-4 godziny w piekarniku i ładowanie do wyparzonych słoików (tego też nie da się przeskoczyć).

No, nieskromnie muszę stwierdzić: PYCHA!

Teraz codziennie rano Tęcza do kawki ma powidła, dzieci do naleśników... a i śliwek ubyło!

śliwki, powidła śliwkowe

Robert "Gutek" Gutowski

2009-10-08

Karmelizowane naleśniki z serem

karmelizowane naleśniki z serem

Moje naleśniki z serem są szczególne (a przynajmniej ja lubię tak o nich myśleć), bo smażone są na skarmelizowanym cukrze, zyskują dzięki temu niesamowity smak i chrupiącą skórkę. Spokojnie! To tylko groźnie brzmi, wszystko wytłumaczyłam poniżej. Przepis nie jest dietetyczny, ALE za to domowy, bez barwników, konserwantów, przeciwutleniaczy ;) Czasem człowiekowi należy się trochę rozpusty w nagrodę za niesprzyjające okoliczności przyrody. Koleżanka poprosiła mnie kilka dni temu o przepis na naleśniki.

- Joluś, kiedy ja nie mam przepisu.
- To jak robisz?
- No na oko?
- Na oko to wiesz co? Jakieś zasady muszą być skoro ci zawsze wychodzą, i to jeszcze takie cienkie!
- To ja ci napiszę jak myślę kiedy robię dobrze?
- Boże! kobieto!

festiwal kuchni żydowskiejNie jestem pewna, czy to można nazwać przepisem, bo naleśniki od zawsze robię "na  oko". Próbowałam z różnymi przepisami, ale zawsze albo za grube, albo za tłuste, albo za mało, to po co mam się męczyć ? ;) Do ciasta naleśnikowego dodaję oleju, dzięki temu prawie nie muszę natłuszczać później patelni.

Pamiętam jak moja babcia robiła naleśniki, siedząc (!) przy kuchence gazowej, w sumie pamiętam tylko to siedzenie i to, że miały chrupiące brzegi. Moje też takie mają, to chyba jest dobrze :)

Pod hasłem "naleśniki z serem" w różnych domach ukrywają się różne smaki. Czasem zwyczajnie zwija się naleśniki z serem w środku, posypuje cukrem i gotowe, albo podsmaża na patelni, na maśle. Jadłam kiedyś zapiekane w piekarniku, pod sosem ze śmietany, mąki i cukru waniliowego. Sam ser miewa też różne dodatki, to wielkie pole do popisu wyobraźni :)

p.s.
naleśniki z serem to jedna z potraw spożywanych podczas święta Chanuka (hebr. חנוכה)

 

karmelizowane naleśniki z serem Karmelizowane naleśniki z serem

mąka - 1/3 tego ile potrzebję gotowego ciasta
1-2 duże jajka
(jedno, jeśli robię "trochę", a dwa jeśli "dużo" naleśników)
mleko, albo 2/3 mleka i 1/3 wody
olej do ciasta 3 ("trochę")-6 łyżek ("dużo")
tłuszcz do smażenia

+
ser biały mielony/śmietankowy
jogurt, żeby rozrzedzić zbyt gęsty ser
cukier
masło do smażenia

Do miski najpierw wsypuję mąkę, dodaję jajka, wlewam trochę mleka i mieszam rózgą. Na początku chcę otrzymać tylko gęstą pastę, można dokładnie ją wymieszać i uniknąć powstania grudek.

Dodaję więcej mleka, tyle, żeby uzyskać konsystencję śmietany kremówki, i odstawiam uzyskane ciasto na pół godziny. Jeśli nie odstoi swojego, to naleśniki będą się łamać. Mąka napęcznieje, ciasto zrobi się nieznacznie gęstsze, trzeba znów dolać trochę mleka (albo wody), olej i wymieszać.

To jedna z "naleśnikowych" zasad - łatwiej dodać płynu, niż go ująć. Mąki dosypywać się nie powinno, bo jak by się potem nie mieszało, to w cieście zostaną grudki. W awaryjnej sytuacji można się ratować znów robiąc pastę - wsypuje się mąkę do osobnej miseczki, dodaje trochę gotowego ciasta i miesza dokładnie. Dopiero tak przygotowaną pastę można rozmieszać ze zbyt rzadkim ciastem.

Ważne jest też dobre rozgrzanie patelni. Jestem nieszczęśliwą posiadaczką kuchenki elektrycznej, ustawiam ją na "5", maksymalna możliwa temperatura to "6". W domu smażę naleśniki jednocześnie na dwóch jednakowych patelniach teflonowych (mój rekord to 6 patelni w restauracyjnej kuchni).

Na mocno rozgrzane patelnie wlawam po odrobinie oleju, rozprowadzam po dnie okrężnymi ruchami, a ewentualny nadmiar zlewam do miseczki. Teraz ciasto na środek patelni, lepiej mniej niż więcej, bo zawsze można dolać, gdyby było zbyt mało i rozprowadzić okrężnym ruchem patelni. Usmażone z jednej strony naleśniki odwrócić i dosmażyć z drugiej strony.

 

Ser biały (mielony, albo śmietankowy) mieszam z jogurtem, chodzi tylko o uzyskanie konsystencji wygodniejszej do rozsmarowywania. Nie dodaję nic więcej, ale kto Wam broni dodać np. cukru waniliowego, cynamonu, skórki pomarańczowej, miękkich rodzynek, czy choćby jogurtu owocowego zamiast naturalnego :)

Naleśniki smaruję serem i składam w wachlarzyki, albo na pół. Dlaczego akurat tak? Bo lepiej się mieszczą na patelni :)

Na rozgrzaną patelnię teflonową wysypuję trochę cukru, równomiernie, mniej więcej łyżeczkę, czekam kilka sekund, aż zacznie się topić. Potem wkładam naleśniki. Kiedy już trochę się przysmażą dodaję na środek patelni łyżeczkę masła i rozprowadzam je po dnie potrząsając patelnią. Tuż przed przewróceniem naleśników na drugą stronę posypuję je cukrem, obracam, a po podsmażeniu znów dodaję łyżeczkę masła. I gotowe :)

p.s.
W wersji "tylko dla dorosłych" nie zaszkodzi do każdej partii naleśników z serem, przed końcem smażenia, dodać łyżki koniaku, brendy, albo innego aromatyznego alkoholu. Co prawda pod wpływem temperatury procenty wyparują, ale nie należy ryzykować - nie podawać dzieciom, kierowcom etc.

Domyślacie się, że powyższe wypociny to prawie słowo w słowo treść e-mail'a, który powędrował do Joli. Chciała "jak krowie na rowie" to dostała, czekam teraz na jej relację z przygotowań :)

karmelizowane naleśniki z serem

2009-10-06

Festiwal kuchni żydowskiej - 4-18 października 2009 r.

festiwal kuchni zydowskiej 2010

Tak jak w ubiegłym roku
Sinistra, nasza koleżanka z forum Cincin,
organizuje Festiwal Kuchni Żydowskiej.
Zaproponowałam jej, że i tym razem użyczę miesca tutaj,
żeby również blogowicze mogli dołączyć się do zabawy.

W imieniu Sinistry
serdecznie zapraszam Was
do udziału
w Festiwalu Kuchni Żydowskiej.

Zapraszam też do przejrzenia podsumowania ubiegłorocznego Festiwalu, może Was zainspiruje :)

Tradycyjnie już, członkowie forum Cincin zgłaszają przygotowane przez siebie potrawy w odpowiednim wątku, a wszyscy pozostali wysyłają zgłoszenia do mnie, adres e-mail znajdziecie w górnym prawym rogu. Przepraszam, że tak lakonicznie, ale lecę z nóg :)

p.s.
Durszlak znów działa - również na nim można przyłączyć się do tej akcji.





p.s.
Forum Cincin.cc, gdzie akcja ma swe źródło, przedłuża wspólne gotowanie do 23 października, jeśli macie ochotę to również Was zapraszam do daleszego gotowania. Proszę przysyłać zgłoszenia tych dogrywkowych potraw na mój adres e-mail (na górze bloga, po prawej), a ja postaram sie o podsumowanie. Dziękuję wszystkim za dotychczasowy wkład, o jak socjalistycznie to zabrzmiało, oczywiście czekam na więcej :)

Chleb owsiany RD

 chleb owsiany/ oatmeal bread

Jeszcze rok temu pieczenie chleba było dla mnie czarną magią. Magią pozostanie już na zawsze, bo jak inaczej nazwać ten proces, w którym tylko z mąki i wody powstaje coś tak wspaniałego? Dzięki poradom mądrych koleżanek ( forum Cincin oraz "Weekendowa Piekarnia" Margot z Kuchni Alicji) i odrobinie praktyki czarna magia jest teraz dobrą magią :) Do mistrzostwa mi jeszcze daleko, ale myślę, że jestem na dobrej drodze do czeladnictwa na przyzwoitym poziomie, bo oto popełniłam w 100% MÓJ chleb. Pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni - mój przepis na chleb. Tym razem nie z przypadku, ale zupełnie świadomie. O tym chlebie, co to go "wymyśliłam" nieświadomie opowiem w najbliższym czasie.

Chleb jest niesamowicie łagodny w smaku, skórka chrupiąca, miąższ delikatny i wilgotny, ale też i sprężysty, zapewne dzięki dodatkowi dużej ilości płatków owsianych. Nie wiem ile dni zachowuje świeżość, bo u nas zjadany był najpóźniej drugiego  dnia :)

Gdybyście mieli zapotrzebowanie na inny chleb owsiany, to znajdziecie tu jeszcze dwa inne przepisy - chleb owsiany korzenny i chleb owsiany z jabłkami.

chleb owsiany/ oatmeal bread 

W pierwszym etapie potrzebne będą tylko dwie niewielkie miski z pokrywkami, albo plastikowe pojemniki, łyżka i szklanka, albo kubek z podziałką. Moja waga kuchenna ostatnio coś szwankuje i przypomniały mi się czasy kiedy jeszcze jej nie miałam, dla bezwagowych piekarzy podam więc też "szklankowe" przeliczniki.

Do wyrabiania rzadkiego ciasta użyłam dużego miksera stojącego z hakiem (ew. zastąpić go można kimś z parą w rękach i mocną łyżką), ale można też użyć metody Bertinet'a (tutaj znajdziecie krótki film, w drugiej połowie którego autor pokazuje jak się za to zabrać).

Ten chleb owsiany dobrze jest zacząć wieczorem, dzień przed wolną sobotą - wymieszać składniki zaczynu i namoczyć płatki owsiane. Następnego ranka łączy się tylko zawartość obu misek, dosypuje mąkę i sól, potem wyrabia, wyrasta i piecze. Można też zacząć rano, z wyrastaniem w lodówce przez noc i pieczeniem następnego dnia rano.

 

chleb owsiany/ oatmeal bread

Chleb owsiany RD
2 bochenki w keksówkach

300 g (2 szkl.) mąki pszennej chlebowej
80 g
(ok. 4 łyżek) zakwasu
200-300 ml wody

Wymieszać mąkę z zakwasem, dolać 200 ml wody i wymieszać. W razie potrzeby dolać więcej wody - chodzi tylko o to, żeby w misce nie została sucha mąka, cała ma się stać gęstą pastą. Miskę przykryć szczelnie i odstawić na 8-12 godzin w temperaturze pokojowej.

130 g (1 1/2 szkl.) płatków owsianych
50-55 g
(100 ml) otrąb
1 łyżka cukru
30 g
(1 cm odcięty z kostki 250 g) masła
500 ml wrzątku

W misce wymieszać płatki owsiane, otręby i cukier, wymieszać. Dodać masło i zalać całość wrzątkiem, wymieszać tak, żeby w żadnych zakamarkach nie zostało nic suchego. Przykryć szczelnie i odstawić koło zaczynu :) na 8-12 godzin w temperaturze pokojowej.

300 g (2 szkl.) mąki pszennej chlebowej
1/2 łyżki soli

+
otręby do wysypania keksówek
tłuszcz do foremek
płatki owsiane do posypania chleba

W misce wymieszać przygotowane wcześniej zaczyn i owsiankę z mąką i solą, tylko do połączenia składników. Odstawić na 15 minut, a po tym czasie wyrabiać, aż gluten będzie dobrze rozwinięty, czasem trzeba dosypać 2-3 łyżki mąki, ale generalnie ciasto jest z tych rzadkich.

Wyrobione ciasto przekłada się do natłuszczonej miski, do wyrośnięcia, pod przykryciem, na ok. 2 godziny i 30 minut, ze składaniem po 30, 60, 90 i 120 minutach.

Teraz dobrze będzie natłuścić i wysypać otrębami 2 keksówki. Nadmiar otrąb wytrząsanych z foremek można wsypać do ciasta, nie ma potrzeby ich wyrzucania :)

Po tym czasie na natłuszczony blat wykłada się ciasto, które dzięki składaniu nie będzie już takie rzadkie, rozpłaszcza lekko dłońmi, przecina na pół, a każdą z połówek roluje i wkłada do osobnej formy, "szwem" do dołu. Wierzch każdego z bochenków trzeba dokładnie obsypać płatkami owsianymi, leciutko (!) docisnąć dłonią. Oba chleby delikatnie przykryć folią spożywczą, proszę się nie bać - jeśli są dobrze obsypane płatkami, to nic nie powinno się przykleić.

Chleby znów wędrują do wyrastania, czas jaki to zajmie zależy w dużej mierze od temperatury otoczenia. W gorącej kuchni zajmie to ok. 40-60 minut, w chłodniejszej dłużej, ALE jest sposób, żeby sprawdzić czy ciasto już wyrosło tak jak powinno. Podnieść folię, i lekko nadusić palcem bochenek, jeśli po zabraniu palca ciasto natychmiast wraca do poprzedniego kształtu, to trzeba dać mu jeszcze trochę czasu. Jeśli ciasto wraca na swoje miejsce już mniej chętnie, to znak, żeby włączyć piekarnik (230°C), a kiedy rozleniwi się bezczelnie, to szybko z nim do dobrze rozgrzanego pieca.

Pierwszych 15 minut piecze się z parą (czyli trzeba wrzucić na dno piekarnika kilka kostek lodu, albo spryskać ścianki wodą), a potem dopieka już bez. Mój piekarnik okazuje się niespecjalnie szczelny, więc w połowie pieczenia muszę blaszki odwrócić, żeby chleby przypiekły się ładnie z obu stron.

Ładnie przypieczone chleby wyrzucam z foremek i studzę na kratce. Prawie niemożliwe jest pokroić gorący bez zniszczenia bochenka (wiem z praktyki he he), lepiej więc poczekać aż porządnie przestygnie.

2009-10-02

Zielona soczewica z sosem beszamel

zielona soczewica z sosem beszamel/puy lentils under bechamel sauce

Przyznam, że kiedyś nieczęsto jadałam takie rzeczy. Wiedziałam jak wygląda soczewica, czy inna ciecierzyca, że to zdrowe i pożywne, ale jakoś mnie nie ciągnęło. Teraz to co innego - w sklepie, na półce, leżą całkiem oficjalnie takie różności, które kiedyś tylko w sklepach ze zdrową (i drogą!) żywnością spotkać można było. Dodać do tego wartości odżywcze, chęć odmiany, no i szybkość przygotowania i namawiać mnie już więcej nie trzeba. Jeszcze jak się gotowanie rozłoży w czasie na 2-3 dni... chwilę tu, chwilkę tam, a obiad gotowy, nawet nie wiadomo kiedy!

Któregoś dnia namoczyłam całe opakowanie zielonej soczewicy (to ta z większych), na noc, rano dokładnie wypłukałam, zalałam wodą i ugotowałam. Po odsączeniu poszła do lodówki na dobę, bo ktoś po cichaczu uprzedził mnie z robieniem obiadu. Wieczorem dodałam boczek, cebule i pieczarki, a dziś zrobiłam sos i obiad miałam gotowy w 10 minut. Lubię takie obiady :)

Muszę przyznać, że tak przygotowana soczewica smakowała mi bardziej niż się tego spodziewałam, a to dzięki dodatkowi boczku i pieczarek, ich smak był wyraźny i wzbogacił aromat całości. Powiem więcej, danie smakowało też dwóm wybrednym osobom, które nim nakarmiłam, więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć "testowane na ludziach".

Prawie zapomniałam - naukowcy, jak to naukowcy, znów zmienili zdanie i smalec wraca do łask - bardzo mnie to cieszy, ostatnio jakoś bardziej smakują mi dania na nim właśnie smażone. Do zapamiętania: smalec nie jest już "be", smalec jest "cacy". Może jutro uda mi się przysiąść fałdy i pokuszę się o przetłumaczenie i streszczenie kilku artykułów na ten temat.

Jeszcze o samym beszamelu, który swoją drogą wart jest osobnego wpisu, bo to jeden z kilku najważniejszych sosów, króli sosów. Jest nie tylko wspaniałą bazą do wykonania kilku innych sosów, ale też sam w sobie, przy całej jego prostocie, wykonania i składników, ukoronowaniem wielu dań, nieodłącznym ich składnikiem. Trochę masła, mąki, mleka i przyprawy - sól, pieprz i gałka muszkatołowa, to składniki najbardziej podstawowego, najprostszego przepisu. Ten trochę bardziej wyszukany robiony jest ze sklarowanego masła, zawiera też bulion cebulowy i goździki zamiast gałki muszkatołowej.

 

zielona soczewica z sosem beszamel/puy lentils under bechamel sauce

Zielona soczewica
porcja dla 3-4 osób

ugotowana soczewica (z 500 g suchej)
250 g boczku
2 cebule
250 g pieczarek
smalec do smażenia
sól, pieprz

Boczek pokroić na plasterki, a potem w kostkę. Również cebulę pokroić w kostkę, a pieczarki zetrzeć na grubych oczkach tarki warzywnej.

Na rozgrzaną solidnie patelnię wrzucić odrobinę smalcu, a gdy się stopi dodać boczek. Wysmażyć go solidnie. Oczywiście jeśli używa się patelni z powłoką nieprzywieralną, to można sobie tłuszcz do smażenia boczku odpuścić.

Usmażony boczek przełożyć łyżką cedzakową do pojemnika z ciecierzycą. Rozgrzać pozostały na patelni tłuszcz i usmażyć na nim cebulę. Ją też przełożyć do pojemnika z soczewicą.

Teraz pora na pieczarki - naprawdę solidnie rozgrzać patelnię, dodać kawałek smalcu i na roztopiony wrzucić starte pieczarki. Nie solić, bo puszczą wodę, a tę wodę właśnie trzeba odparować podczas smażenia - mniej wody, to bardziej skoncentrowany smak.

Pieczarki dodać do reszty składników, wszystko dobrze posolić (jeśli boczek był słony, to z umiarem), dodać pieprzu i wymieszać. Na tym etapie całe danie można wystudzić i w lodówce przechować do następnego dnia.

Można też odgrzać w dużym garnku, pod przykryciem, podlewając odrobiną wody/bulionu. Lepiej nie mieszać, żeby soczewica się nie pogniotła, można za to co jakiś czas potrząsać energicznie garnkiem (ależ ja jestem ugodowa ha ha).

Sos baszamel

2-3 łyżki masła
2-3 łyżki mąki
400-750 ml mleka
sól, pieprz
gałka muszkatołowa

Na patelni stopić masło, dodać mąkę i dokładnie wymieszać rózgą, prażyć około minuty mieszając cały czas. Zmniejszyć ogień i dolewać mleko, po trochę, ciągle mieszając. Gdy tylko sos wchłonie dodane mleko i odzyska jednolitą konsystencję znów dodaje się trochę mleka i tak do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Do soczewicy lepszy będzie rzadszy, do przygotowania lasagne- gęstszy.

Gotowy sos trzeba posolić, dodać gałki muszkatołowej, a na koniec pieprzu, do smaku.

Zawsze używam pełnotłustego mleka, sos zyskuje dzięki temu pełniejszy, bogatszy smak. Jeśli ktoś jest na diecie i liczy kalorie, to zawsze może zjeść mniejszą porcję, a potem po posiłku dopchać się jeszcze jabłkiem. Podwójna korzyść - bez uszczerbku na smaku, a zyska dodatkową porcję witamin ;)

Jeśli sos ma być przechowywany i odgrzany później, to warto na jego powierzchni rozłożyć kawałek folii spożywczej. W ten sposób uniknie sie powstania nieapetycznej "skórki", tak jak na budyniu.

 

Na każdym talerzu ułożyć porcję gorącej soczewicy, polać sosem, posypać natką kolendry albo pietruszki i zajadać ze smakiem :)

zielona soczewica z sosem beszamel/puy lentils under bechamel sauce

LinkWithin

Blog Widget by LinkWithin