2015-11-01

Jaką wybrać suszarkę do grzybów, owoców i warzyw?

Przy Dużym Stole: Jaką wybrać suszarkę do grzybów, owoców i warzyw?

Jaką wybrać suszarkę do grzybów, owoców i warzyw?

Od 2 już chyba lat przymierzałam się do zakupu suszarki do grzybów. Przypominałam sobie o niej nawlekając na nitki kolejne zbiory i miotając się potem z nimi między balkonem a piekarnikiem, jak zaczynało padać :) Obiecałam sobie dawno temu, że nie będę popełniać zakupów w afekcie, szybko, szybko, teraz potrzebuję, bo wiadomo jak się to kończy… Grzybów w tym roku w moich okolicach raczej się nie uświadczy, ale myśląc o nich przypomniałam sobie o suszarce i po tygodniu doktoryzowania się z tematu postanowiłam mieć kiedyś kuchnię z piecem kaflowym, bo rozsądniejszego wyjścia nie widzę.

Podejrzewam, że nie tylko mnie irytuje konieczność właśnie doktoryzowania się w przypadku przymierzania się do kupna jakiegokolwiek sprzętu AGD czy RTV. Nieważne czy to suszarka do włosów, czy do warzyw, telefon czy telewizor. Sami wiecie… Przy zakupie suszarki, albo dehydratora :), bo i z taka nazwą się można spotkać (pssst, to te droższe, robią to samo, tylko… w sumie robią to samo) moim zdaniem warto dokładnie się zastanowić co dla nas, tak naprawdę, będzie ważne. Potem tylko zaznaczyć najważniejsze i tego się trzymać :)

Przy Dużym Stole: Jaką wybrać suszarkę do grzybów, owoców i warzyw?

Warto zwrócić uwagę na:
- poziom hałasu, czyli jak to głośno “chodzi” – jeśli macie w domu osoby o lekkim śnie, małe mieszkanie, do szału doprowadza Was buczenie, jednostajne dźwięki, a może wręcz przeciwnie – suszarka będzie stała gdzieś na końcu świata i może rzęzić do woli? Tutaj zauważyłam rozrzut 20-68 dB, najczęściej im większa moc, tym więcej hałasu.
- moc (245-750 W) – ponoć przekłada się na wydajność, ale umówmy się, ta zależy od wielu czynników. Zauważyłam, że na forach grzybiarskich użytkownicy obstawiają “im więcej, tym lepiej”, argumentując, że moc przekłada się na temperaturę suszenia i przez to na szybkość. Rozumiem pośpiech, jeśli w rogu kuchni stoją 3-4 koszyki grzybów i cichaczem psują się czekając na swoją kolej... Ale gdyby tak mieć więcej sit, powiedzmy dwa razy więcej, i zwyczajnie zostawić toto na całą noc w “naukowej”? Na forach zajmujących się zdrowym odżywianiem (w różnym stopniu fanatyzmu) zdania są podzielone – wolniej (w niższej temp. przez dłuższy czas, ale zachowując więcej wartości odżywczych), albo szybciej, w wyższej temperaturze, zachowując więcej wartości odżywczych. Nie nie walnęłam babola, cel mają ten sam grupy obie, tylko nie mogą się dogadać, która z metod pozwala go osiągnąć :)
- z/bez wentylatora, który wymusi cyrkulację powietrza, żeby się równo suszyło;
- kształt sit – przypomniał mi się a propos cyrkulacji powietrza – większość suszarek w przystępnych cenach ma okrągłe sita, ale znajdzie się kilka prostokątnych, a nawet sześciokątna (jakie to może mieć plusy, ktoś wie?), no i jak, według Waszej oceny, będzie się rozchodzić ciepłe powietrze w prostokątnych?
- nawiew od góry/od dołu – jak na mój chłopski rozum, to ciepłe do góry poleci, lżejsze jest, więc nawiew od dołu ma sens + miota się potem człowiek z sitami tylko, nie musi do tego jeszcze sobie dokładać górnej pokryty, w której schowane są wszystkie bebechy, tak?
- wielkość urządzenia - bo przecież trzeba je gdzieś przechowywać, kiedy nie jest używane. Miejsce albo jest, albo go nie ma, ale warto zwrócić uwagę na ilość sit (3-12), ich wysokość i możliwość regulacji tej wysokości (złożone na min. zajmą mniej miejsca/ 1,3-8 cm);
- wielkość powierzchni do suszenia – średnica sit (26-34 cm) x ilość sit (3-12) + regulacja ich wysokości, gdyby przyszło suszyć kawałki różnej grubości, czy dużą/małą ilość produktów;
- wielkość-wariacje – jaka jest minimalna ilość sit, które powinny być na suszarce, żeby jej nie przegrzać? czy można dołożyć dodatkowe sita, oprócz tych, które przychodzą w opakowaniu, bo zdarza się, że i owszem, więc może warto kupić tańszą suszarkę z np. pięcioma i dokupić ze trzy, zamiast droższej z dziewięcioma?
- wysokość i regulacja wysokości sit – grzybiarze wolą wyższe (suszenie całych kapeluszy), z drugiej strony, jeśli wiecie, że będziecie suszyć cieniusie plasterki tylko, to sita o nieregulowanej wysokości 8 cm będą tylko problemem przy przechowywaniu urządzenia; sita z regulacją wysokości łatwiej przechowywać i pozwalają suszyć kawałki różnej wielkości;
- sita przezroczyste/nie – na pierwszy rzut oka to różnica jest taka, że z zewnętrz widać, albo nie, co w środku się dzieje. Ale potknęłam się też o taką uwagę jednego z producentów: “Dzięki obudowie wykonanej z nieprzezroczystego materiału suszone produkty nie tracą witamin”. Ooooook…
- pokrywa z otworami, albo panelem przesuwnym do regulacji otworów, który daje jakąś kontrolę nad szybkością uchodzenia ciepłego powietrza (i pary wodnej…) z urządzenia;
- temperatura – regulacja: skokowa (programy – ile i do czego?), albo płynna (pokrętło). Pokrętło jakieś bardziej analogowe i wydaje mi się mniej awaryjne, ale kontroli niekoniecznie tyle co przy programach. Chcecie kontroli, czy nie?
- temperatura – zakres: umówmy się, że suszenie w temperaturze pokojowej średnio ma sens, dodalibyśmy tylko ruch powietrza, a do tego wystarczy dobry przeciąg ;) 38-77°C, takie zakresy znalazłam. Od ziół (delikatne, mało wody, cienkie “kawałki”) po ryby, mięso i Jerky, czyli uwspółcześnioną wersję Pemikan, które pewnie znacie ze szczenięctwa i książek o Winnetou. Mnie wychodzi na to, że lepiej w niższej temperaturze przez dłuższy czas (równomiernie w całej grubości schnie?), niż przygrzać szybko po wierzchu i co z środkiem wtedy?

(tak, wiem, to zaczyna przypominać cierpienia młodego Wertera… zdjęcie w ramach przerywnika? proszszsz…)

Przy Dużym Stole: Jaką wybrać suszarkę do grzybów, owoców i warzyw? Przy Dużym Stole: Jaką wybrać suszarkę do grzybów, owoców i warzyw?
 
Motywacja wróciła? Napatrzyli się na witaminę C w róży lokalnie zebranej i mniej lokalne portugalskie gruszki rodem ze Stonki, pyszne swoją drogą? Nie, te które znalazłam na zaprzyjaźnionej miedzy nie nadają się do spożycia…

Jak już była mowa o sterowaniu, to jeszcze prysznice i bezpieczeństwo :)
- ochrona przed przegrzaniem, nie ma co ukrywać, przezorny albo ją ma, albo szuka lepszego ubezpieczenia na mieszkanie ;)
- timer – jak uważacie? Jak dla mnie, to przydatne, ale niekonieczne, zawsze można użyć taimer zewnętrznego, wiecie ten przydaś, co to się go między wtyczkę sprzętu właściwego a gniazdko?
- funkcja zliczania i ustawiania czasu – proszę o Wasze komentarze :)
- funkcja jogurtownicy z pojemnikami – wygląda mi na to, że dodają kilka pojemników na jogurt i pokrywa jest trochę wyższa w takich modelach. Jak uważacie i o ile potrzebujecie, mnie wystarcza słoik i kawałek wolnego blatu w lecie oraz kaloryfer w zimie;
- możliwość mycia sit w zmywarce – wedle potrzeb każdemu :)
Są jeszcze suszarki w opcji “nawet, gdyby mnie było na nią stać, to bym tyle nie wydała”. Tysiąc złotych, dwa, trzy, nie żartuję i się nie wypowiem, zdania nie mam, bo ich nie brałam nawet pod uwagę i nie zgłębiałam tego zakątka. Może Wy coś wiecie?

Mój przypadek:

- jak już mam co suszyć, to na 99% przypadków jest tego ilość spora = 3 do 5 sit odpada
wybrałam model z 9 sitami, nie braknie, a zawsze mogę niepotrzebne wyjąć i zostawić 5 min. wymagane dla bezpieczności (kto powiedział, że na pusto 3 nie mogę wrzucić i 2 załadowanych?
- 245 W, ale zakres temp. 35-68°C – mnie wystarczy, bo
- programy: 35°C - zioła i przyprawy; 41°C - orzechy i nasiona, 46°C – rękodzieła (zgaduję, że np. aniołki z masy solnej tu się załapią); 58°C - warzywa i owoce, 68°C mięso, ryby;
- zależało mi na łatwości utrzymania tego w czystości, więc panel dotykowy, z jednego kawałka (mam guziki on/off, “+” i “-“ do skakania po programach i wyświetlacz pokazujący °C);
Panuję suszyć głównie “przez noc”, więc nie potrzebowałam timera ani procesora i5.
- raczej cicha – 46 dB;
- okrągłe sita, niech sobie wiruje to powietrze w zgodzie z naturą i po najmniejszej linii oporu, nie ma zakamarków trudnych do umycia i wykorzystania;
- sita przezroczyste, przynajmniej widać, co się dzieje;
- dodatkowe wkładki do sit, takie o małych otworach – do suszenia drobnicy;
- brak regulacji wysokości sit, ale też nie planuję słonia tam wciskać;

Jaką kupiłam?
To powiem jak potestuję jeszcze chwilę i sklep z producentem wymienią mi egzemplarz. Dostał mi się taki z lekką wadą panelu, ale “Proszę używać śmiało suszarki. W połowie przyszłego tygodnia (o czym Panią poinformujemy) przyjedzie kurier z nową i zabierze starą.“
Szacun, że tak sobie kolokwialnie pozwolę.

Lecę, mam jabłka z miedzy do suszenia przygotować, zrobię ich dwa razy więcej, albo i trzy, bo jakoś podejrzanie ich z puszek ubywa :-*

2015-10-14

Szybki obiad – dorsz zapiekany ze szpinakiem i śmietaną

Przy Duzym Stole: Szybki obiad – dorsz zapiekany ze szpinakiem i śmietaną

Kolejne z dań, które wymagają minimum pracy i stania w kuchni – nagrzać piekarnik, wrzucić co trzeba i mamy minimum pół godziny wolnego czasu. Jak go spożytkujecie, to Wasza sprawa, ja wskoczyłam do wanny ;)

Pieczone ziemniaki opcjonalne, jeszcze szybciej można zrobić grzanki z masłem czosnkowym, czy ziołowym, no i piekarnik już nagrzany. Warzywa? U mnie dziś mocno dojrzałe pomidory skropione octem balsamicznym.

Haczyk? Trzeba mieć w zamrażalniku rybę i szpinak :)

 

Przy Duzym Stole: Szybki obiad – dorsz zapiekany ze szpinakiem i śmietaną

Dorsz zapiekany ze szpinakiem i śmietaną

500 g mrożonego dorsza w dzwonkach
(lub innej ryby, ulubionej)
400 g mrożonego szpinaku
niecały duży pojemnik śmietany 18%
1 łyż. tłuszczu (oleju kokosowego np.)
sól, pieprz, gałka muszkatołowa/pieprz ziołowy
1-2 ząbki czosnku

Nagrzać piekarnik do 200°C. Płaskie naczynie ceramiczne, do zapiekania, natłuścić.
Ryby nie trzeba rozmrażać, wystarczy przelać ją gorącą wodą, żeby przyprawy miały się jak przykleić.
Dzwonka przyprawić z obu stron solą, pieprzem i gałką muszkatołową, albo pieprzem ziołowym, i ułożyć w naczyniu, w miarę możliwości jedną warstwą.

Na rybę wyłożyć szpinak, posypać posiekanym czosnkiem, zalać większością śmietany, można jeszcze doprawić po wierzchu i do piekarnika z tym.

Czas pieczenia zależy od grubości ryby, naczynia i kursu franka pewnie też – sprawdzać trzeba. Pierwszy raz, jak zacznie solidnie pachnieć.

I już :) w sumie – jak gotowe, to zjeść ;)

p.s.
zdarzyło mi się, że zostało mi trochę ryby, ale sosu mało – na szybko na patelni przesmażyłam małą szalotkę i ząbek posiekanego czosnku, dorzuciłam pozostały w opakowaniu (500 g) szpinak, doprawiłam, dodałam resztę śmietany i poddusiłam chwilę. Ryba polana takim sosem prezentuje się ładniej niż zapiekana pod sosem, więc kolejna opcja do zapamiętania :)

Smacznego :)

2015-09-20

Sok i syrop z kwiatów czarnego bzu

Przy dużym stole: Sok i syrop z kwiatów czarnego bzu

Trochę się bawię w czarownicę w tym roku i to, w połączeniu ze szwendaniem się po okolicy na rowerze, spowodowało, że zaprzyjaźniłam się z pewną miedzą, na której rośnie wiele krzaków czarnego bzu i spektakularnych, starych, poniemieckich, jabłoni. Owoce czarnego bzu były tak piękne, że musiałam je mieć ;) Skutek taki, że w spiżarce stoi rządek buteleczek z pięknym syropem i drugi – słoików z sokiem. Jeśli macie ochotę na czytanie, to obawiam się, że się rozpiszę mocno, a jeśli na przepis, to przewijajcie niżej, śmiało :)

Czuję się teraz trochę bardziej przygotowana na jesień i zimę, jeśli nie psychicznie, to chociaż spiżarnie ;) No i jeszcze zapobiegliwa oraz oszczędna (2o PLN + przesyłka za 400 ml soku w sprzedaży…) oraz podążająca z duchem czasów (na świecie), albo nawet go wyprzedzająca (lokalnie). Foraging (zbieractwo) robi furorę na świecie, chociaż ponoć niejaki Tim Hayward razu pewnego napisał tweet’a mniej więcej w ten deseń “5 tysięcy lat rolnictwa, a teraz wszyscy zajmujemy się zbieractwem. Ludy Mezopotamii zastanawiają się po co się męczyły”. I piękne to zbieractwo, i straszne trochę, bo gdyby się tak nagle wszyscy rzucili zbierać, to szkód będzie masa. Nie będę się rozwodzić, bo u mnie noc późna, istnieje więc ryzyko, że przerodzi się monolog w coś długości światłowodu z dna Atlantyku, ale zawsze zapraszam do rozmowy, czy to w komentarzach, czy za pomocą e-maili, albo na Facebook :) Swój dziki bez zbierałam z głową i rozsądkiem, mimo lekkiego obłędu w oczach :) W planie jeszcze nalewka oraz owoce suszone, ale to już z inne miedzy, no i mam już dżem/galaretkę z owoców czarnego bzu :)

Czarny bez to jedna z ukochany roślin czarownic, wiele z Was wie więc zapewne, że “przebywanie w cieniu krzaków czarnego bzu zwiększa pole ochronne wszystkich żywych istot” i że “przechodząc obok (…) wypowiedz głośno swoje życzenie, a wkrótce się ono spełni, i ile nie jesteś egoistą, bo tych (…) bardzo nie lubi” ;) Planujących, albo budujących akurat dom, zapewne zainteresuje, że “rosnący (…) w ogrodzie chroni dom przed piorunami, a jego mieszkańców przed czarną magią”. Proszę nie lecieć szukać krzaków do wykopania i przesadzenia do siebie, bo trzeba mieć na uwadze trzeba, że “krzewu czarnego bzu nie wolno wykopywać, ani karczować, gdyż przyniesie to nieszczęście, zaś jeśli sam się zasiał, trzeba o niego dbać” ;)

Na poważnie, to czarny bez wewnętrznie stosowany był od zawsze w ziołolecznictwie w przypadku gorączki, przeziębienia, kaszlu, dolegliwości dróg oddechowych, reumatyzmu, osłabienia, przewlekłych zaparciach, ale opowiadam o nim głównie dlatego, że smaczny jest bardzo :) Jeśli chcecie go używać leczniczo dokształćcie się najpierw, bo w żadnym wypadku autorytetem tutaj nie jestem, ok?

Jeszcze słowo przestrogi – każda część krzaka czarnego bzu jest trująca na surowo, w mniejszym lub większym stopniu (tutaj info rzeczowe bardziej), może uczulać, nie wolno przetwarzać owoców, które nie są w pełni dojrzałe.

Przyjemna część – bierzemy koszyk, może nawet i coś na kształt pikniku i udajemy się w najbliższą relatywną dzicz. Im dalej od drogi, komina, czy innego wysypiska śmieci, tym lepiej. Gałązki baldachów odłamują się łatwo całkiem, więc zbieranie jest całkiem przyjemne i po chwili można się rozsiąść na trawie i oddać piknikowaniu. W domu przekładamy owoce do zlewu, albo miski pełnej zimnej wody, można dolać trochę octu, i płuczemy owoce dokładnie (kurz i owady). Osączamy na durszlaku i szukamy kogoś, kto nas zagada na czas przygotowania owoców do dalszej obróbki – sadzamy kogoś z nami w kuchni, może nawet pomoże, albo zaprzemy do pracy słuchawki od telefonu i dzwonimy do kogoś cierpliwego ;) Uzbrojeni w widelec przystępujemy do odrywania owoców od gałązek. Jak już się złapie sedno to idzie całkiem sprawnie taka praca. Na zachętę mogę powiedzieć, że z 2,5 kg owoców wyszło mi 2,5 l syropu, albo innym razem ok. 3 l soku.

Przepis o tyle prosty, że w zależności od czasu odparowywania otrzymamy albo sok, rzadszy, albo syrop, gęstszy.

 

Przy dużym stole: Sok i syrop z kwiatów czarnego bzu

Sok i syrop z kwiatów czarnego bzu

1 kg dojrzałych owoców czarnego bzu
0,5 kg cukru
1 szkl. wody
ew. sok z połówki cytryny,
albo 1-2 łyżki octu jabłkowego
dla upiększenia koloru

Owoce, przygotowane jak w opisie powyżej, zasypać cukrem (można na tym etapie odstawić całość w chłodne miejsce do rana), dolać wodę i gotować na najmniejszym możliwym gazie, do uzyskania pożądanej gęstości soku lub syropu.

Cały wic polega na tym, żeby nie dopuścić do wrzenia. Można owoce potraktować ubijaczką do ziemniaków, żeby oddały sok. Gotowy przecedzić przez sito, można odcisnąć, albo nawet trochę przetrzeć, ale wszystkie pestki wędrują do kosza. Dla upiększenia koloru można dodać soku z cytryny, albo octu jabłkowego. Gorący rozlać do wyparzonych butelek (u mnie to butelki o pojemności 250 ml, po wodzie mineralnej), szczelnie zakręcić. Sok pasteryzować ok. 15 minut, syrop – nie trzeba. Wykładam miskę grubą ścierką i w niej ustawiam, do góry kolami, butelki z gorącym syropem, zostawiam do wystygnięcia.

Można stosować pomocniczo w leczeniu, albo dla czystej przyjemności, co prawda z umiarem (patrz – właściwości), ale i błogością.

p.s. gratulacje – właśnie zostaliście zbieraczami ;)

2015-09-03

Nadużycie i lektura bez użycia, czyli dlaczego dzieci grymaszą przy jedzeniu

IMG_7683

Dzień dobry :) Dziś trochę ni z gruszki, ni z pietruszki, po dłuższej przerwie, ale z niejakim zapałem.
Ostatni garnek jagód, prosto z Gór Izerskich moich ukochanych, z pozdrowieniami od p. Stacha ze Stacji Turystycznej Orle, bulgocze sobie spokojnie, a ja cieszę się nowym monitorem i podczytuję jedną z książek z dzisiejszego szaleństwa księgarniowego.

Tak się czasem splatają wydarzenia, i ludzie, i miejsca, że człowiek zostawia majątek w księgarni, który miał być przeznaczony na zupełnie coś innego. Odbieranie telefonu przed przydrożną księgarnią, dziecko wymuszające na rodzicach zakup książki (nie dla dzieci, +18) krzykiem i rzut oka na okładkę innej. Planowałam ją od jakiegoś czasu, ale do pilnych zakupów nie należała – “W Paryżu dzieci nie grymaszą” Pameli Druckermann, bo znajome dzieci grymaszą na różne sposoby. Bodziec znakomicie był głośny i skuteczny (“niech ma i przestanie, przecież nie czyta jeszcze”), a efekt w postaci dwóch toreb książek, przecenionych co prawda, uszczuplił budżet znacznie. Zaprzyjaźnione panie z obsługi obiecały co prawda, że jak mnie z domu wyrzucą za szaleństwo, to one fotel udostępnią, ale… sami wiecie :)

Chwilowa refleksja – jak my, Polacy, nie potrafimy pupili układać należycie i kradną gościom żarcie z talerza oraz wyczyniają inne politycznie niepoprawne rzeczy, to co dopiero o dzieciach mówić? Patrz: echa akcji uchodźczej w Internecie i ksenofobiczne, rasistowskie komentarze dzieci czasem nawet, młodzieży – w ilościach hurtowych, a także rodziców. Zagalopowałam się, nie po to tu zaglądacie :) Ale jak już zaczęłam, to proszę, wyważone spojrzenie na temat tutaj znajdziecie.

Zmierzałam, okrężną mocno drogą, do tego, że mam niezłą książkę i z tej racji będę się dziś żywić ciastem maślankowym Tobatki z jagodami, brzoskwiniami i czekoladą. Pyszne wyszło, ale mocno niefotogeniczne, kolory raczej smętne :)

Do poczytania niedługo – mam mnóstwo zaległych wpisów i wygodny do pracy monitor :-*

2015-07-14

Letnia sałatka z sałatą Little Gem, kiełkami i żurawiną

Przy Dużym Stole: Letnia sałatka z sałatą Little Gem, kiełkami i żurawiną

W ramach obiado-kolacji i śniadań do pracy królują ostatnio sałatki najróżniejsze - szybko, bez ceregieli, sezonowe i zdrowe. Gorąco i czasu jakby mniej, choć dzień długi. Jakoś wolę pocieszyć się wolnością poza domem, niż spędzać czas w kuchni :) Sałatki mają to do siebie, że przy odrobinie wyobraźni można je skomponować z tego, co pod ręką akurat, albo w sezonie właśnie. Bazą mojej jest sałata Little Gem, która ostatnio zaczęła się częściej pokazywać w sklepach (hurrrraaaa!). Polubicie ją nie tylko za smak, ale też za cierpliwość (długo się przechowuje) i wytrwałość – nieszybko mięknie polana sosem.

Sałata, wbrew pozorom, ma u mnie delikatne zszarganą opinię. Liściaste kumulują dużo fluoru i metali ciężkich, ale z drugiej strony raczej są hodowane “pod szkłem”. Z piętnastej strony, zwłaszcza odmiany o ciemnych liściach, zawierają dużo witaminy K i A.

Pod ręką miałam jeszcze kiełki – mieszankę do smażenia, tzw. stir fry, zawierającą kiełki soczewicy, fasoli mung i cieciorki. Dla koloru, chrupkości, no i wartości odżywczych dodałam marchew, a potem jeszcze żurawinę suszoną, z rozpędu trochę.

Sos – najprostszy, majonez wymieszany z maślanką i pieprzem ziołowym. Jeśli to danie główne ma być, to przydadzą się może tosty z masłem czosnkowym, albo bagietka?

 

Przy Dużym Stole: Letnia sałatka z sałatą Little Gem, kiełkami i żurawiną

Letnia sałatka z sałatą Little Gem, kiełkami i żurawiną

na każdą osobę potrzeba:
główkę sałaty Little Gem
garść kiełków
garść żurawiny suszonej
1/3-1/2 marchewki
(ew. kawałek selera naciowego)
łyżkę majonezu
łyżkę maślanki
pieprz ziołowy
ew. sól

Sałatkę opłukać, osączyć i porwać listki do miski prosto. Dodać kiełki i żurawinę. Marchew, obraną i umytą, zetrzeć na grubych oczkach, albo dać komuś do starcia i uniknąć poobcieranych kciuków ;) Ew. dodać jeszcze kawałek selera naciowego pokrojonego w cienkie plasterki.

W osobnym naczyniu przygotować sos – do majonezu wmieszać rózgą maślankę i pieprz ziołowy. Według mnie sól zbędna w tym wypadku, majonez sam z siebie ma jej sporo.

Teraz połączyć sos z przygotowanymi warzywami i gotowe :) Chyba, że to sałatka do pracy, to mieszamy dopiero na miejscu :)

Można sałatkę podać z grzankami, w wersji rozpustnej nawet z grzankami z masłem czosnkowym, bagietką, albo w picie, czy tortillach – to już własne szaleństwo każdemu podpowie. W kieliszkach proponuję podawać teściowej, w ramach poszerzania horyzontów ;)

Smacznego!

p.s. opowiecie o swoich najlepszych sałatkach z tego, co pod ręką akurat było?

LinkWithin

Blog Widget by LinkWithin