Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na droge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na droge. Pokaż wszystkie posty

2013-11-25

Łatwe naleśniki biszkoptowe, bez ubijania

Przy Dużym Stole: Łatwe naleśniki biszkoptowe, bez ubijania

 

Ciepłe śniadanie na poranki w pośpiechu, albo leniwe weekendy? Od teraz może będę jadać, wymyśliłam kilka dni temu szybkie, łatwe i smaczne, co najważniejsze, naleśniki biszkoptowe. Śniadań nie jadam najczęściej. Gdybym jadała, to chciałabym jajecznice na maśle, z 4 jajek, ale że we własnym wykonaniu mi nie smakuje, to jakoś się nie zazębia. Tak, wiem, wstyd i sromota, ale przecież nie mówię, że nie umiem, tylko że mi moja nie smakuje tak bardzo, jak zrobiona przez kogoś, tak?

Smakują mi za to naleśniki, w ilościach hurtowych najlepiej, z powidłami śliwkowymi mocno kwaskowymi, albo z serem, karmelizowane jeszcze na patelni (przepis na ciasto podstawowe, na opisowe oko taki hehe). Naleśniki mają dwie wady, tylko, jest ich za mało – zawsze, i trzeba chwilę przy garach postać – najczęściej. Chyba, że ma się minimum 4 jednakowe patelnie, 4 sensowne palniki i można sobie hurtem. Zakładamy, że nikt normalny nie ma w domowej kuchni 4 jednakowych patelni (dobra, po dwie kupuję, gdybym miała więcej miejsca i pieniędzy, to bym kupowała po 4, w naleśnikowym celu właśnie - nie jestem specjalnie normalna, ale to już wiemy).

Rozwiązujemy naleśnikowo-śniadaniowy problem w sposób kreatywny, robimy naleśniki biszkoptowe. Są grubsze, nie trzeba 30 na głowę, żeby się najeść, tym samym krócej się przy kuchence stoi, no i mają swój puszysty urok. Jeszcze tylko wyrzucimy z obrazu hałasowanie mikserem i jesteśmy w domu, tak? Biszkoptowe bez miksera, biszkoptowe bez miksera, niebieskie kwiatki z kolcami, niebieskie kwiatki z kolcami, czym to spulchnić, czym to spulchnić? MAM! Soda i maślanka!

PLUS jeszcze jeden – nie oklapują, spokojnie zimne można wrzucić do pojemnika, do drugiego nadzienie jakieś i zjeść sobie później, zabrać do pracy, “na drogę”.

 

Przy Dużym Stole: Łatwe naleśniki biszkoptowe, bez ubijaniaNaleśniki biszkoptowe
bez ubijania (4 szt. po 22 cm średnicy)

 

2 szkl. (500 ml) mąki
2 jajka
2 szkl. (500 ml) maślanki
1 płaska łyżeczka sody
3 łyżki cukru
duża szczypta soli

 

tłuszcz do smażenia
jogurt grecki/owoce/biały ser z miodem/konfitura do podania

 

Wszystko suche wsypać do miski i wymieszać dobrze rózgą, ale powoli, żeby nie wyglądać na koniec jak młynarz po ciężkim dniu pracy :)
Dodać mokre i całość jeszcze raz solidnie rózgą wymieszać.

Przygotować sobie chochlę, taką do zupy, moja ma 200 ml pojemności. Nagrzać patelnię, na gorącą dodać tłuszcz i smażyć na średnim ogniu (1 chochelka ciasta = jeden naleśnik puszysty) obracając w strategicznym momencie. Całą skomplikowaną procedurę powtarzamy jeszcze trzy razy i tu kończy się praca, a zaczyna przyjemność ;)

ps
to ciasto nie może stać za długo, bo soda się wyszaleje z kwaśną maślanką i powietrze z ciasta ujdzie. Nic puszystego z tego nie wyjdzie, nic a nic.

Gotowe, smacznego!

2013-07-31

Co i gdzie jeść w Szczecinie?

Zapytałam o poradę znajomych i nieznajomych.
"Co, i gdzie, jeść w Szczecinie?", bo nie wiem. Raz byłam, nad ranem, na dworcu PKP, z godzinę może, li i jedynie. Wiedzieć potrzebuję, bo jadę na weekend, muszę! Muszę jeść i muszę pojechać.

Dla mnie, a może i dla innych czytaczy, najważniejsza część tego wpisu... jakie są WASZE doświadczenia z jadaniem w Szczecinie? Napiszcie, proszę, w komentarzach tutaj, albo na Facebook, jak wolicie.

Muszę, bo w końcu jeśli popłynęłam piękną STAP'ową s/y Gedania na rozpoczęcie The Tall Ships Races 2013 w Århus, to co by mnie mogło powstrzymać przed obejrzeniem zakończenia w Szczecinie? Baaardzo dobra odpowiedź! NIC!

Przy Sużym Stole: Gedania, Tall Ships Races 2013, TSRSzczecin

Bardzo chcę obejrzeć STS Kruzenstern, mam "randkę" z kapitanem omańskiego RNOV Shabab Oman i ichniego cook'a mam w planie wziąć na spytki...
a jeść trzeba ;)



Tak, jeśli siadacie czasem Przy Dużym Stole na Facebook, to już się zorientowaliście, że mam nową miłość życia i jeszcze mniej czasu :)

Na samym dole wpisu znajdziecie więc mapę z zaznaczonymi miejscami, gdzie dobrze jeść dają, a teraz opis z czym się to je, końkrety w sensie ;)

- Paszteciki, przez duże "P" właśnie, jedyne słuszne, w barze "Pasztecik", Al. Wojska Polskiego 49.
Lokal ponoć z klimatem lekko socjalistycznym, przez co urokliwym, i jedyne zarzuty jakie w sieci na jego temat znalazłam, to "kompletnie niedostępny dla osób niepełnosprawnych"; miejsce podpowiedziała Joanna (Piniowe Orzeszki);
-
okonki z patelni w "Karczma pod Kogutem"; pl. Lotników 3.
Ichnia www ładnie rozbudowana i dużo informacji, co prawda podanych trochę infantylnymi rymowankami, ale to jeszcze o niczym nie świadczy - prawda? Ryby, dziczyzna, baranina... obiecująco :)

- "szaszłyki na metry na Kordeckiego", to pewnie Szaszłykarnia przy Rondzie Siwka;
- pielmieni na Ładodze, ALE to do sprawdzenia, bo Joanna w zeszłym roku raz się rozczarowała...
ul. Jana z Kolna, vis a vis Wałów Chrobrego; zastanowił mnie "pstrąg bajkalski" w menu, rozumiem, że to nazwa własna dania, a nie informacja o pochodzeniu serwowanych pstrągów? UWAGA! Ładoga ponoć przecumowana przed Długi most!!!

- "Bohema", al. Wojska Polskiego 67, kuchnia włoska, jeśli okoliczności skłonią mnie do szukania czegoś nielokalnego :) Wystrój trąci Wersalem, mam nadzieję, że atmosfera nie ;)
- kawa w "Castellari" na Jasnych Błoniach - ul. Tuwima 27;
Mnie się w oczy rzuciły desery lodowe
i koktajle :) No i WiFi...

- "Bombay" z daniami kuchni indyjskiej, ul. Partyzantów 1;
- ryby, również wędzone, z Seamor'a, "Kantyna Portowa" przy Bytomskiej 16, albo "Atol" sklep firmowy i bar rybny - al. Wojska Polskiego 34 - bardzo chcę tam zajrzeć! No i jeszcze przy Granitowej 22, na "
kalmaaary w panierce", jak to napisała Joanna, dla mnie tym razem to za daleko, ale może Wy będziecie mieli okazję :)
- picie :) Ponoć tylko w "Tavernie Cutty Sark", al. Bohaterów Warszawy 111;
ponoć jeść też dobrze dają, zauważyłam steaki.

- Browar Stara Komenda na pl. Batorego 3 - robią własne piwo i menu ciekawie brzmi, postaram się tam zajrzeć (to już polecane przez Agnieszkę z "W kuchni Usagi")
- śniadania - "Public Cafe", które ponoć ma odziedziczyć menu po "Cafe Pravda", ul. Wielka Odrzańska 18a;
- "Bartystyczna social club" przy ul. Mariackiej 26 i 3/4 ;) Polecona przez Macieja
Zdaje się, że trochę w czeskich klimatach, które oczywiście kocham pasjami. Na szczęście można po polsku składać zamówienia, bo Pana, który płynnym by za mnie zamówił, akurat nie będzie :/

- "Ale Ciacha", ul. Krzywoustego 58D, ale nie pomnę skąd i co. Wiecie coś o tym?
- ponoć "Stara Piekarnia" restauracja i bar, ale menu widoczne na ich www mnie nie zachęciło, a spaskudzone tłumaczenie na angielski zniesmaczyło. Dobrze, dobrze, starają się chociaż...


Teraz Wasza kolej, dodajcie informacji i jadaniu w Szczecinie. Kuchnia własnej babci też się nada, ALE pod warunkiem, że mi wizytę załatwicie ;)
Ola Li  (ufamy jej, znamy ją, ma gust kobieta, a ostatnio jakoś się taka światowa zrobiła nawet Winking smile )donosi, że warto się skusić na
- frytki w bułce z sosami mieszanymi w Mak Kwak, lokalizacje różne, mnie urzeka dopisek “24H” przy pl. Żołnierza Polskiego 17, ul. Krzywoustego 19;
- zielone piwo w Petit Paris (św. Wojciecha 11) – opinie w Internecie różne, ale zajrzeć można, chyba, że ktoś dorzuci swoją opinię?
- Bar mleczny “Turysta”, Obrońców Stalingradu 6A i naleśniki z nadzieniem jak z pierogów ruskich – biere w ciemno!



Pokaż Szczecin, jedzenie na większej mapie

2013-02-07

Puszyste i szybkie oponki z serem – Tłusty Czwartek

Przy Dużym Stole - Puszyste szybkie oponki z serem – Tłusty Czwartek

 

Oponki idealne – miękkie, z cienką skórką, puszyste, nietłuste, nie za słodkie, więc można oprószyć je mnóstwem cukru pudru. Bardzo szybko się je robi, wszystkie składniki miesza się w 1 misce! Są na sodzie, nie drożdżach, więc oszczędzamy też na czasie wyrastania. Jeszcze prezent – dodałam do nich otrąb, więc można zagłuszyć nieco wyrzuty sumienia, to zdrowe, no, zdrowsze, oponki są :)

Dobrze, dobrze, wiem, że nie tylko ja mam z tym zagwozdkę :)  Odmiana słowa “otręby", która zawsze mnie spowalnia na chwilę – poprawne są obie formy, np. “nie mam otrąb/nie mam otrębów”.

Wracamy do oponek, za trzecim podejściem wyszło mi dokładnie to, co chciałam :) Na samym dole znajdziecie jeszcze przepis na wersję drugą, są twardsze, ale bardziej kruche. W tym roku nie smażę pączków – nie dość, że poprzednie 2 partie oponek już za pasem, to jeszcze koniecznie chcę zrobić arabskie elqaimat (na zdjęciach poniżej) – kładzione łyżką na gorący tłuszcz, robi się je błyskawicznie (zerknijcie na przepis). Co prawda są z ciasta drożdżowego, ale dość rzadkiego, więc wyrastają błyskawicznie.

IMG_8724m_thumb[3] IMG_8738_thumb[5]

 

Przy Dużym Stole - Puszyste szybkie oponki z serem – Tłusty CzwartekPuszyste szybkie oponki z serem
(ok. 40 szt. o średnicy 7-8 cm)

500 g białego sera mielonego
3 jajka
3-4 łyż. kwaśnej śmietany/maślanki
3 łyż. cukru
2 małe nakrętki ekstraktu waniliowego na spirytusie
(ew. zamiennie: 1 cukier waniliowy i 2 nakrętki spirytusu)
1 łyżeczka sody oczyszczonej
3 szkl. mąki  + do podsypywania
1/4 łyżeczki soli
3 łyż. otrębów

tłuszcz do smażenia (używam smalcu)

Ser, jajka, śmietanę (albo maślankę), cukier i ekstrakt waniliowy (ew. 1 cukier waniliowy i 2 nakrętki spirytusu) rózgą wymieszać dokładnie w misce.

Dodać mąkę, sodę, sól i otręby. Wymieszać łyżką ile można, a potem szybko zagnieść miękkie ciasto na stolnicy posypanej mąką (niżej pokazałam jak wygląda takie miękkie ciasto).

Rozgrzać dużą, głęboką patelnię, albo niski i szeroki rondel, tak żeby pomieścić jednocześnie 5 szt. oponek. Dodać do niego smalec, stopić go i rozgrzać. W tym czasie można rozwałkować ciasto na grubość ok. 0.5 cm. Najwygodniej podzielić je na początku na pół – będzie wygodniej. Łatwiej wałkować i mieścić się na stolnicy. Zbyt grube ciasto może się nie usmażyć dobrze, zbyt cienkie oponki będą płaskie.

Przygotować sobie patyczek do szaszłyków, łyżkę cedzakową i 2-3 tace, albo kratkę z piekarnika, wyłożyć ręcznikami papierowymi – wchłoną nadmiar tłuszczu z oponek. Zabarykadować się w kuchni…

Sprawdzić czy tłuszcz jest wystarczająco ciepły (wrzucony do niego kawałek ciasta powinien pokryć się małymi bąbelkami powietrza i szybki wypłynąć na powierzchnię), mnie standardowo wystarcza 2/3 mocy dużego palnika. Zostaje tylko wykroić oponki, szklanką i środki kieliszkiem, a potem usmażyć je na złoto, obracając patyczkiem. Łyżką cedzakową wyjmuje się smażone na końcu środki wycięte kieliszkiem. Skrawki można zagnieść, rozwałkować i znów wykroić do smażenia.

Usmażone osączyć na ręcznikach papierowych, do podania oprószyć cukrem pudrem. Gotowe :) Smacznego!

 

IMG_1870 IMG_1871

Inne oponki, twardsze i kruche

750 g mąki (1 l + 350 ml)
500 g sera mielonego
50 ml spirytusu
¾ szkl cukru pudru
cukier waniliowy
100 g masła (pół kostki)
3 łyżeczki proszku do pieczenia
2 żółtka
2 jajka
ok. 50 ml mleka, gdyby ciasto było zbyt twarde

Przygotowanie jak w poprzednim przepisie, z drobną różnicą – masło pokrojone w drobną kostkę dodaje się po mące i zarabia ciasto na stolnicy.

2012-12-12

Kolejny szybki obiad – quiche albo tarta ze szpinakiem i serem feta

Kolejny szybki obiad – quiche albo tarta ze szpinakiem i serem feta

Spolszczony kisz, czyli quiche, ale mało kto wie o czym mówię, jak użyję tej nazwy. Spotkaliście się z nią? Zupełnie inna bajka czym się tarta od quiche różni, ale roboczo uprościć temat proponuję i założyć, ze tarty mogą być wytrawne lub słodkie, składniki CZASEM łączone są masą jajeczno-śmietanową, a quiche - ZAWSZE wytrawne i zawsze elementem łączącym nadzienie jest mieszanina jajek i śmietany. Jedną z cudownych właściwości tart i quiche jest to, że są smaczne na gorąco i na zimno, można je więc przygotować z wyprzedzeniem. Można też przycwaniaczyć po całości i podpiec zawczasu sam spód, a wykończyć kiedy potrzeba. Podpieczone i wystudzone spody można też zamrozić!

Jak zapewne się domyślacie wracam do żywych. Jeszcze się taki nie narodził, co by mnie zniszczył, albo chociaż od gotowania i karmienia powstrzymał :D Umówmy się, jak już trzeba jeść, żeby żyć, to będę to robić z jako taką klasą. Przynajmniej do momentu, aż wymyślę jak oddychać w takiż sposób ;) Wracanie do żywych ma docelowo objawić się miłą dla oka, i mam nadzieję, że dla Was również, częstotliwością wpisów i kilkoma konkursami, w których będziecie mogli nabawić się książek. Już jutro “Nowicjuszka” Trudi Canavan, a w przyszłym tygodniu którąś z książek Wydawnictwa Dobre Historie. Znacie? Poznajcie, świetlaną przyszłość im przepowiadam.

Do rzeczy – tradycyjnie zarówno tarty, jak i quiche robi się na cieście kruchym albo francuskim. Tradycyjnie wolę tradycyjnie, ale tym razem chodziło mi o to, żeby tego ciasta było mało, ale jednak dawało radę trzymać wszystko w ryzach – padło więc na ciasto francuskie. Zupełnie nieortodoksyjnie, przyznaję. Gdybyście pragnęli ciasta grubszego, to zapraszam po przepis na ciasto kruche, który mnie jeszcze nigdy nie zawiódł. W tym wypadku użyłam go do tarty z brązowymi pieczarkami, ale używam zawsze właśnie tego. Pochodzi z książki “When French women cook – a gastronomic memoir” autorstwa Madeleine Kamman (tutaj można podejrzeć kawałki), do quiche potrzebna będzie tylko połowa, ale jako że kruche ciasto w lodówce/zamrażalce zawsze powinno być, to można sobie drugą połowę mieć “na zaś” bliżej nieokreślone. Przyda się, przyda – nagrzany piekarnik, przegląd zapasów albo resztek i można w 20 minut wyczarować cuda.

 

Kolejny szybki obiad – quiche albo tarta ze szpinakiem i serem fetaQuiche albo tarta ze szpinakiem i serem feta

rolka ciasta francuskiego 275 g
250 g (standardowy woreczek) świeżego szpinaku
135 g (ok. pół kostki) sera typu feta
8 jajek
170 g (pół dużego) jogurtu greckiego
sól, pieprz, gałka muszkatołowa, czosnek

ew. czyli rozpustnie i nadprogramowo całkiem, wymiennie:
1-2 szkl. kawałków upieczonej/ugotowanej dyni
albo tuńczyka z zalewy
krótko przesmażone kawałki cukinii
suszone pomidory z oleju
garść orzechów – zaszaleć można :)

 

Rozgrzać piekarnik do 200°C.

Zagotować ok. 2 litrów wody. Szpinak wypłukać w misce z zimną wodą, przełożyć na durszlak, wylać wodę i do tej samej miski nalać wrzątku. Sparzyć w nim szpinak, ma zwiotczeć, nic więcej. Znów na durszlak z nim, tym razem trzeba go osuszyć naprawdę solidnie, nawet wycisnąć, jak już przestygnie.

Przygotować okrągłą formę (moja ma średnicę 27 cm), wyłożyć ją ciastem. Najłatwiej chyba z rozłożonego ciasta wyciąć okrąg za wzór używając dna formy. Z reszty ciasta wyciąć paski i wyłożyć nimi brzegi, niech zachodzą na brzegi formy, złączenia kawałków ciasta docisnąć palcem. Z resztek można wyciąć listki/gwiazdki, motylki i na koniec sam ułożyć je na wierzchu. Nakłuć ciasto widelcem, jeśli forma silikonowa, to nie na wylot :) Jeśli forma jest silikonowa to w przenoszeniu jej dobrze pomóc sobie deską do krojenia, albo blaszką obróconą do góry nogami. Podpiec ok. 5-7 minut. Na dnie pewnie uformuje się malowniczy bąbel z ciasta, brzegi może trochę opadną, ale nic to. Ew. bąbel uklepujemy znów na dnie robiąc przy tym fachową minę.

Szpinak rozłożyć w miarę równomiernie na podpieczonym cieście. Na to skruszyć w rękach fetę i ew. wyłożyć któryś z rozpustnych dodatków nieobowiązkowych. Całość oprószyć malowniczo solą, pieprzem i ew. czosnkiem, jeśli używacie granulowanego. Sama wolę ząbek czosnku, drobniutko posiekany, dorzucić do masy jajecznej.

Jajka rozkłócić rózgą w misce razem z jogurtem, jeszcze odrobiną przypraw. Masę delikatnie wylać na resztę składników już wyłożonych w formie. Ozdobić kawałkami ciasta i do piekarnika. Zmniejszyć temperaturę do 180°C. Po około 20 minutach można zacząć zaglądać do piekarnika. Wierzch powinien się zezłocić, a sam środek masy nie powinien być płynny, tylko przypominać z konsystencji ściętą galaretkę :)

Gotowe :) Smaczne na gorąco i na zimno. Wytrzyma w lodówce 2-3 dni.

Smacznego!

Kolejny szybki obiad – quiche albo tarta ze szpinakiem i serem feta

2012-11-19

Proste ciasto (prawie) bez pieczenia, z bananami

Przy Dużym Stole: Proste ciasto bez pieczenia, z bananami

Wersja prawdziwie bez pieczenia zostanie obfotografowana przy najbliższej okazji, a przepis podlinkuję i do tego wpisu, ze specjalną dedykacją dla studentów psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego i wszystkich tych, którzy borykają się z piekarnikowymi problemami na stancjach, tak jak moja kuzynka Natalia (pieszczotliwie zwana Qz). Dziś wersja z wyglądu trochę retro, prawie bez pieczenia – trzeba upiec bezę kokosową. CHYBA, że się człowiek wykosztuje na gotowe bezy kokosowe? Wszystko można, ale…

Z innej beczki, ostatnio dużo myślałam o prawach autorski w kontekście przepisów kulinarnych. Otóż ktoś na swoim blogu zamieścił mój przepis, dość popularny dzięki Wam, fakt, że z linkiem do mnie, ale mimo to metodą “kopiuj+wklej”. Twierdziła, że się zainspirowała…
Po małej burzy i dwóch dniach doszło do konsensusu. Z osobą się porozumiałam, zrozumiała “error of her ways”, przeprosiła. Po rozmowach z innymi blogującymi potwierdziłam swoje zdanie – dla prywatnego użytku – bierzcie ile chcecie z bloga, po to on w końcu jest, jak się sprawy mają z rozpowszechnianiem?
Napisałam już, ale zrobię to raz jeszcze. Proszę bardzo, używajcie moich przepisów, ale błagam, włóżcie w to trochę swojej pracy, bo o ile listę składników można zastosować tą samą, to treść przepisu jest własnością intelektualną autora i używać bez jego zgody nie można. Co szkodzi opisać własnymi słowy? Właśnie – nic. “Kopiuj +wklej” nie zadziała w szkole, ani w życiu – to nie inspiracja, to zagarnięcie cudzej własności i należy się liczyć z konsekwencjami. To była wstawka z prywatą, więcej takiej nie będzie, postanowiłam wysyłać jednak te rachunki ;)

Ten przepis powstał, bo zainspirowałam się :) ciastem z Przepisy kulinarne, zupełnie bez pieczenia i przerobiłam go po swojemu. Jeszcze jedno, zapiszcie sobie przepis na płytę/bezę kokosową. Już mówię dlaczego warto. Przepis jest banalnie prosty, piecze się toto 10-15 minut, a można z jego pomocą cuda zdziałać. Przede wszystkim kokos można zastąpić wedle uznania dowolnymi mielonymi/kruszonymi orzechami, migdałami, pestkami dyni, uprażonymi na suchej patelni i zmielonymi płatkami owsianymi, sezamem, pokruszonymi płatkami kukurydzianymi, suchym mielonym makiem, czy czym tam jeszcze komu wpadnie do głowy (jeden warunek – napiszcie mi o tym, dobrze?). Potem pieczenie – też jest jak zaszaleć – można upiec całość na blasze, przekroić na 3 kawałki, albo upiec 2-4 blaty w formie tortowej. Do tego dowolna masa (bita śmietana, masa budyniowa, gotowa masa, jabłka prażone jak na szarlotkę, masa z galaretki i jogurtu, jogurt z miodem i bakaliami…).

Warto zapisać przepis na bezę kokosową? Kto uważa, że tak daje “like”, reszta komentuje dlaczego nie dała “like” Winking smile

 

Przy Dużym Stole: Proste ciasto bez pieczenia, z bananamiProste ciasto (prawie) bez pieczenia, z bananami

1 galaretka (zielona/żółta/pomarańczowa)

Krem
2 szkl. (500 ml) mleka
2 żółtka
3 płaskie łyż.mąki pszennej
3 płaskie łyż.mąki ziemniaczanej
180-200 g masła w temp. pokojowej
5 łyżek miodu/cukru

Płyta kokosowa
5 białek
szklanka cukru
1-1,5 łyżeczki ekstraktu waniliowego/cukier waniliowy
200 g kokosu

24 herbatniki (ok. 100 g)
4-6 dojrzałych bananów

 

Rozgrzać piekarnik do 180°C. Przygotować 1 blachę do ciasta, wyłożyć ją papierem do pieczenia i na później 2 aluminiowe blaszki na ciasto (albo 1 zwykłą).

Najrozsądniej jest zacząć od przygotowania galaretki, bo będzie potrzebowała trochę więcej czasu niż pozostałe składniki – musi zacząć tężeć nim można będzie wylać ją na górę ciasta, rzadka szybko by spłynęła na dół blaszki, a nie o to nam przecież chodzi :) Galaretkę trzeba przygotować wg instrukcji na opakowaniu

Potem dobrze przejść do gotowania kremu budyniowego. Zagotować trochę ponad ponad połowę mleka, do pozostałych ok. 3/4 szkl. zimnego wsypać obie mąki, dodać żółtka (białka zachować do bezy) i dokładnie wymieszać rózgą. Całość wlać do gotującego się mleka i gotować jeszcze chwilę mieszając cały czas rózgą (weźcie taką solidniejszą, bo to gęsty budyń…), aż budyń zgęstnieje. Garnek z gotowym budyniem odstawić do ostygnięcia.

Czas na bezę kokosową. 2 białka, które zostały z przygotowywania budyniu, i jeszcze 3 dodatkowe, ubić na sztywno pod koniec dodając cukier (+ ew. cukier waniliowy). Ubijać aż masa będzie sztywna i błyszcząca, cukier musi rozpuścić się całkowicie (poniżej zdjęcie ubitych białek, cukier jeszcze się nie rozpuścił do końca). Do ubitych dodać ekstrakt waniliowy (jeśli używamy) i wiórki kokosowe, całość delikatnie i powoli wymieszać łyżką, wyłożyć na przygotowaną  blachę do pieczenia, wyrównać powierzchnię i upiec. Jak długo piec? Poznacie po zapachu z piekarnika. Swoją bezę przetrzymałam aż zaczęła delikatnie brązowieć, prawie 15 minut, co w zupełności wystarczy dla tak cienkiej warstwy – chciałam goryczką karmelizowanego cukru złamać słodycz całości (foto na samym dole).

Co z 3 żółtkami, które zostały? Moje najczęściej są ubijane z cukrem na kogel-mogel i wędrują do kubka gorącej kawy, po czym są wyżerane łyżeczką :)

Budyń wystygł już zupełnie? Powinien :) Masło ucieramy na puszystą masę z miodem/cukrem, a do ubitego powoli dodajemy po łyżce budyniu, następną tylko kiedy pierwsza już się dobrze wmieszała. Jeśli nie mam w zamiarze karmić tym ciastem dzieci, to dodaję do masy również łyżkę, dwie, mocniejszego alkoholu.

Już prawie gotowe – teraz w 2 aluminiowych foremkach ułożyć po warstwie herbatników, na nie wyłożyć po 1/4 masy, rozprowadzić równomiernie. Skroić w plasterki połowę obranych bananów, ułożyć na masie. Bezowy blat kokosowy wyjąć z blachy, przekroić na pół, rozmiarem powinien pasować akurat do aluminiowych foremek, ułożyć go na warstwie bananów. Teraz znów masa budyniowa, po równo wyłożyć do obu blaszek, rozsmarować, na to reszta bananów obranych i pokrojonych w plasterki. Na koniec tężejąca galaretka, po pół wyłożyć łyżką do każdej z blaszek i rozprowadzić równo. Warto wstawić ciasto na kilka godzin do lodówki, będzie się lepiej kroić, ale jak nie ma na tyle czasu, to choć na godzinę, żeby herbatniki nasiąkły. Gotowe!

Smacznego :)

Przy Dużym Stole: Proste ciasto bez pieczenia, z bananamiPrzy Dużym Stole: Proste ciasto bez pieczenia, z bananami

2012-11-07

5 wskazówek jak czytać (kartę) menu w restauracji i skorzystać

jak czytać (kartę) menu w restauracji i skorzystać Błądząc po linkach znalazłam 5 Tips to Reading a Restaurant Menu (and Getting the Best Deal), autor: Thursday Bram. Tak czytam sobie, czytam i zastanawiam się jak ichnie, amerykańskie prawdy mają się do naszej rzeczywistości. Za wyższą polską restauracyjną półkę nie ręczę, bo zwyczajnie nie bywam, chyba, że nieświadomie :) Za najniższą – tam nie ma menu – tam są wynalazki różne na ścianach najczęściej (nie mówię o modnych i poręcznych ścianach-tablicach i kredzie), ale menu bym tego nie nazwała. Średnia polska – proszę bardzo, zapraszam do lektury, siądźcie wygonie przy dużym stole i czytajcie menu.

Jeszcze na początek – warto czytać w menu uwagi “w dymkach”, bo może się okazać, że np. zamiast pieczonych ziemniaków można sobie zamówić bułkę z masłem ziołowym, prosto z pieca, albo makaron pełnoziarnisty zamiast białego ;)

  • w połowie strony

Tam: w zależności od wielkości karty są takie punkty, w które najczęściej pada nasz wzrok. W menu jednostronicowym to najczęściej połowa strony. Znajdzie się w takich miejscach dwa rodzaje dań – najbardziej opłacalne dla restauracji i popisowe dania kuchni. Popisowe, czyli te, z których restauracja jest dumna i klient będzie po nie wracał nie raz. Najczęściej nawet nie mają zbójeckiej ceny, bo jeśli właściciel założy, że dzięki temu daniu klient będzie wracał, to zostawi też za każdym razem pieniądze w kasie.

Tu:  ponoć Polacy najczęściej jeszcze wybierają dania sugerując się ceną wedle klucza: za tanie – co kelner pomyśli, za drogie – nie mogę tyle wydać. Często brak u układających menu i ustalających ceny myślenia, że nawet jeśli na jednym daniu do tej pory nieczęsto zamawianym zyskamy 5 zł mniej (a może jego popularność z czasem wzrośnie i będzie można cenę podnieść), to przecież “odbić” sobie to można na daniu popularnym, często zamawianym, podnosząc jego cenę o 50 gr.

jak czytać (kartę) menu w restauracji i skorzystać

  • dania z najwyższej półki, cenowej

Tam: drugim rodzajem eksponowanych dań są te szczególnie zyskowne dla restauracji, jak np. dania z makaronami. Są tanie w przygotowaniu, nawet z wymyślnym sosem i mięsem czy owocami morza. Nie znaczy to wcale, że są złe, albo ceną odbiegają od reszty dań w menu. Są zwyczajnie najbardziej zyskowne dla restauracji.

Tu: eksponowane są najczęściej dania najbardziej zyskowne dla restauracji, ale też “oczka w głowie” – np. pstrągi czy kalmary, które z narażeniem się na reperkusje ze strony właściciela szef kuchni upiera się zamawiać świeże, a nie mrożone – zależy mu żeby były zamawiane, bo się nad nimi napracował, dopieścił przepis i na pewno warto je zamówić, ale też jeśli się nie sprzedadzą, to zachwieją kuchenny budżet.

jak czytać (kartę) menu w restauracji i skorzystać

  • kolejność i porządek

Tam: większość kart menu ułożona jest wedle kolejności serwowania – na początek przystawki, sałatki, potem zupy, dania główne, desery, napoje. Ale nawet w tej tradycyjnej hierarchii projektant (sic!) menu ma mnóstwo wolności. Badania pokazały, że czytający patrzą na pierwsze i ostatnie danie w sekcji. Przydatne, bo to często dania popisowe lokalu, ale też mogą być daniami na których się najwięcej zarabia, warto więc poczytać o innych daniach – mogą być ciekawą alternatywą.

Tu: mało kto zna badania i menu są układane dość chaotycznie. Czasem sekcje są komponowane według kolejności podawania dań (przystawki, zupy, dania główne, desery, napoje), czasem według posiłków (śniadania, obiad, deser, kolacja). Wg mnie rozsądne są “wkładki” informujące o daniach sezonowych spoza głównego menu, propozycjach szefa kuchni.

jak czytać (kartę) menu w restauracji i skorzystać

  • specjalne składniki

Tam: język, jakim napisane jest menu powinien przyprawić czytającego o ślinotok opisami owoców morza ze szczególnych miejsc, czy warzyw dookreślonych przymiotnikami. Jest jednak sens za tymi wszystkimi opisami. Piszący nie tylko starają się uczynić jedzenie brzmiącym tak apetycznie jak to możliwe, ale też informują tego, kto ma pierwszy raz do czynienia z danym składnikiem. Można nie znać nazwy każdej morskiej ryby, ale poznanie jej miejsca pochodzenia, nawet w formie ogólnego “pacyficzna”, przybliża ją cokolwiek.

Tu: nie czytałam jeszcze menu bez błędów, czy to źle użyte znaki przystankowe, czy ich brak, literówki, błędy ortograficzne w polskich słowach, pomyłki w obcojęzycznych. Wszelkie zdrobnienia (ziemniaczki, kotleciki, sosiki, marcheweczki) przyprawiają o drgawki mnie i kilka innych osób. Kiedyś dyskutowaliśmy o tym na forum (ukłony Sini Smile). No i uparte wciskanie klientom, że wszystko świeżutkie, kiedy wyraźnie widać, że z mrożonki, bo np. przed wejściem stoi samochód dostawczy firmy X, sprzedającej mrożonki li i jedynie.Potykają się i najlepsi - u Olgi możecie przeczytać pierwszy z serii wpisów o restauracjach, tym razem co w gdańskim Hiltonie uważają za dania wegetariańskie – ubawiłam się setnie.

jak czytać (kartę) menu w restauracji i skorzystać

  • potrawy rekomendowane

Tam: Twój kelner prawie zawsze będzie miał coś do polecania, albo specjalność dnia, o której Ci opowie i może to nawet brzmieć jak przećwiczona mantra. Może być użyta do podkreślenia tych samych dań, które promuje menu, ale może być dla Ciebie okazją do zdobycia uczciwej opinii kelnera o tym, czego próbował.

Tu: Możliwości jest kilka. W optymistycznym świecie kelner wie, że dziś przyszła dostawa pstrągów i poleca je bo nam dobrze z twarzy patrzy, bo dlaczego by ich nie sprzedać kiedy są  najświeższe, bo szef kuchni o to prosił, zależy im na klientach. W mniej optymistycznym świecie – pstrągi nasze przykładowe są z dostawy sprzed 3 dni powiedzmy, jeszcze same nie wychodzą z lodówki, ale pojutrze już będą się rwały ku wolności, więc restauracja chce je sprzedać nawet po niższej cenie. Podkreślam – jeszcze są dobre, bezpieczne, ale lepiej je “pchnąć”. Karykatura restauracji – potencjalne nasze pstrągi już pukały, że chcą na wolność, więc ktoś je “odświeżył”, a kelner albo je “pchnie” albo mu straty potrącą z pensji. Zresztą pstrągi tak naprawdę są tilapią.

2012-08-27

Co na deser?

Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole
U mnie ostatnio często dary lasu, najchętniej prosto z rodzimego krzaka. Wizualizujemy – leżymy na plecach na porosłej miękką trawą pochyłości, na brzuchu stoi nam kubeczek słusznych rozmiarów z jagodami, malinami, czy co tam Wam sprawi przyjemność. Niewielkie chmury, z cyklu tych niegrożących deszczem, leniwie przesuwają się po niebie… Są jakieś lepsze desery? No dobrze, są. Wyjadamy z kubka leżącej obok nas Ważnej Dla Nas Osoby. Możemy jeszcze podpijać jej kawę :) Nigdzie się nie spieszy, można, ale nie trzeba i tak też jest dobrze :)
Jakoś tak jestem skonstruowana, że w przypadkach ciężkiej myślenicy muszę do lasu i natychmiast robi się lepiej. Opowiadałam Wam już o tym kiedyś, nawet chyba ze dwa razy? Od tej reguły zdarzył mi się tylko jeden wyjątek, ale biorąc pod uwagę średnią, to nic nie ma takich osiągów. Pokażę Wam trochę widoków różnej maści z mojego miejsca na ziemi, może to coś pomoże na troski dnia codziennego. Zapraszam na deser :)

Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole
Można zaryzykować stwierdzenie, że lato ma się ku końcowi, jeszcze będzie podrygiwać, drugi weekend września powinien być w sam raz na Tatry. Kiedyś zwrócił moją uwagę na taką prawidłowość kolega i Mentor, ale o tym ciiiii, bo się Zającu speszy ;) Od 7 lat już chyba patrzę na tę pogodę w drugi wrześniowy weekend i jeszcze się nie zawiodłam. Obserwujmy razem, dobrze?
Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole
Tymi ostatnimi razami starałam się mocno unikać szlaków, tłumy były dodatkowym bodźcem, normalnie z przyzwyczajenia i chęci zobaczenia czegoś innego niż statystyczny turysta, chodzę bokami.
Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole
Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole
Grzybów jak na lekarstwo, ostatnie gwałtowne burze tylko poczochrały las, woda spłynęła po wierzchu, a ziemia sucha! Jedyna szansa, to tak naprawdę maślaki na bokach głębokich rowów i pod przydrożnymi gałęziami. Nic konkretniejszego nie udało mi się znaleźć, nawet w miejscach, które znam od lat i nie zawodzą. Dwa kozaki na wysokości npm niespodziewanej, borowik ceglastopory mój ukochany, ogromny i smaczny.
Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole
Kilka kwiatków, burza w nocy choć zaprzyjaźniona pogodynka ostrzegała tylko przed przelotnymi opadami. Namiot mój gdzieś nad morzem, poszłam na całość jak w latach szumnej młodości nie tak dawnej – hamak sznurkowy i kawał nieprzemakalnego materiału w “plamy”. Wytrzyma ten zestaw, odpowiednio rozwieszony, każdy przelotny deszcz, ale nieprzelotny i zacinający już niekoniecznie. Dzięki opatrzności za nawyk planów B i C :) Po dobiegającym z dalekiej oddali (sic!) koncercie Maryli i ogniach sztucznych, które wedle mojej nieobiektywnej opinii, do burzy się przyczyniły przeniosłam się do pobliskiego paśnika wyłożonego sianem w sposób zgoła artystyczny. Spałam sobie tak do południa prawie, aż Germańcy jakowiś nie przetoczyli się pobliską drogą robiąc hałasu więcej niż to warte.
Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole
Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole
Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole
Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole
Las piękny, już trochę jesienny, ale za to jak duszę koi. Oglądałam głównie nowe kawałki starego miejsca, chociaż tyle lat tam jeżdżę to zawsze znajdę coś nowego, a to krzaki jakieś wcześniej nie widziane w danym miejscu, a to ścieżkę nową, a to strumyk wezbrany coś krajobraz pozmieniał, leśnicy coś odsłonili, naprawili. Gdybym tylko umiała słowami Wam opisać…
Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole
Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym StoleCo na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole
Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole
Co na deser? Góry Izerskie Przy Dużym StoleCo na deser? Góry Izerskie Przy Dużym Stole
Pojutrze jeszcze kilka zdjęć, teraz pora się szykować do ważnego spotkania. Dziękuję za wspólny spacer :) Dobrej nocy!

2012-08-06

zielone szparagi z białą kiełbasą

zielone szparagi z białą kiełbasą

Jakiś czas temu… Mieli być goście, nie dojechali, ale za to FSO Rally Team wywiozło mnie do czeskiego Sternberku na wyścig górski Ecce Homo 2012 (foto tutaj). Szparagi i biała kiełbasa myślące o gościach czekały w lodówce, poniedziałku by nie doczekały, więc na wyjazd przygotowałam zielone szparagi z białą kiełbasą, wymyślone na poczekaniu :)

Testowane na ludziach, smakowały i im, i mnie, polecam więc z czystym sumieniem i mam nadzieję, że jeszcze gdzieś szparagi znajdziecie (albo zamieńcie ja na zblanszowane brokuły/zielony groszek).

Równie smaczne na ciepło, jak i na zimno, tak jak hiszpańska tortilla, ta z ziemniakami, nadaje się doskonale na wyjazdy :)

Zielone szparagi z białą kiełbasąZielone szparagi z białą kiełbasą

8-10 szparagów
600 g białej kiełbasy, cienkiej 
4 jajka
4 łyżki śmietany 12% kwaśnej
4 łyżki jogurtu greckiego
4 łyżki słodkiej śmietanki 12% (to ta do kawy, w kartoniku)
1/2 łyżeczki lubczyku
1 łyżeczka estragonu

sól, pieprz
tłuszcz do formy
ser do posypania?

Nagrzać piekarnik do 180°C.

Szparagom odłamać zdrewniałe końce, jeśli są za długie do formy, to skrócić, odcięte części pokroić w cienkie krążki, przydadzą się za chwilę.

Formę do zapiekania natłuścić, ułożyć w niej białe kiełbaski, tak jak widać na zdjęciu poniżej.

Do jednego naczynia wbić jajka, wlać oba rodzaje śmietany i jogurt, dodać lubczyk, estragon, doprawić solą i pieprzem. Całość dokładnie rozkłócić.

Masę jajeczną wylać na ułożone w naczyniu kiełbaski, ułożyć na wierzchu szparagi, można jeszcze dodać wcześniej przycięte końcówki i tarty ser, jeśli macie ochotę.

Zapiekać całość około 30 minut, ale najbezpieczniej sprawdzać w trakcie – wystarczy lekko potrząsnąć naczyniem, albo nacisnąć delikatnie palcem środek. Jeśli ma być podane na ciepło, to warto odczekać kilka minut po wyjęciu z piekarnika, będzie się lepiej kroić. Smacznego!

IMG_8229

 

zielone szparagi z białą kiełbasą

 

IMG_8236

 

zielone szparagi z białą kiełbasą

LinkWithin

Blog Widget by LinkWithin