Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na rozgrzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na rozgrzanie. Pokaż wszystkie posty

2015-09-20

Sok i syrop z kwiatów czarnego bzu

Przy dużym stole: Sok i syrop z kwiatów czarnego bzu

Trochę się bawię w czarownicę w tym roku i to, w połączeniu ze szwendaniem się po okolicy na rowerze, spowodowało, że zaprzyjaźniłam się z pewną miedzą, na której rośnie wiele krzaków czarnego bzu i spektakularnych, starych, poniemieckich, jabłoni. Owoce czarnego bzu były tak piękne, że musiałam je mieć ;) Skutek taki, że w spiżarce stoi rządek buteleczek z pięknym syropem i drugi – słoików z sokiem. Jeśli macie ochotę na czytanie, to obawiam się, że się rozpiszę mocno, a jeśli na przepis, to przewijajcie niżej, śmiało :)

Czuję się teraz trochę bardziej przygotowana na jesień i zimę, jeśli nie psychicznie, to chociaż spiżarnie ;) No i jeszcze zapobiegliwa oraz oszczędna (2o PLN + przesyłka za 400 ml soku w sprzedaży…) oraz podążająca z duchem czasów (na świecie), albo nawet go wyprzedzająca (lokalnie). Foraging (zbieractwo) robi furorę na świecie, chociaż ponoć niejaki Tim Hayward razu pewnego napisał tweet’a mniej więcej w ten deseń “5 tysięcy lat rolnictwa, a teraz wszyscy zajmujemy się zbieractwem. Ludy Mezopotamii zastanawiają się po co się męczyły”. I piękne to zbieractwo, i straszne trochę, bo gdyby się tak nagle wszyscy rzucili zbierać, to szkód będzie masa. Nie będę się rozwodzić, bo u mnie noc późna, istnieje więc ryzyko, że przerodzi się monolog w coś długości światłowodu z dna Atlantyku, ale zawsze zapraszam do rozmowy, czy to w komentarzach, czy za pomocą e-maili, albo na Facebook :) Swój dziki bez zbierałam z głową i rozsądkiem, mimo lekkiego obłędu w oczach :) W planie jeszcze nalewka oraz owoce suszone, ale to już z inne miedzy, no i mam już dżem/galaretkę z owoców czarnego bzu :)

Czarny bez to jedna z ukochany roślin czarownic, wiele z Was wie więc zapewne, że “przebywanie w cieniu krzaków czarnego bzu zwiększa pole ochronne wszystkich żywych istot” i że “przechodząc obok (…) wypowiedz głośno swoje życzenie, a wkrótce się ono spełni, i ile nie jesteś egoistą, bo tych (…) bardzo nie lubi” ;) Planujących, albo budujących akurat dom, zapewne zainteresuje, że “rosnący (…) w ogrodzie chroni dom przed piorunami, a jego mieszkańców przed czarną magią”. Proszę nie lecieć szukać krzaków do wykopania i przesadzenia do siebie, bo trzeba mieć na uwadze trzeba, że “krzewu czarnego bzu nie wolno wykopywać, ani karczować, gdyż przyniesie to nieszczęście, zaś jeśli sam się zasiał, trzeba o niego dbać” ;)

Na poważnie, to czarny bez wewnętrznie stosowany był od zawsze w ziołolecznictwie w przypadku gorączki, przeziębienia, kaszlu, dolegliwości dróg oddechowych, reumatyzmu, osłabienia, przewlekłych zaparciach, ale opowiadam o nim głównie dlatego, że smaczny jest bardzo :) Jeśli chcecie go używać leczniczo dokształćcie się najpierw, bo w żadnym wypadku autorytetem tutaj nie jestem, ok?

Jeszcze słowo przestrogi – każda część krzaka czarnego bzu jest trująca na surowo, w mniejszym lub większym stopniu (tutaj info rzeczowe bardziej), może uczulać, nie wolno przetwarzać owoców, które nie są w pełni dojrzałe.

Przyjemna część – bierzemy koszyk, może nawet i coś na kształt pikniku i udajemy się w najbliższą relatywną dzicz. Im dalej od drogi, komina, czy innego wysypiska śmieci, tym lepiej. Gałązki baldachów odłamują się łatwo całkiem, więc zbieranie jest całkiem przyjemne i po chwili można się rozsiąść na trawie i oddać piknikowaniu. W domu przekładamy owoce do zlewu, albo miski pełnej zimnej wody, można dolać trochę octu, i płuczemy owoce dokładnie (kurz i owady). Osączamy na durszlaku i szukamy kogoś, kto nas zagada na czas przygotowania owoców do dalszej obróbki – sadzamy kogoś z nami w kuchni, może nawet pomoże, albo zaprzemy do pracy słuchawki od telefonu i dzwonimy do kogoś cierpliwego ;) Uzbrojeni w widelec przystępujemy do odrywania owoców od gałązek. Jak już się złapie sedno to idzie całkiem sprawnie taka praca. Na zachętę mogę powiedzieć, że z 2,5 kg owoców wyszło mi 2,5 l syropu, albo innym razem ok. 3 l soku.

Przepis o tyle prosty, że w zależności od czasu odparowywania otrzymamy albo sok, rzadszy, albo syrop, gęstszy.

 

Przy dużym stole: Sok i syrop z kwiatów czarnego bzu

Sok i syrop z kwiatów czarnego bzu

1 kg dojrzałych owoców czarnego bzu
0,5 kg cukru
1 szkl. wody
ew. sok z połówki cytryny,
albo 1-2 łyżki octu jabłkowego
dla upiększenia koloru

Owoce, przygotowane jak w opisie powyżej, zasypać cukrem (można na tym etapie odstawić całość w chłodne miejsce do rana), dolać wodę i gotować na najmniejszym możliwym gazie, do uzyskania pożądanej gęstości soku lub syropu.

Cały wic polega na tym, żeby nie dopuścić do wrzenia. Można owoce potraktować ubijaczką do ziemniaków, żeby oddały sok. Gotowy przecedzić przez sito, można odcisnąć, albo nawet trochę przetrzeć, ale wszystkie pestki wędrują do kosza. Dla upiększenia koloru można dodać soku z cytryny, albo octu jabłkowego. Gorący rozlać do wyparzonych butelek (u mnie to butelki o pojemności 250 ml, po wodzie mineralnej), szczelnie zakręcić. Sok pasteryzować ok. 15 minut, syrop – nie trzeba. Wykładam miskę grubą ścierką i w niej ustawiam, do góry kolami, butelki z gorącym syropem, zostawiam do wystygnięcia.

Można stosować pomocniczo w leczeniu, albo dla czystej przyjemności, co prawda z umiarem (patrz – właściwości), ale i błogością.

p.s. gratulacje – właśnie zostaliście zbieraczami ;)

2014-03-15

Szybka zielona zupa-krem z groszku i szpinaku

Przy Dużym Stole: Szybka zielona zupa-krem z groszku i szpinaku

 

Wiosnę czuć! Może nie wszędzie w ten weekend, ale w kościach to już na 100%, a wiosną celebrujemy zieleń i łakniemy witamin.

Przynajmniej ja łaknę, może nie osobiście, ale cielsko się domaga. Pewnie wie, co mówi, więc nie protestuję, tylko te witaminy ubieram w smaczne formy.

Ta konkretna zupa jest też moim rekordem życiowym, w prędkości przygotowania – mając mrożony bulion można ją przygotować w 7 minut, z zegarkiem w ręku, serio, ale o tym w przepisie.

Chciałam tylko donieść jeszcze, że ożywienie na blogu za przyczyną Gosi z Trochę Innej Cukierni i jej akcji “Zielono mi”.

 

 

Przy Dużym Stole: Szybka zielona zupa-krem z groszku i szpinakuZielona zupa-krem z groszku i szpinaku
(4 porcje, na oko)

230 g mrożonego groszku
130 g mrożonego szpinaku
3 porcje bulionu mrożonego (3x75 ml)
wrzątek
4-6 łyżek słodkiej śmietany
sól, pieprz, gałka muszkatołowa/pieprz ziołowy
solidna garść orzechów włoskich/pestek dyni
ew. oliwa z oliwek

Potrzebne będzie na początek ok. 750 ml wrzątku, więc spokojnie nastawiamy czajnik elektryczny i lecimy zajęć się resztą.

Mrożonki wyciągamy, spokojnie sobie odmierzamy (ważyłam specjalnie dla Was, ale na oko, to szpinaku 2-3 “brykiety, groszku z 6 garści). Wstawiamy garnek na kuchenkę, grzejemy, dokładamy bulion mrożony, zalewamy wrzątkiem. Teraz szpinak do gara z bulionem i jak się tylko rozmrozi, to miksujemy dokładnie blenderem (tak, w garnku, od tego są blendery zanurzeniowe).

Dorzucamy groszek, a na drugi palnik wstawiamy patelnię, na której prażymy orzechy/pestki dyni, wrzucamy do tostera tosty i sprawdzamy groszek (tylko nie rozgotować mi go tu, ma smakować jak ze strączka prosto, a nie z puszki w głębokim socjalizmie). Miksujemy zupę z groszkiem, doprawiamy, dodajemy śmietanę. Wlewamy na talerze, posypujemy orzechami, pestkami, możemy polać oliwą, jeśli mamy taką przedniej jakości.

Podajemy z grzankami. Smacznego :)

2013-12-08

najszybsza zupa-krem - fasolowa z kukurydzą i tartym serem

Przy Dużym Stole: najszybsza zupa-krem - fasolowa z kukurydzą i tartym serem

10 minut, w sumie, jeśli tylko macie gotowy bulion.

To trochę próba namówienia Was na jeden ze sposobów ułatwiania sobie życia, o którym już kiedyś mówiłam - warto przygotować cały gar uczciwego bulionu i pomrozić w silikonowych foremkach muffinkowych, a potem przełożyć porcję do worka strunowego… Jednorazowa robota, a jaka oszczędność czasu :)

10 minut… Coś trzeba dodawać? Że zupa jest smaczna, to oczywiste, gdyby nie była, to bym Wam nie podawała przepisu ;) Rozgrzewająca, sycąca, posypana tartym ementalerem. Można podać ją z grzankami, tostami (zapieczonymi z serem?), łyżką purée ziemniaczanego doprawionego gałką muszkatołową… To co? Przystępuję do rzeczy, bo tu już chyba nie trzeba niczego mówić chyba.

No dobrze, historia, krótka.
- Będę za 10 minut, droga była dobra. Głodny będę.
- Czekam :)

Przy Dużym Stole: najszybsza zupa-krem - fasolowa z kukurydzą i tartym seremnajszybsza zupa-krem
fasolowa z kukurydzą i tartym serem

(4 porcje po ok. 200 ml)

1 puszka dobrej kukurydzy
1 puszka białej fasoli
250 ml bulionu
wrzątek z czajnika
150 g śmietany 18%, gęstej
szczypta kurkumy, dla koloru
sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Fasolę wyłożyć na sito, przepłukać zimną wodą, dołożyć kukurydzę i zostawić do odcieknięcia.
Do garnka włożyć bulion, jeśli mrożony, albo wlać, jeśli płynnego używacie.
Dolać wrzątek z czajnika, 2-3 szklanki, tutaj dużo zależy od esencjonalności bulionu.
Dodać fasolę, kukurydzę i zagotować.

Teraz akurat jest czas na starcie sera. Warto kupić kawałek takiego lepszego, z mocnym smakiem i zapachem. Wystarczy po łyżce na porcję.
Zupę zmiksować blenderem ręcznym, doprawić solą, pieprzem, ziołowy też się sprawdzi, gałką muszkatołową i odrobiną kurkumy, jeśli chcecie uzyskać ładniejszy kolor.

Śmietanę zahartować dolewając do niej kilka łyżek gorącej zupy i mieszając dokładnie, jeszcze kilka łyżek, wymieszać i dolać do zupy.
Gotowe :)
Zupę już na talerzach, albo w kubkach, posypać startym serem.
Smacznego!

2013-10-23

Szybka zupa-krem z dyni, w 10 minut

Przy Dużym Stole: szybka zupa-krem z dyni, w 10 minut

 

Szybka zupa-krem z dyni, tym bardziej smaczna, że ugotowana z sezonowego warzywa. Teraz dynie są najlepsze, a Festiwal dyni, który co roku prowadzi Bea – dyniowe guru blogerów i gotujących, w toku.

Tradycyjnie – jeśli dobrze rozplanować, to jest to bardzo szybkie danie. Dwa razy 10 minut i czas na przeczytanie kilku stron dobrej książki, kiedy dynia sama piecze się w piekarniku. Kuszące?

Jednego dnia pieczemy dynię, nawet całą, pół zjadamy natychmiast, albo wykorzystujemy do innego dania (podam kilka linków poniżej), resztę wykorzystujemy do przygotowania zupy. Albo robimy wielgachny gar i dzielimy się z ludzkością, mrozimy, kąpiemy się w zupie… Sprawdzałam tylko Waszą czujność ;) Moja dynia warzyła 4,25 kg, do przygotowania zupy zużyłam mniej niż pół, czyli jakieś 2 kg surowej (ok. 1 kg upieczonej).

Drugiego dnia, używając domowego gotowego, albo mrożonego, esencjonalnego bulionu i upieczonej dyni robimy zupę, w całe 10 minut. Serio. Jeśli używa się gotowego bulionu, to przygotowanie zupy zajmuje maksymalnie 20 minut. Staram się zawsze mieć treściwy, mocno zredukowany (odparowany) bulion, albo nawet kilka rodzajów, w zamrażalniku – kostki rosołowe nie są mi potrzebne. Bulion mrożę w silikonowych formach do pieczenia muffinek, zamarznięte porcje (ok. 100 ml każda) przekładam do woreczka strunowego. Używam ich do przygotowania zup, sosów, wszystkiego tego, do czego kiedyś używałam kostek rosołowych. Taaaak, miałam taki kilkuletni epizod, nim zmądrzałam ;)

 

Przy Dużym Stole: szybka zupa-krem z pieczonej dyni

Dyni używam w kuchni dopiero od kilku lat, może wstyd się przyznać, ale tak właśnie jest. Chyba jak w większości polskich domów, jak jest u Was? Pamiętacie dynię ze szczenięctwa? Sama pamiętam tylko, że dziadek dodawał jej do soku warzywnego robionego w sokowirówce :) Nie zawsze tak było - trochę o historii dyni w Polsce możecie poczytać tutaj. I jeszcze kilka przepisów z ubiegłych lat, może się przydadzą :)

- zapiekanka z dyni i ziemniaków – z piekarnika, więcej czasu dla siebie;
- jarskie kotlety z dynią – można warzywnym niejadkom przemycić trochę dobroci;
- jesiennie pieczone warzywa – z dynią w roli głównej – moje ulubione, pokroić warzywa jednego dnia, wrzucić do piekarnika drugiego, a potem skończyć tę książkę;
- kluski dyniowe z masłem szałwiowym – doskonałe do zużycia każdej ilości pieczonej, albo dotowanej na parze, dyni;
- ciasto – rolada dyniowa – ciut bardziej skomplikowane, samo zwijanie rolady, delikatnie trzeba;

 

 

Przy Dużym Stole: szybka zupa-krem z dyni, w 10 minutSzybka dyniowa zupa-krem

2 kg surowej dyni, np. Muskat, Hokkaido
oliwa/olej
sól, pieprz, tymianek
500 ml wrzątku
400 ml esencjonalnego bulionu gotowego/mrożonego
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
1 łyżeczka słodkiej papryki w proszku
1/2 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki czosnku suszonego
tabasco do smaku

Piekarnik nagrzać do temperatury 180°C. Piekarnikową blachę można wyłożyć folią aluminiową, będzie ją później łatwiej umyć.

Umytą dynię pokroić w plastry grubości o grubości 4-6 cm, ze skórką, nie trzeba obierać. Ułożyć na blasze, nie musi być na płasko. Skropić oliwą/olejem, oprószyć solą, pieprzem, tymiankiem i włożyć do nagrzanego piekarnika.

Zawsze piekę więcej dyni, niż potrzeba na zupę  - można ją zjeść samą, taką właśnie upieczoną, w ramach obiadu, kolacji, albo zmiksować na puree i użyć do przygotowania innych potraw.

Teraz można zająć się sobą, dynia będzie się piekła, w zależności od różności, 20-40 minut. Tradycyjnie – jak zacznie ładnie pachnieć trzeba zajrzeć i widelcem sprawdzić, czy największe, najgrubsze kawałki są już miękkie. Koniec gotowania na dziś. Uchylamy drzwiczki piekarnika, wyłączamy go i zostawiamy dynię do wystygnięcia, np. do rana.

Dzień drugi – do garnka wlać 2 szklanki wrzątku, dodać bulion, a gdy całość się zagotuje, dodać upieczoną dynię.

Prawie nigdy jej nie obieram – skórka po upieczeniu jest bardzo miękka, więc nie ma takiej potrzeby, chyba, że bardzo zależy nam na kolorze, bez skórki będzie ładniejszy.

Całość zmiksować dokładnie blenderem, doprawić do smaku solą, pieprzem ziołowym, słodką papryką w proszku, kurkumą, suszonym czosnkiem. Gotowe.

Mówiłam, że 10 minut :) Można taką zupę podać ze świeżym pieczywem, grzankami, tostami, ślicznie wygląda z ugotowanym zielonym groszkiem, dzieciom sprzedajemy wtedy jako zupę Shreka ;)

Smacznego!

Przy Dużym Stole: szybka zupa-krem z pieczonej dyni

2013-02-09

Pizza – ciasto podstawowe, szybkie i niezawodne

Przy Dużym Stole: Pizza – ciasto podstawowe, szybkie i niezawodne

Pizza doskonała, od kiedy pierwszy raz wypróbowałam ten przepis (autorstwa mojego ulubionego Jamiego Olivera) zawsze mam go zapisanego w kalendarzu, na każdy rok. Nigdy człowiek nie wie kiedy nagle, w hotelu na ten przykład, najdzie go nieodparta chęć na pizzę ;) Ciasto jest chrupkie dzięki dodatkowi semoliny, a z jej braku maszy manny – wypraktykowałam. Cienkie, cieniusie, oczywiście jeśli się je takim chce. Z braku mąki chlebowej można od wielkiej biedy użyć innej, ale, to już nie będzie to samo. Można je zamrażać najlepiej chyba w postaci kulek jeszcze, po wyrośnięciu.

Można z tego ciasta cuda czynić, nie tylko pizzę, ale i bułki, czy takie ło, jak poniżej, na ten przykład. Coś dodać? Trzeba?

Przy Dużym Stole: Pizza – ciasto podstawowe, szybkie i niezawodne

Przy Dużym Stole: Pizza – ciasto podstawowe, szybkie i niezawodne

Pizza – ciasto podstawowe, szybkie i niezawodne

800 g mąki białej chlebowej, czyli o dużej zawartości białka (pszenna typ 720 i w górkę, albo np. Tipo '00')
200 g drobnej semoliny (albo kaszy manny)
1 łyżeczka soli
2 saszetki drożdży suchych (2x7 g)
1 łyż. cukru
4 łyż. oleju
650 ml ciepłej wody

Sos:
2 łyż. koncentratu pomidorowego
2 łyż. ketchupu
4 łyż. wrzątku
oregano, bazylia
czosnek posiekany bardzo drobno

Obie mąki z solą dokładnie wymieszać rózgą w misce. Do pojemnika z ciepłą wodą dodać drożdże i cukier, wymieszać i odstawić na kilka minut.

W środku miski z mąkami zrobić dołek. Dodać olej do wody z drożdżami, wymieszać i wlać w dołek w mące. Stopniowo mieszać płyn z mąką, zagarniając coraz więcej mąki. Gdy już trudno będzie robić to widelcem, trzeba zakasać rękawy i ubrudzić ręce. Swoje ciasta zagniatam najczęściej na blacie kuchennym – jest zrobiony z jednego kawałka, łatwo go umyć przed i po. Najlepszym, wg mnie, sposobem jest ten pokazany przez Richarda Bertinet, bardzo polecam (tu można zobaczyć). Ciasto wyrabiać aż stanie się jednolite, gładkie i sprężyste.

Ciasto umieścić w dużej misce nasmarowanej olejem, obrócić je, żeby pokryło się całe cienką warstwą oleju. Przykryć drugą miską, albo folią spożywczą i odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Musi podwoić objętość.

Wyrośnięte ciasto wyłożyć na blat oprószony mąką, rozpłaszczyć dłońmi, podzielić na 6 kawałków i uformować w kule. Muszą chwilę odpocząć, wtedy łatwiej będzie rozwałkować ciasto.

Teraz można rozgrzać piec do 220-250°C i przygotować dodatki oraz sos. Wszystkie składniki sosu w miseczce dokładnie wymieszać, jeśli wydaje się być za gęsty można dodać odrobinę więcej wrzątku.

Ciasto rozwałkować na bardzo cienkie placki na kawałkach papieru do pieczenia. Nauczyłam się robić placki na pizzę w dłoniach, od fachowców z Gusto Italiano, może nie idealnie, bo i praktyki mało, ale zawsze coś ;) Wam polecam poszukać instrukcji wideo w Internecie.

Jeśli nie macie kamienia do wypieku pizzy, to zawsze można wspomóc się blachą piekarnikową – trzeba ją włożyć do piekarnika do góry nogami, wypukłym do góry, i nagrzać w gorącym piekarniku nim wyłoży się na nią pizzę. Przyda się jeszcze większa deska do krojenia, do przenoszenia pizzy, albo kawałek sztywnego kartonu.

Rozwałkowane placki pizzy posmarować sosem i nałożyć ulubione dodatki, zawsze zaczynając do sera. U mnie dziś: pieczony kurczak (resztki pokrojone w plasterki :)), różyczki brokuła (z zamrażalnika, nie rozmrażałam nawet), czerwona papryka, czerwona cebula, oliwki. I to wystarczy, na pizzy nie musi być tryliarda dodatków, jedna z moich ulubionych to boczek i cebula :)

Pizzę z dodatkami, razem z papierem, zsuwa się z blatu na deskę/kartonik i potem znów, na kamień, albo blachę w piekarniku. Piecze się aż wygląda jak powinna :) a potem znów przy pomocy papieru i deski/kartonika z piekarnika wyciąga.

To naprawdę jest prostsze w praktyce niż opisanie :)

Jakie są Wasze ulubione dodatki, zestawy dodatków, do pizzy?

2013-01-21

Ryba na warzywach w sosie śmietanowym, szybki obiad

Przy Dużym Stole: ryba na warzywach w sosie śmietanowym, szybki obiad

Odżywiać się rozsądnie mimo chronicznego braku czasu? Można! To danie aktywnie zajmie Wam 15-20 minut cennego czasu, plus jeszcze chwila duszenia, w czasie którego możecie zająć się czymś zupełnie innym. Jednym z jego plusów jest łatwość przystosowania przepisu do zmieniającej się liczby głodomorów.

Inne plusy? Nieźle wygląda, jeszcze lepiej smakuje, daje trochę odpoczynku od smażonej ryby :), przemyca sporo warzyw, daje dużo dowolności (może macie w lodówce inne warzywa? zamienić część cebuli na zieloną paprykę?), można wykorzystać filety z różnych gatunków ryb. Jednak największą jego zaletą jest szybkość i łatwość przygotowania. W skrócie – zesmażyć oczyszczone i pokrojone warzywa, dodać śmietanę i wino/wodę, doprawić, dołożyć rybę i wrócić do swoich zajęć, bo udusi się bez naszej pomocy.

Do ryby w sosie śmietanowym podaję na stół niewielką ilość pieczywa, przydaje się na koniec, do sosu. Warzyw jest tak dużo, że nie zawracam sobie głowy sałatką. Do przygotowania sosu zazwyczaj używam białego wina, półsłodkiego, które podaję też później na stół. Jeśli rybą akurat “na tapecie” jest łosoś, to koperek dla mnie jest niezbędny – posypuję nim obficie danie już na talerzach.

PS
inne dania z rybami znajdziecie tutaj.

 

Przy Dużym Stole: ryba na warzywach w sosie śmietanowym, szybki obiadRyba na warzywach
na każdą osobę potrzeba

1 marchewka (ok. 100 g)
1/2 pietruszki/pasternaku (ok. 50 g)
1 łodyga selera naciowego
1 cebula (ok. 100 g)
ew. por (długości ok. 5 cm)
1 ząbek czosnku, większy

1/2 małego kubka śmietany, słodkiej – do zup i sosów (ok. 100 g)
tyle samo białego wina, ew. wody

300 g ulubionej ryby
jeśli mrożona to ok. 350 g

odrobina oleju do smażenia
sól, pieprz,
tymianek, gałka muszkatołowa, ew. słodka papryka

 

Przygotować szeroki garnek, albo dużą i głębszą patelnię z pokrywką.

Rybę z obu stron posypać solą, pieprzem i tymiankiem. Jeśli jest mrożona, to nie trzeba jej rozmrażać, serio :) Można przepłukać ją w ciepłej wodzie i strząsnąć jej nadmiar – przyprawy będą się lepiej trzymać.

Garnek postawić na gazie, żeby zaczął się grzać.

Wszystkie warzywa obrać. Marchew i pietruszkę/pasternak pokroić, sama najczęściej kroję je tak jak widać na zdjęciach poniżej, pod kątem i po każdym cięciu obracając o 90°. Powstają w ten sposób zgrabne kawałki, które ugotują się szybciej i bardziej równomiernie :) Garnek jest już na tyle rozgrzany, że można do niego wlać odrobinę oleju.

Marchew i pietruszkę wrzucić do garnka, doprawić solą i pieprzem. Smażące się na średnim ogniu warzywa przemieszać co jakiś czas, w trakcie krojenia selera naciowego w plasterki i cebuli na piórka. Pokrojony seler i cebulę dorzucić do garnka, przesmażyć całość. Jeśli używacie por, to też na nie czas, wygodnie będzie pokroić je w plasterki. Czosnek pokroić na plasterki, albo posiekać, i doda do garnka.  Smażyć jeszcze ok. minuty.

Wlać śmietanę i wino (ew. wodę), doprawić solą, pieprzem, gałką muszkatołową, tymiankiem i ew. szczyptą, dwoma, słodkiej papryki mielonej, która nada sosowi ładniejszy kolor.

Na warzywa w przyszłym sosie wyłożyć rybę, dobrze, żeby zmieściła się jedną warstwą, większe szanse, że zachowa kształt, nie rozpadnie się nie kawałki. Garnek przykryć pokrywką, zmniejszyć ogień (1/3 możliwości palnika powinna być wystarczająca). Dusić aż ryba będzie gotowa.

Smacznego :)

Przy Dużym Stole: jak pokroić marchew Przy Dużym Stole: jak pokroić marchew

2012-12-19

Kiełbaski z warzywami na ostro – kolejny szybki obiad

Przy Dużym Stole: Kiełbaski z warzywami na ostro – kolejny szybki obiad

Szybkie, lekkie, łatwe i przyjemne. O jedzeniu mowa :) W taką pogodę jak dziś, kiedy zimna mgła przenika do kości, mam ochotę zostać na zawsze zwinięta w kłębek w fotelu pod kocem, z dzbankiem świątecznej herbaty pod ręką i dobrą książką na kolanach, gotowanie dań zabierających dłużej niż 30 minut ani mi w głowie.

Książka wciąga, bo autorem jest Edward Morgan Forster, ale mogę się od niej oderwać na tyle długo, żeby bystry plan powstał w głowie. Dobre kiełbaski cielęce czekają w lodówce, szuflada pełna warzyw, zawsze jest kilka puszek pomidorów i fasoli… Esencjonalny bulion pomrożony w małych porcjach… Hmm…

 

Przy Dużym Stole: Kiełbaski z warzywami na ostro – kolejny szybki obiadKiełbaski z warzywami na ostro

1-2 łyż. tłuszczu do smażenia
1 spora cebula
1-2 ząbki czosnku
1-2 marchewki
1-2 pasternaki/pietruszki
ew. 1-2 łodygi selera naciowego
1 puszka pomidorów bez skórki
1 puszka białej fasoli
500 g dobrych kiełbasek cielęcych
1 szkl. bulionu/wody

sól, pieprz
tabasco

Obrać i oczyścić wszystkie warzywa. Cebulę pokroić w piórka.

Rozgrzać spory garnek, do rozgrzanego dodać tłuszcz i cebulę, lekko osolić i smażyć, co jakiś czas mieszają, ale tak bez nerwicy :) Marchew i pasternak pokroić na półplasterki. Jeśli używa się również selera naciowego, to pokroić do w plasterki. Dodać do garnka i zesmażyć delikatnie z cebulą.

Do podsmażonych warzyw dodać pomidory z puszki. Swoje zawsze rozgniatam w ręce nad garnkiem i dolewam sos/zalewę. Całość trzeba przemieszać, zeskrobać z dna garnka, to co ew. do niego przywarło, tam jest ukryte dużo smaku :) Dodać jeszcze opłukaną fasolę, a na koniec bulion, albo wodę. Doprawić solą, pieprzem i odrobiną tabasco.

Kiełbaski pokroić w mniejsze kawałki i dołożyć do garnka. Zamieszać, przykryć szczelnie pokrywką i zostawić na 10-15 minut w spokoju.

Na koniec wystarczy tylko tylko sprawdzić smak, ew. doprawić jeszcze trochę, a gdyby sos był dla Was zbyt rzadki – odparować nadmiar płynu gotując całość jeszcze chwilę, ale bez przykrycia.

Gotowe :) Tę potrawę można podać z tostami, świeżą bagietką, kaszą kuskus – czymś mało kłopotliwym, żeby szybciej móc wrócić pod koc, do książki :)

Smacznego!

 

Przy Dużym Stole: Kiełbaski z warzywami na ostro – kolejny szybki obiad

2012-04-25

Kurczak Cacciatora (kurczak żony myśliwego)

IMG_5721

 

W sumie to nazywa się jeszcze bardziej malowniczo niż w tytule - Pollo alla Cacciatora. No i smakuje równie malowniczo, ale tylko pod warunkiem, że przez niedopatrzenie nie dodacie do tego dania puszkowanych pomidorów z bazylią :)

Danie to ponoć było tradycyjnie podawane w wigilię polowań, żeby myśliwi nabrali sił.

 

IMG_5730Kurczak Cacciatora
4 porcje

 4-6 łyż. oliwy
2 średnie cebule
2-4 ząbki czosnku
1,3-1,4 kg kurczaka (udka?)
1 szkl. wytrawnego/poł wytrawnego białego wina
1  puszka pomidorów
2-3 liście laurowe
1 łyżeczka posiekanego rozmarynu, świeżego
1/4 szkl. posiekanych liści pietruszki
sól, pieprz

Kurczaka umyć, jeśli wybraliście udka, tak jak ja, to trzeba je przekroić na pół. Cebule obrać i posiekać w kostkę, może być spora. Czosnek obrać i posiekać.

Rozgrzać spory garnek o grubym dnie, wlać połowę oliwy, dorzucić cebulę, posolić i zesmażyć. Pod koniec dodać czosnek. Gdy zacznie pachnieć, będziecie wiedzieli kiedy, przełożyć całość na chwilę na osobny talerz. Do garnka wlać resztę oliwy, włożyć kurczaka i usmażyć na złoto z obu stron (4 minuty na stronę?).

Zmniejszyć ogień, na kurczaka wyłożyć usmażoną cebulę z czosnkiem. Dolać wino, a gdy odparuje (kolejne 4 minuty?) włożyć pomidory. Kupuję całe, a przed dodaniem do dania zawsze rozgniatam je w dłoni, tak jest znacznie szybciej. Dodać listki laurowe, rozmaryn i natkę pietruszki. Warto zachować 4 szczypty do posypania gotowego dania. Teraz doprawić całość do smaku, przykryć szczelnie pokrywką i zmniejszyć ogień jeszcze bardziej. Czasem trzeba będzie dolać odrobinę wody, albo wywaru, bo z tą szczelnością pokrywek różnie bywa.

Dusić ok. 30-40 minut, aż mięso będzie miękkie.

Z czym podać takiego kurczaka? Ze świeżym chlebem, bagietką, kaszą, na co macie dziś ochotę? :) Pamiętajcie, żeby posypać natką pietruszki przed podaniem :)

Smacznego!

2012-03-06

Gołąbki z pęczakiem i grzybami w sosie grzybowym

Gołąbki z pęczakiem i grzybami w sosie grzybowym

     Witajcie po dłuugiej przerwie. Znowu mam dostęp do kuchni i nie zawaham się jej użyć, a nawet używać. Mam też sprawny komputer, działający aparat fotograficzny i zrozumie moje szczęście każdy, kto miał to wszystko zepsute jednocześnie :). Najchętniej ugotowałabym wszystko, wszystko-wszystko i najlepiej jednocześnie, ale muszę racjonalizować, bo niby kto to wszystko-wszystko zje, a jeśli już, czy przeżyje ilość?

     Zdecydowałam, że muszę odświeżyć żelazne zapasy, nim same wyjdą i zaczną ewoluować w nowe formy życia. Zamarzyły mi się domowe gołąbki, coś czego w hotelowej kuchni gotować się nie odważyłam. Żeby wyżyć się kucharsko zdecydowałam się na takie właśnie nietypowe i choć pewnie ich nie wymyśliłam, choć pewnie gotowano coś takiego w starej Polsce, to dumna jestem z nich jak matka.

     Pierwszy chyba raz robiłam gołąbki z kapusty włoskiej, trzeba z nią uważać – liście tylko sparzyć w garnku pełnym wrzątku, nie obgotowywać, bo są delikatniejsze niż zwykłej białej kapusty, łatwo przedobrzyć.

     Nim ryż przywędrował do Polski, i na dobre się zadomowił, farsz do gołąbków przygotowywano z kasz (tu ładnie napisali jakim dobrodziejstwem kasze są), dlaczego więc nie użyć pęczaku? Do tego jeszcze suszone grzyby i smażona cebula, duuużo smażonej cebuli :)

     Piękne jest to, że takie gołąbki można przygotować w kilku etapach, jednego dnia wieczorem namoczyć pęczak i grzyby, drugiego ugotować, zrobić nadzienie, sos do polewania, a samo zwijanie i gotowanie właściwych gołąbków można nawet przełożyć na trzeci dzień, jeśli trzeba.

IMG_5421

Gołąbki z pęczakiem i grzybami
w sosie grzybowym

1 główka kapusty włoskiej (wielkości piłki do nogi?)
2 szkl. pęczaku
3 solidne garście suszonych grzybów
2 duże cebule
5 ząbków czosnku
tłuszcz do smażenia
sól, pieprz, gałka muszkatołowa
ew. 2 jajka

2 łyż. masła
2 łyż. mąki
5-6 łyż. kwaśniej śmietany (18%?)
sól, pieprz, gałka muszkatołowa

     Chyba najbardziej politycznie będzie zacząć od namoczenia na kilka godzin pęczaku, np. na noc. Trzeba go najpierw dokładnie wypłukać, a potem zalać 2,5-3 szkl. wody. Napęczniej prawie dwukrotnie, trzeba użyć odpowiednio dużego naczynia. Zmienić wodę i ugotować al dente. Zalewam go zawsze minimalną ilością zimnej wody, żeby tylko przykryła ziarna, solę i gotuję na małym ogniu. W zależności od pęczaku gotowanie zajmuje 15-20 minut. Odcedzić na sicie.

     Trzeba też będzie namoczyć, a potem ugotować grzyby. Odcisnąć, zachować wywar z gotowania – będzie potrzeby na sos, posiekać drobno.

     Cebulę obrać i pokroić w kostkę. Czosnek obrać i posiekać. Rozgrzać patelnię, dodać tłuszcz (użyłam smalcu) i na rozgrzany wrzucić cebulę, usmażyć na złoto, pod koniec smażenia dodając też czosnek.

     W dużym garnku zagotować sporo wody. Obrać liście z kapusty, delikatnie, żeby się nie porozrywały. Te najmniejsze, za małe żeby zwinąć je w gołąbki, i te uszkodzone, zachować – pokrojone przydadzą się do wyłożenia dna garnka, w którym będą gotowane gołąbki. Teraz trzeba sparzyć liście – po kilka sztuk wrzucać do garnka z wrzątkiem, na kilka sekund, mają tylko zwiotczeć. Bezpiecznie jest wkładać je i wyciągać szczypcami. Wykładać na sito.

     W sporej misce wymieszać nadzienie – ugotowany pęczak, grzyby, cebulę z czosnkiem. Całość doprawić do smaku i dokładnie wymieszać, jeśli wydaje się za suche można dodać 2-3 łyżki wywaru z gotowania grzybów. Wolę sypkie nadzienie w gołąbkach, ale jeśli ktoś woli zwięzłe, to można teraz dodać 2 rozkłócone jajka.

     Na każdy liść kłaść 1-1,5 łyżki nadzienia, nałożyć podstawę liścia, boki i zwinąć. Tak przygotowane gołąbki układać ciasno, zwinięciem do dołu, w garnku wyłożonym pokrojonymi, niezużytymi liśćmi.

     Gołąbki zalać osoloną wodą (ew. bulionem) do wysokości 3/4, przykryć szczelną pokrywką, zagotować na średnim ogniu. Zmniejszyć gaz do minimum i gotować ok. 30 min. Przegotowane będą się rozpadać!

     Sos grzybowy robi się bajecznie prosto. W niewysokim garnku o grubym dnie rozgrzać masło, dodać mąkę i smażyć jeszcze chwilę mieszając rózgą. Powoli dolewać wywar z gotowania grzybów nie przerywając mieszania. Nim doleje  się kolejną porcję wywaru poprzednia ma się wchłonąć, a sos zgęstnieć. Kiedy będzie już odpowiednio (dla Was) gęsty/rzadki dodać śmietanę, doprawić i jeszcze raz wymieszać. Gdyby zabrakło wywaru można użyć mleka, bulionu, albo nawet wody.

     Jak się Wam widzą takie gołąbki?

2011-02-17

Błyskawiczna zupa pomidorowa

Błyskawiczna zupa pomidorowa

W znajomych domach przyjęło się, że pomidorówka pojawia się na stołach w poniedziałek, bo przygotowywana jest na bazie niedzielnego rosołu. Od dziś może być daniem na każdy dzień tygodnia ;)

Tę zupę przygotowałam już jakiś czas temu, chciałam wypróbować Vegetę Natur i suszone warzywa, które dostałam od firmy Podravka. Pamiętam, że moja mama kiedyś używała suszonych warzyw w awaryjnych sytuacjach, ja na takie sytuacje mam w zamrażalniku mrożoną włoszczyznę. Jeśli do przygotowania tej zupy używa się mrożonek, to przesmaża się je na samym początku, nierozmrożone, z cebulą i czosnkiem.

Skupcie się, jest wyjątkowa sytuacja, użyłam Vegety tylko i wyłącznie dlatego, że jest Natur, bez konserwantów, barwników i wzmacniaczy. Nie uznaję mieszanek przyprawowych, ale dziś robię wyjątek, bo chcę Wam pokazać, że przyjaźni klientom producenci reagują na coraz większą świadomość i zapotrzebowanie nas, konsumentów, na zdrową i naturalną żywność. Doceniamy teraz starania, doceniliście? Nie tylko my doceniamy, branża też, "Przebój FMCG 2010" w kategorii "Produkt innowacyjny spożywczy" – brzmi dumnie, prawda? :)

Konsumenci, wymagajcie, a będzie Wam dane :) Teraz jeszcze wymagajmy od wiadomych marek (które lubiłam nim mi uświadomiono!), żeby dostosowały wielkość “koszulek” na swoich opakowaniach do europejskich standardów, żeby mniej zanieczyszczać. No dawajcie, zbieramy się w kupę i bojkotujemy jeśli będzie trzeba!

I tym optymistycznym akcentem... ;) Przepraszam za moralizowanie, we krwi chyba mam.

p.s.
Podravka nie zapłaciła mi ani grosza za reklamę na blogu, tak jak z Piątnicą, dali produkty do testowania, niczego nie wymagając w zamian, ew. krytykę przyjmą na klatę i z tego co ich znam, to wyciągną słuszne wnioski.

 

Błyskawiczna zupa pomidorowa

Błyskawiczna zupa pomidorowa

2 łyżki oleju
1 duża (200 g) cebula
1-2 ząbki czosnku
1 (190 g) koncentrat pomidorowy
1 łyżka (20 g) cukru
1,8 l wrzątku
(część można zastąpić skoncentrowanym bulionem)
60 g suszonych warzyw
Vegeta Natur do smaku
sól i pieprz do smaku

ugotowany makaron, albo ryż do podania

 

Rozgrzać duży garnek o grubym dnie. W czasie, kiedy garnek się rozgrzewa można pokroić obraną cebulę w kostkę, czosnek wystarczy pokroić w plasterki.

Do rozgrzanego garnka wlać olej, wrzucić na niego cebulę, posolić ją i smażyć, co jakiś czas mieszając, aż zmięknie.

Do usmażonej cebuli dołożyć koncentrat pomidorowy i łyżkę cukru i przesmażyć całość mieszając cały czas, aż ściemnieje i zacznie apetycznie pachnieć.

Do garnka dolać odrobinę wody, powoli, bo może pryskać, drewnianą łyżką dokładnie zeskrobać z dna garnka wszystko, co ewentualnie do niego przywarło, a potem dolać resztę wody.

Teraz do garnka dolać resztę wody, wrzucić suszone warzywa, całość doprawić do smaku vegetą i pieprzem. Proszę uważać z soleniem – vegeta ma już w sobie sól.

Zupa jest gotowa tak szybko, jak szybko zmiękną warzywa – mnie przygotowanie zupy w sumie zajęło 20 minut.
Smacznego!

2011-01-11

Golonka w kapuście, albo kapusta z golonką + bonus :)

Golonka w kapuście, albo kapusta z golonką PodravkaDostałam do testowania torbę produktów Podravki (tutaj link do strony ze wszystkimi). Bardzo miło ze strony producenta, miło tym bardziej, że światopogląd mi się dzięki temu poszerzył, zakupowy. Staram się unikać produktów z konserwantami i wszelkich mieszanek przypraw, więc idąc na zakupy nie zauważam rynkowych nowości. Nigdy przez myśl mi nie przemknęło, że Podravka, to nie tylko Vegeta. Może Wy już wiecie, ale ja nie wiedziałam, że Podravka produkuje również Vegetę Natur – to ta sama znana Vegeta, tylko całkowicie naturalna, bez sztucznych dodatków. 9 różnych warzyw + sól, ale chemii zero. Wszystko zgodnie z tradycją pierwszej Vegety, tej z 1959 roku. Nie dziwi więc tytuł “Przeboju FMCG 2010” za najbardziej innowacyjny produkt ubiegłego roku, prawda? W najbliższych postach znajdziecie moją, subiektywną oczywiście, opinię o tym co jest testowane, na ludziach rzecz jasna :D

Natchnienie miałam, pewnie przyszło od Indian, Indian Summer (znowu!), bo ona robi bosssssskie żeberka w kapuście. Gotowanie mięsa w kapuście ma niespodziewany plus – mięso dużo szybciej mięknie. Zobaczyłam te golonki w sklepie i już wiedziałam, że muszę je mieć! Taka potrawa jest znakomitą alternatywą dla bigosu, który pojawia się na polskich stolach przy wielu okazjach, także na święta. No i “obsługuje” się to tak jak bigos – im więcej razy odgrzewane, tym lepsze :D

O co mi z tym bonusem chodzi? Bonusem jest mięsna galaretka, którą niewielkim nakładem pracy i za kilka złotych więcej stworzyć można z golonkowej skóry i kości. Wykoncypowałam, że szybciej mi się ugotują mniejsze kawałki mięsa, niż całe golony, więc okroiłam co zbędne. Na upartego kość (i jej szpik) smaku by dodały głównej potrawie, ale doszłam do wniosku, że samo mięso też się spisze na medal. Dla ułatwienia dodam, że miałam rację, jak zawsze ;)

Golonkowe skóry i kości zalałam w garnku wodą, tylko na tyle, żeby nic nie wystawało ponad powierzchnię, i na małym ogniu doprowadziłam do wrzenia. Zszumowałam, pogotowałam na jeszcze mniejszym ogniu ok. godziny. Uzupełniłam wodę do poprzedniego stanu i na dobrą miarę dałam jeszcze z 50% więcej. Dodałam włoszczyznę (sporo), przyprawy jak na bulion każdy inny, pogotowałam jeszcze 15 minut. Potem tylko warzywa wystarczy gustownie pokroić, poukładać w docelowym naczyniu/naczyniach i zalać wywarem. Gdy zastygnie, to jest bonus, yyyy, tzn. galaretka mięsna. Gdyby komuś było za mało mięsa w mięsie, to można z warzywami ugotować też np. pierś z kurczaka, albo kilka :)

 

 

Golonka w kapuście, albo kapusta z golonką

Golonka w kapuście

4 łyżki smalcu
2 duże cebule
4 ząbki czosnku

2,5 kg kapusty kiszonej
2 golonki (2,3-2,5 kg)

1-2 łyżeczki zmielonych nasion kminku
(i zmielonych nasion kopru, jak znajdziecie)
1 łyżka cukru
słoiczek koncentratu pomidorowego (Podravka)
3 listki laurowe
kilka ziaren ziela angielskiego
sól, pieprz

Golonki umyć, osuszyć, po czym zdjąć z nich skórę i odciąć mięso od kości. Mięso oprószyć solą i pieprzem. Skórę i kości można wykorzystać do ugotowania esencjonalnego wywaru (na zupy, galaretkę mięsną, bazę do sosów etc.).

Rozgrzać spory garnek i stopić w nim smalec. Obsmażyć partiami mięso, na rumiano i w miarę możliwości ze wszystkich stron. Usmażone wyjąć i odłożyć na półmisek.

Na pozostały po smażeniu mięsa rozgrzany tłuszcz wrzucić cebulę pokrojoną w sporą kostkę, posolić i usmażyć. Pod koniec smażenia dodać drobno pokrojony czosnek i kminek. Całość smażyć jeszcze chwilę, mieszając od czasu do czasu. Kiedy zacznie pachnieć obłędnie można dołożyć koncentrat pomidorowy i łyżkę cukru, raz jeszcze całość krótko przesmażyć, 2-3 minuty powinny wystarczyć.

Do garnka dołożyć pokrojoną z grubsza kapustę (jeśli jest bardzo kwaśna, to można ją wcześniej przepłukać), dolać ok. 1 szklanki wody, dokładnie wymieszać i dołożyć obsmażone wcześniej mięso, listki laurowe oraz ziele angielskie. Jeszcze tylko pokrywka, ogień pod garnkiem na minimum i można oddać się innym przyjemnościom na godzinę, półtorej :) Nie zaszkodzi zajrzeć do garnka raz na 20-30 minut, tylko po to, żeby sprawdzić, czy nie trzeba dolać odrobiny wody, ale jeśli pokrywka jest szczelna, to nie będzie to konieczne.

Podawać (i traktować, przechowywać) tak jak bigos – u nas w domu z chlebem :)
Smacznego!

2010-10-29

Szybki obiad - kluski na sosie, gulaszowym na ten przykład

Szybkie kluski na sosie, gulaszowym na ten przykład

 

Miałam garnek gulaszu z serc drobiowych i zbyt mało czasu, żeby kaszę ugotować. Trzeba się jakoś obronić :) Przypomniało mi się, że mam w kajecie od wieków przepis, wydawałoby się, że podejrzany, obcy jakiś i nie wiem skąd.

Kluski miały w zamyśle wyglądać jak nasze polskie kluski na parze, ale pozmieniałam proporcje, bo mi się nie podobały :)

W efekcie wyszły kluski szybkie jak mgnienie oka, ale potrzebujące dużo sosu, bo są raczej z tych suchych. Trzeba też do gotowego sosu, doprawionego, dodać około pół szklanki wody, bo kluski część wilgoci z potrawy wyciągną i może się okazać, że będzie sos zbyt słony. Potem, dla pewności, po ugotowaniu klusek trzeba jeszcze sprawdzić smak sosu, bo może trzeba będzie dolać odrobinę wrzątku.

Cała operacja robienia klusek, jeśli sos ma się gotowy i składniki pod ręką, zajmuje jakieś 15 minut. Dla mnie rewelacja :)

 

Szybkie kluski na sosie, gulaszowym na ten przykład Szybkie kluski na sosie, gulaszowym na ten przykład
(6 klusek wielkości pięści, mojej)

0,5 szkl. mąki
1/3 szkl. mąki kukurydzianej
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki soli

2 łyżki maślanki/mleka
1 jajko
2 łyżki oleju

Zakładamy, że macie już sos, gotowy, doprawiony, gotujący się na małym gazie.
Trzeba będzie dodać do niego ok. 0,5 szkl. wrzącej wody, bo kluski trochę wilgoci wchłoną i sos stałby się zbyt słony.

Wszystkie suche składniki wymieszać rózgą w misce. Dodać wszystkie mokre składniki i zarobić łyżką miękkie ciasto.

Uformować je w kulę, wyłożyć na delikatnie oprószony mąką blat, spłaszczyć lekko i podzielić na 6 części, krojąc tak jak pizze.

Kawałki ciasta utoczyć w kulki i delikatnie położyć na sosie – 5 po obwodzie i jedną w środku. Garnek przykryć pokrywką, szczelnie w miarę i gotować na malutkim ogniu ok. 10 minut. Kluski mają urosnąć dwukrotnie.

Gotowe! Smacznego :)

2010-09-27

Zupa grzybowa, bardzo syta – szybki obiad

Zupa grzybowa – szybki obiad

W sezonie grzyby, więc dlaczego nie? U mnie grzyby w tym roku stanowią motywację, wymówkę i tymczasową manię. Szybko, z chlebem, albo bułką, stanowi syty obiad. Nada się i na Wigilię pod warunkiem, że pominiecie smalec i zamiast smażyć warzywa ugotujecie je z grzybami. Ta zupa powstała przez przypadek - obgotowywałam borowiki ceglastopore, moje tegoroczne odkrycie, i jakoś tak samo się pomyślało, że może przy okazji... Użyłam grzybów mieszanych, kasza i płatki owsiane, to udana próba zagęszczenia zupy, jakoś nie przepadam za takimi rzadkimi. Mam nadzieję, że jeszcze jeździcie na grzyby, że spróbujecie i też Wam posmakuje :) Zgaduję, że zupa będzie równie smaczna z mrożonych grzybów, więc jeśli teraz się nie uda, to zawsze można błąd naprawić później ;)

 

IMG_4483

 

IMG_5698 

Zupa grzybowa – szybki obiad Zupa grzybowa
bardzo syta (dla 4-5 osób)

150 g cebuli (średnia taka)
1 ząbek czosnku
2 łyżki smalcu
marchewka
1/2 pietruszki

500 g świeżych grzybów
1 1/2 l wody/bulionu
3 łyżki kaszy jęczmiennej
1 łyżka płatków owsianych

sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Cebulę obrać i posiekać w sporą kostkę. Rozgrzać garnek, w którym będziemy gotować zupę, wrzucić smalec, rozgrzać i dodać cebulę, zbrązowić.

Obrać marchew i pietruszkę, zesmażyć z cebulą. Wkroić oczyszczone grzyby, dałam mieszane, nóżki pokroiłam znacznie drobniej niż kapelusze. Smażyć kilka minut i całość zalać wodą, albo bulionem. Dodać kaszę i płatki, doprawić i gotować pod przykryciem ok. 20-25 minut. Można zakupy w tym czasie rozpakować, doprowadzić się do stanu używalności, stół nakryć – prawie pół godziny dla Was a obiad robi się sam :)

Smacznego :)

 

 

2010-09-21

Leczo do słoików

leczo do słoików

Post z zaświatów - tak się składa, że mnie nie ma, a nowoczesna technika daje mi możliwości ;) Pojechałam dość nagle, a przy okazji pakowania dotarło do mnie, że w koszyku czekają warzywa. Pech chciał, że do powrotu by nie doczekały, późno było, więc obdarowanie IndianSummer nie wchodziło w rachubę, więc postanowiłam całość zasłoikować, niech się nie marnuje :)

Takie leczo jest świetnym awaryjnym obiadem lub kolacją w dni kiedy nie ma czasu na gotowanie, wystarczy podgrzać i można podawać np. z bułkami. Będzie też dobrym dodatkiem do różnych mięs :)

Achaaaaa, z pośpiechu opatentowałam też sposób na napełnianie słoików nie brudząc przy tym ich brzegów. Gdzieś zapodział mi się odpowiednio przycięty plastikowy lejek, użyłam więc butelki, moja była po mleku, ale każda inna też spełni zadanie.

IMG_6199

IMG_6200

 

leczo do słoików

Leczo (do słoików)
4-4,5 litra gotowego

800 g cebuli
4-6 łyżek oleju
2 łyżeczki soli

500 g czerwonej papryki
1 chilli
500 g marchwi
150 g pietruszki (niekoniecznie)
1 1/2 kg kabaczka/cukinii przed obraniem
2 puszki pomidorów (400/240 g odcieku)
4 ząbki czosnku

1 łyżka soli
1 łyżeczka pieprzu
1/2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka papryki wędzonej
2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku

ew. 500 ml przetartej dyni

 

Przygotować słoiki, wiecie – sprawdzić nakrętki, wyparzyć etc.

Cebulę obrać i pokroić w kostkę, sporą. W dużym garnku rozgrzać olej, dodać cebulę, posolić i dusić. Teraz jest czas na oczyszczenie czerwonej papryki i papryczki chilli. Obie pokroić w kostkę, chilli w mniejszą :) Dodać do duszącej się cebuli i wymieszać.

Obrać i poszatkować w plasterki marchew i ew. pietruszkę, do gara z nimi. Teraz kabaczek i/lub cukinia, jeśli młoda i zgrabna (tutaj można tak dyskryminować, jest to politycznie poprawne), to można zostawić skórkę. Gniazd nasiennych trzeba się pozbyć, najwygodniej wyciąga się je łyżką. Pokroić, dołożyć do garnka razem z pomidorami, ja dałam takie z puszki, bo akurat takie miałam, ale przecież można użyć też świeżych, tylko trzeba je najpierw sparzyć i obrać ze skórki.

Na koniec drobno posiekany czosnek, przyprawy i całość dusić aż kabaczek/cukinia zmięknie.

Nie trzeba dolewać wody, warzywa puszczą wystarczająco soku, do tego dojdzie jeszcze zalewa z pomidorów. Miałam jeszcze ok. pół litra przetartej gotowanej dyni, ale nie jest ona koniecznym dodatkiem.

Leczo przełożyć do słoików i pasteryzować ok. 20 minut, a dla pewności najlepiej tyndalizować - przez 3 kolejne dni po 20 minut.

 AKCJA PRZETWORY

2010-01-27

Zupa z selera naciowego i zielonej papryki - testowane na ludziach

zupa z selera naciowego i zielonej papryki

W ramach Dni Kuchni Brytyjskiej, zorganizowanych przez Tatter (Palce lizać!), na rozgrzewkę przygotowałam zupę, na którą sama bym nigdy nie wpadła - seler naciowy i zielona papryka. Mam dużą słabość do zielonej papryki, choć nieczęsto używam jej w kuchni, ale bardzo lubię kromki, takie składane, z masłem i zieloną papryką. Tak mi zostało z czasów szkoły podstawowej, kiedy jednym z większych szpanów było zawijanie kanapek w folię aluminiową :) Zupę można podać z grzankami, ale ja wolę z chlebem i masłem, właśnie ze względu na wspomnienia kanapek z zieloną papryką :)

Zupę testowałam na koledze Tott'cie i jego mamie, pani Danusi - wyjścia nie miałam, nos zapchany, smaku nie czuję. Z relacji testujących: "smaczna, smakuje głównie selerem, ale paprykę też czuć".

Przepis pochodzi z książki More Seasonal Cooking pani Claire Macdonald, z TYCH Macdonaldów :) Claire i jej mąż (Szef Klanu Donald, największego szkockiego klanu) prowadzą hotel Kinloch Lodge na wyspie Skye (Isle of Skye). Samo Kinloch Lodge jest domostwem osiemnastowiecznym, to w nim uknuto :) część planów bitwy pod Culloden (1746).

Bardzo podoba mi się podejście Claire do gotowania - używa głównie produktów regionalnych i sezonowych, nie dla niej truskawki w grudniu. Przepis trochę zmieniłam, dałam więcej bulionu, bo dla mnie zupa była zbyt gęsta. Podaję połowę porcji, dla 3-4 osób. Mam nadzieję, że Wam się spodoba :)

zupa z selera naciowego i zielonej paprykiZupa z selera naciowego i zielonej papryki

25 g masła
1 łyżka oliwy
1 średnia cebula
1,5 strąka zielonej papryki
0,5 dużej główki selera naciowego (łodygi i liście)
kilka liści zachować do przybrania
1 ząbek czosnku
1 l bulionu drobiowego
sól, pieprz

grzanki/chleb z masłem do podania

W garnku rozgrzać masło i oliwę. Dodać posiekaną cebulę, posolić (żeby się zeszkliła, a nie zezłociła), smażyć ok. 5 minut mieszając od czasu do czasu.

Pokroić paprykę, dość drobno, dodać do garnka i smażyć kolejne 5 minut.

Pokroić drobno seler, dodać do garnka iiiiii smażyć kolejne 5 minut.

Dodać pokrojony czosnek i wlać bulion, przykryć nieszczelnie garnek i gotować na małym ogniu ok. 20-30 minut, tylko do momentu aż seler zmięknie. Zestawić garnek z ognia, przestudzić i zmiksować oraz doprawić zupę.

I to już wszystko :) Smacznego!

2009-12-29

kwas buraczany na barszcz nie tylko wigilijny

kwas buraczany na barszcz nie tylko wigilijny

Trochę się spóźniłam z zamieszczeniem tego postu przed Świętami, bo konsumpcja nastąpiła dopiero w Wigilię, ale na Sylwestra i przyszły rok będzie jak znalazł :) Może się jeszcze ktoś do niego dokopie ;)

Kiedyś życie było prostsze, ino miejsca mieli chyba więcej, albo gratów zbędnych mniej, bo mieściły się te wszystkie dzieże, garnce, butle, snopki, wiązki, tary i co tam jeszcze. Kiedyś barszcz robiło się w 1/4 z kwasu buraczanego, nikt nie "śnił" o kwasku cytrynowym, a kiszonkami nasza część Europy słynie. Mam małego, prywatnego bzika na temat dochodzenia do źródeł polskich potraw, więc skusiłam się na ukiszenie własnego barszczu. Nie tylko wyszedł, to jeszcze się sprawdził i poszedł do dobrych domów. W przyszłym roku będzie jednym ze składników paczek przedświątecznych dla przyjaciół, tylko muszę się postarać o jakieś gustowne naklejki. Skoro są winnice rodzinne, to może "kiszarnia rodzinna" też ma prawo bytu? ;)

kwas buraczany na barszcz nie tylko wigilijny Kwas buraczany na barszcz

5 sporych buraków
3 ząbki czosnku
2 listki laurowe
5 ziarenek ziela angielskiego
2-3 łyżki zakwasu chlebowego ew. piętka chleba razowego
1 łyż. miodu/cukru

Buraki wyszorować szczoteczką, chyba nie muszę mówić, że najlepiej zajmować się nimi w rękawiczkach i fartuszku?

Do wyparzonego garnka lub dużego słoja wkroić buraki, dodać zmiażdżone ząbki czosnku, pokruszone liście laurowe i ziele angielskie, miód/cukier oraz zakwas, ew. piętkę chleba razowego w zastępstwie zakwasu. Dlaczego piętkę? Bo łatwiej ją potem wyjąć niż rozlatującą się kromkę rozmokniętego chleba :)

Całość zalać wodą, tak żeby przykryła całość. Jestem szczęśliwą posiadaczką 5 l garnka do kiszenia z wodną "uszczelką", więc nie musiałam się bawić z gazą i wiązaniem. Wyznaję też pogardzaną przez większość teorię niemieszania swoich zakwasów, czy to na żurki, czy właśnie barszcz - jak do tej pory żaden zakwas nie miał mi tego za złe. Jeśli komuś zależy, to proszę bardzo, można mieszać 2-3 razy dziennie, taka jestem ugodowa ;)

Mój kwas postał sobie w spokoju, w pokoju 5 dni i tyle mu wystarczyło, ale przecież to wszystko zależy. Od temperatury pomieszczenia, zakwasu chlebowego/piętki chleba razowego i takich tam. Proponuję po 5 dniach powąchać kwas - jeśli pachnie przyjemnie, a do tego nie bąbelkuje jak oranżada, to trzeba go wymieszać, odcedzić i zlać do butelek. W chłodzie przechowywać aż będzie potrzebny, dokładnie tak jak kwas na żurek.

Wyczytałam w jakiejś starej książce, że to co po odcedzeniu zostało, buraki z resztą, można zalać ponownie wodą i nastawić kwas drugi raz. Tak zrobiłam i w niczym nie ustępował po paru dniach temu z pierwszego rzutu.

Sam wigilijny barszcz ugotowałam jak zwykle, tylko w ramach zakwaszenia właśnie dodałam kwas buraczany, do smaku, tak mniej więcej 1/4 objętości końcowego barszczu, czyli 1/3 tego co przed zakwaszeniem? Dobrze mówię?

Moja rodzina była zachwycona, różnica subtelna, ale wyczuwalna :)

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010

LinkWithin

Blog Widget by LinkWithin