2009-03-22

Chleb ze świeżą kolendrą

                       chleb z kolendrą

W ten weekend Weekendową Piekarnię Margot (Kuchnia Alicji) zaprosiła do siebie Aklat (Ucztując...). Wybrała chleb ze świeżym koperkiem, na drożdżach, tak na powitanie wiosny :)

Nie udało mi się kupić świeżego koperku, więc postanowiłam go czymś zastąpić, w grę wchodziła świeża kolendra, albo tymianek cytrynowy. Tymianek ważył, co ja piszę, on prawie nic nie ważył, więc staneło na kolendrze. Po oryginalny przepis zapraszam do Aklat, może komuś będzie poręczniej piec na drożdżach - ja mam słabość do chlebów na zakwasie i odkąd mam własny zakwas, to staram się zastępować nim drożdże gdzie się da.

 

chleb z kolendrą Chleb ze świeżą kolendrą

Sponge:
227 g letniej wody
3 łyż. zakwasu
150 mąki białej chlebowej
30 g mąki chlebowej z pełnego przemiału*

Ciasto właściwe:
całe sponge
60 g świeżej kolendy, posiekanej
230 g jogurtu naturalnego
1 1/2 łyżeczki soli 
4 łyż. zakwasu
150-190 g mąki białej chlebowej
150-190 g mąki chlebowej z pełnego przemiału*

* Aklat napisała, że:
"w oryginale jest to white whole wheat flour (Olasz: takiej właśnie użyłam), czyli mąka typu 1600, w Polsce raczej niedostępna, ale można użyć mąki razowej typ 2000 i chlebowej w proporcjach 3:1 i powinno się zgadzać (mniej więcej :))"

Wymieszać składniki sponge i zostawić pod przykryciem na 8-12 h, w temperaturze pokojowej (ze względu na użyty zakwas wydłużyłam ten czas, z drożdżami byłoby to 3-12 godz.).

Sponge wymieszać z resztą składników, mąkę najlepiej dodawać partiam i dostosować jej ilość do wilgotności ciasta. W oryginale podano 148,8-177 g każdej mąki, moje ciasto miało dodatkową wilgoć (zakwas) więc odrobinę zwiększyłam te "widełki".chleb z kolendrą

Wyrabiać 5 minut (jeśli mikserem to na 2 prędkości). Pozostawić ciasto na 10 minut, żeby odpoczeło i powtórnie zagniatać przez 5 min.

Ciasto włożyć do lekko naoliwionej miski i zostawić do wyrośnięcia, aż podwoi swoją objętość (mnie zajęło to ok. 2,5 godz., na zakwasie rośnie chyba wolniej niż na drożdżach). Uformować 1 lub 2 bochenki dowolnego kształtu. Bochenki pozostawić do wyrośnięcia. Szukamy takiego momentu, w którym ciasto naciśnięte lekko palecm nie będzie natychmiast wracać do poprzedniego kszałtu, tylko wolno zasklepiać zagłębienie. Moim bochenkom zajeło to prawie 3 godziny.

Rozgrzać piekarnik do 250°C (mój nagrzewa tylko do 230°C), będzie pewnie potrzebował ok. 30-40 minut, żeby siędobrze nagrzać. Temperaturę w piekarniku zmniejszyć do 220°C i wstawić nacięte bochenek/bochenki. Spryskać wnętrze piekarnika wodą. Piec 15 minut, po tym czasie uchylić drzwiczki, żeby wypuścić parę, i piec kolejne 10-15 minut. Gotowy bochenek powinien wydawać głuchy odgłos jeśli się go popuka od spodu. Pozostawić chleb na kratce na 2 h, aż zupełnie ostygnie.

Mój chleb wyszedł dość kwaśny (drożdżowy taki nie będzie), baaaardzo miękki i pierwszego dnia skórka jest chrupiąca.

Zastanawiam się jak przechowywać chleby, żeby skórka chrupiąca została na dłużej - jakaś dobra dusza podpowie mi może?

2009-03-20

Jogurtowo-miodowa Panna Cotta

panna cotta jogurtowo-miodowa

Jakiś czas temu znalazłam na blogu "Alexandra's Kitchen" przepis na panna cottę z maślanki. Oczywiście potem o nim zapomniałam, znów go znalazłam, zgubiłam, zapomniałam, znalazłam przypadkiem - prawie cała ja.

Reszta całej mnie, to zmienianie w przepisie istotnych składników, najczęściej z konieczności. Konieczności bywają podyktowane różnymi przyczynami - roztrzepaniem, brakami w lodówce, albo szafkach, zdrowym rozsądkiem lub jego brakiem ;) Dziś dwie konieczności - brak maślanki i niechęć do pchania w danie pół szklanki cukru. Cukier może podkreślić smak, może go zagłuszyć, ale biały cukier smaku nie ma. Miód spadziowy to dopiero ma smak! Wrzosowy, akacjowy, mmmm...

Z podanej ilości składników wyjdzie 6 małych porcji, (zdjęcie koło przepisu), 4 większe (zdjęcie na górze) lub 2-3 całkiem spore (jak te w kieliszku od wina). Można też przygotować deser w miseczkach, a do podania wyłożyć go na talerzyki z łyżeczką frużeliny wiśniowej.

panna cotta jogurtowo-miodowa Jogurtowo-miodowa Panna Cotta

1½ łyżeczki żelatyny
½ szkl. mleka (1% lub więcej)
1-2 łyżki miodu
1½ szkl. jogurty naturalnego

ew. mały słoik frużeliny wiśniowej

Do małej miseczki nalać 1/4 szkl. zimnej wody, wsypać żelatynę i wymieszać. Odstawić na ok. 5 minut do napęcznienia.

W rondelku zagrzać mleko z miodem, zestawić z ognia, dodać namoczoną żelatynę i mieszać aż się rozpuści. Dodać jogurt i dokładnie wymieszać.

Na dnie naczyń rozłożyć po łyżce frużeliny i nalać masy jogurtowej. Najlepiej, żeby lać "po łyżce" tak, żeby frużelina nie wymieszała się z masą jogurtową.

Chłodzić w lodówce rzez min. 3 godziny, oczywiście bezpieczniej przez noc :)

Można też nalać masy do miseczek. Wierzch schłodzonej panna cotty posypać odrobiną cukru/mielonych migdałów/mielonych orzechów (w ten sposób deser nie będzie ślizgał się po talerzu), nożem delikatnie obwieść brzegi, miseczkę przykryć talerzykiem i całość szybkim ruchem odwrócić do góry nogami. Popukać dno miseczki i zdjąć ją. Jeszcze łyżeczka frużeliny na górę i po sprawie :)

panna cotta jogurtowo-miodowa

2009-03-17

Chleb w sam raz do serów

               chleb na winie, red wine bread

W ten weekend gospodynia Weekendowej Piekarni, na prośbę Margot (Kuchnia Alicji), była Zawszepolka (Around the kitchen table). Do wspólnego pieczenia wybrała ciekawy chleb  - na czerwonym winie, z figami i orzechami piniowymi. Jak tylko zobaczyłam przepis, to już wiedziałam, że ten chleb będzie doskonały do serów i wina. I miałam rację :) Jedno mnie tylko zastanawia - jak przechowywać chleb, żeby chrupiąca skórka nie miękła. Jakieś porady?

 

chleb na winie, red wine bread Chleb na czerwonym winie z orzechami piniowymi i figami

Dzień wcześniej:
250 g czerwonego wina
100 g orzeszkow piniowych
200 g suszonych fig, pokrojonych w ósemki

Ciasto wlasciwe:
250 g pszennej mąki chlebowej
250 g pszennej mąki chlebowej razowej
1,5 łyżeczki soli
260 g wina z wodą (nalezy użyć wina, które zostanie po odsączeniu fig i orzeszkow oraz dodać tyle wody by uzyskać 260 g)
0,5 łyżeczki drożdży suszonych (niepełne 0,5 drożdży instant)
150 g pszennego zakwasu
350 g odsaczonych fig i orzeszkow piniowych

 
W rondlu zalać winem pokrojone figi i orzeszki piniowe. Doprowadzić do wrzenia i gotować ok. 1 minuty. Zdjąć z ognia i odstawić pod przykryciem na całą noc.

Następnego dnia odcedzić figi i orzechy zachowując wino, dodać do niego tyle wody, żeby uzyskać 260 g plynu.IMG_8751

Wymieszać obie maki i sól. W drugiej misce wymieszać zakwas z płynem (wino + woda), dodać figi i orzeszeszki piniowe.
Dodać mąki do mokrych składnikow i wymieszać ręką lub za pomoca miksera, ale na niskich obrotach, żeby nie zgnieść fig zbyt mocno. Gdy składniki się połączą, miskę przykryć i odstawić na 10 minut, aby ciasto odpoczelo.

Po 10 minutach ciasto wyjąć na lekko omaczony lub naoliwiony blat i krótko zagnieść (dosłownie 10-15 sekund). Przełożyć do czystej miski, przykryć i odstawić na 30 minut.

Po tym czasie ciasto ponownie zagnieść (10-15 sekund), złożyć i znów przełożyć do miski na 1,5 godziny.

Po tym czasie ciasto wyjąć na blat, lekko odgazować i podzielić na dwie równe części. Z każdej części uformować bochenek. Chleby powinny wyrastać złączeniem do góry w koszykach, albo miskach wyłożonych omączonym płutnem. Moje wyrastały w kamionkowych formach (natłuszczone i wysypane otrębami), w których były potem pieczone. Bochenki zostawić pod przykryciem do wyrośnięcia, ok. 1,5 godziny (moje rosły trochę dłużej, bo coś im nie szło na początku).

Nagrzać piekarnik do temperatury 210°C. 

Chleby wyrastające złączeniem do góry trzeba delikatnie przełożyć na łopatę/blachę/papier - czego kto tam używa. Wierzch bochenkow można oprószyć mąką lub lekko posmarować pędzelkniem maczanym w oliwie, naciąć. Przenieść bochenki na blachę (kamień) i piec przez ok. 45 minut, aż popukane od spodu będą wydawać głuch dźwięk.

2009-03-15

Cebulowe bhaji

cebulowe bhaji, onion bhaji

Natknęłam się kiedyś w sklepie na mąkę z ciecierzycy, kupiłam ją z czystej ciekawości. Potem zostało "tylko" odnalezienie jakiś przepisów z jej użyciem. Błądząc po Internecie natknęłam się na nagranie video pokazujące jak zrobić onion bhaji, z poniższym przepisem :) Wydaje mi się, że podane 100 ml wody, to stanowczo za mało, dałam ok. 200 ml, żeby uzyskac konsystencje podobną do tej na video. Cebulowe bhaji są cebulowe :) i chrupiące. W sam raz do piwa, taka miła odmiana od chipsów, kalorii pewnie tyle samo, ale za to chemii mniej ;)

foodelek: przepisy tygodnia






IMG_8768 Cebulowe bhaji

1 duża cebula, pokrojona w piórka
200 g mąki z ciecierzycy (chickpea flour)
1 łyżka mąki ryżowej lub innej skrobi
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki chilli
1/2 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki kolendry
sól
100 ml wody (u mnie ok. 200 ml)

tłuszcz do głębokiego smażenia


Rozgrzać olej, ja smażyłam we frytkownicy (koszyk wyjęłam). Cebulę przekroić na 4 części, a potem pokroić w cienkie piórka. Wszystkie suche składniki wsypać do miski, wymieszać rózgą, dolać wodę i wymieszać na gładkie ciasto (proszę zajrzeć tutaj i zobaczyć jakiej konsystencji powinno być). Dodać pokrojoną cebule i wymieszać raz jeszcze, tym razem łyżką.

Kłaść porcje ciasta na rozgrzany olej i smażyć, aż bhaji będą złociste a domownicy zaczną wdzierać się do kuchni przyciągnieci zapachem ;) Lepiej nie smażyć zbyt wielu porcji jednocześnie, bhaji nie lubią tłoku. Usmażone wyciągać łyżką cedzakową i osączać na ręcznikach papierowych. Jeśli ktoś poczuje nieodpartą potrzebę dosolenia bhaji (są już dość słone!), to najlepiej zrobić to tuż przed podaniem, żeby nie zdążyły zmięknąć. Swoje podałam z jogurtem naturalnym, dla przełamania smaku.

Smacznego :)

2009-03-11

Elqaimat - małe kąski na Ramadan

elqaimat

Cynamonna z forum Cincin zorganizowała tydzień z kuchnią arabską i chyba pierwszy raz nie spędziłam całego dnia buszując po Internecie w poszukiwaniu przepisu odpowiedniego na takie wspólne gotowanie. Od dawna oglądam blog Arabic Bites, ale jakoś do tej pory nie mogłam się zabrać za ugotowanie proponowanych na nim potraw, więc teraz jest i okazja i źródło :D Trochę zastanawiało mnie połączenie proszku do pieczenia z drożdżami, ale raz się żyje ;) Podejrzewam, że w razie konieczności kardamon można zastąpić gałką muszkatołową. Zajrzyjcie do oryginalnego przepisu, który na swoim blogu zamieściła Zainab.

Wybrałam przepis na elqaimat, jeden ze specjałów przygotowywanych podczas Ramadanu w rejonie Zatoki Perskiej. Ich przygotowanie jest banalne, wszystkie składniki są w domu tak czy inaczej i całość nie trwa długo - wyobraźcie sobie, że dzwonią znajomi i zapowiadają się za godzinę na kawę. Wymieszanie składników nie zajmie nawet 5 minut, nawet mikser nie będzie potrzebny, rózga wystarczy, teraz godzina na zrobienie się na bóstwo i ew.ogarniecie mieszkania, nastawienie kawy w ekspresie, smażenie w sumie ok 10-15 minut i już znajomi do drzwi pukają, a na stole czeka na nich coś oryginalnego i smacznego. Duży efekt małym nakładem :) Lubie takie przepisy :)

Zainab napisała, że ekstrakt waniliowy można zastąpić aromatem kokosowym, a kardamon cynamonem. Szczyptę szafranu zastąpiłam 1/4 łyżeczki kurkumy, zamiast 1/2 łyżeczki cukru dałam całą łyżkę. W oryginalnym przepisie jest też mleko w proszku i woda, które zastąpiłam mlekiem. Po wymieszaniu ciasto jest dość rzadkie, przyznam, że miałam lęki, ale niepotrzebnie, bo skoro końcowy efekt wyszedł taki jak powinien, to najwyraźniej taka konsystencja jest prawidłowa :)

IMG_8732 IMG_8728

elqaimat Elqaimat

2 szkl. mąki
1 łyżka cukru
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka suszonych drożdży
1 1/2 szkl. mleka (albo wody + 1 łyż. mleka w proszku)
szczypta mielonego kardamonu
szczypta kurkumy

do podania: molasa daktylowa/syrop klonowy/ciekły miód + ew. wiórki kokosowe do posypania


Wszystkie składniki wymieszać rózgą w misce.

Przykryć i odstawić na ok. godzinę do wyrośnięcia (Zainab pisze, że na 1-4 godziny, u mnie w kuchni było dziś ok. 20°C i wyrastanie zajęło niecałą godzinę).

Pod koniec czasu wyrastania rozgrzać olej do głębokiego smażenia, mój miał temperaturę niższą niż potrzebna do smażenia frytek, czyli pewnie ok. 170°C. Zbyt wysoka temperatura nie pozwoli ciastu wyrosnąć, zbyt szybko przypali skórkę, a wnętrze pozostanie surowe.

Zamoczyć łyżkę w oleju i kłaść nią porcje ciasta na gorący tłuszcz. Smażyć do zezłocenia i obracać, żeby dosmażyć drugą stronę. Osączać na ręcznikach papierowych. Mnie wyszło ok. 36 kawałków, usmażyłam je w 3 turach, żeby zbytnio nie zatłoczyć frytkownicy.

IMG_8724m IMG_8735

2009-03-10

Kluski dyniowe z masłem szałwiowym

kluski dyniowe

Blądząc gdzieś po sieci znalazłam przepis na gnocchi z dyni. Powiedzcie sami - gnocchi z dyni - to brzmi dumnie ;) Bea byłaby ze mnie dumna :) Dynia jest, to do roboty. Co oni tam pisali? Achaaaa, upiec dynie i 4 ziemniaki. No nieeee, znowu, pustego piekarnika piec nie będę, co im się rzuciło i na co?! Dobrze, na parze ugotuje. O! I odparuję, żeby nie było.

butternut squash - dynia piżmowa

Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Dobrze, ugniotę ubijakiem do ziemniaków, ani mi się śni to przez sitko przecierać. Co oni pisali na tamtej stronie? Przestudzić, dodać jajka i mąkę, doprawić i wio. Dooobrze. Przestudziłam, dodałam. Hmmm, rzadkie jakieś, gnocchi z tego raczej nie będzie. Mąki dużo więcej nie dam, bo cegieł, z tego co wiem, to nie potrzebuję. Chyba, że o czymś nie wiem...

Dalej za rzadkie.. Nic to, zrobię kopytka, hmm, bardziej to wygląda na kluski kładzione. No klusek kładzionych to chyba jeszcze nikt z dyni nie robił ;) Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że moi panowie domyślali się, że jestem prekursorką ;)

Nie, wcale nie chcę nikogo zniechęcać. Kluski wyszły bardzo smaczne! Chcę tylko odsłonić kulisy ;)

Prawie zapomniałam, moja doniczkowa szałwia jakiś czas temu odeszła tam, gdzie trafiają wszystkie grzeczne szałwie. Ale nic to, tutaj można znaleźć suszoną szałwię na półce sklepowej, tam gdzie inne zioła i przyprawy. Wiem, że nie wszędzie - proszę nie panikować, bo równie dobrze sprawdzi się wysypana z torebeczek ekspresowych szałwia np. Herbapolu. Serio. Swoją drogą, szałwia - ile o niej wiecie?

kluski dyniowe Kluski dyniowe z masłem szałwiowym

1 dynia piżmowa (ok 1 kg)
tyle samo ziemniaków
2 jajka (moje były raczej mikre)
2-2,5 szkl. mąki
sól, pieprz

Masło szałwiowe:
0,5 kostki masła
3-4 łyżki suszonej szałwii

parmezan starty - do posypania

Do dużego garnka nalać 4-5 cm wody i włożyć wkładkę do gotowania na parze, zagotować wodę.
Obrać, umyć i pokroić ziemniaki. Do gara z nimi. Obrać i wydrążyć dynię. Pokroić na takie kawałki, na jakie pokrojone zostały ziemniaki, dorzucić do garnka, przykryć pokrywką.
Ugotować warzywa do miękkości, wyjąć koszyk, wylać wodę, a warzywa ponownie włożyć do garnka i odparować nadmiar wilgoci.

Dynię i ziemniaki ubić tłuczkiem do ziemniaków, doprawić solą i pieprzem (gałka muszkatołowa też może być) i odstawić do przestygnięcia na 5-10 minut. Akurat będzie czas, żeby w dużym garnku nastawić wodę osoloną wodę do gotowania klusek.IMG_8688

Do przestudzonych warzyw dodać jajka, większość mąki (może nie trzeba bedzie dodać całej) i wymieszać dokładnie. Gdy woda w garnku się zagotuje lepiej jeszcze raz sprawdzić czy ciasto jest dobrze doprawione i ew. domieszać resztę mąki.

Teraz będzie dobry czas na zrobienie masła szałwiowego - masło stopić w rondelku, dodać szałwie, posolić, wymierzać i pogrzewać na bardzo małym ogniu do czasu, aż kluski będą gotowe.

Łyżką maczaną we wrzątku kłaść do garnka kłuski, mnie wygodnie było gotować je w 3 turach, ale to zależy od wprawy i średnicy garnka :) Gdy kluski wypłyną na powierzchnię wyjmować je łyżką cedzakową.

Podawać polane masłem szałwiowym i posypane parmezanem. Pyyychooota jak by to powiedział kolega B.

Chleb rustykalny - WP#22

chleb rustykalny

Czarna seria kuchenna... Tak, tak, jest takie coś. Najczęściej zdarza się wtedy, kiedy pieczemy ciasto przed przyjściem gości, gotujemy wystawny obiad, obiecamy zapełnić zamrażalnik koledze. Albo bierzemy się za gotowanie, tylko natchnienie zostało w innym pomieszczeniu. "Efekt" murowany...

WeekendowaPiekarnia

Nie polecam także zajmowania się ogrodem i przygotowywaniem pasty czosnkowej w tym samym czasie.

No dobrze, bez opłotków. Wzięłam się w sobotę za pieczenie chleba, który na to wydanie Weekendowej Piekarni Margot zaproponowała Kasiac (Pokrojone doprawione). Może liczących na oryginalny przepis bez zwłoki odeślę do Kasic, ok? Tutaj znajdziecie przepis na rustykalny chleb z pieczonym czosnkiem. Zaraz, za pieczenie wzięłam się już w piątek, ale okazało się, że mamy zaproszenie do znajomych ;) W sobotę zaczęłam się zastanawiać jak zrobić pastę czosnkową i nie dać przy tym w zęby środowisku - pieczenie 3 główek czosnku przez godzinę w piekarniku zapewne taki właśnie wywiera efekt na matce naturze. No dobrze, po rozum do Internetu - gdzieś znalazłam sposób z pieczeniem czosnku w żeliwnym naczyniu. Nie mam takiego, nie wiem o czym oni myślą, jakby nie wiedzieli ;) Ale za to mam mikrofalówkę, hmm. Tu chyba należy napisać, że nie radzę powtarzać mojego "sposobu" w domu... Przekroiłam czosnek na pół, włożyłam do kokilki, skropiłam olejem, wrzuciłam do mikrofalówki na 5 minut i poszłam przyciąć jakiegoś chaszcza w ogrodzie. Za głupotę się płaci, w sobotę najwyraźniej była jakaś promocja, bo domu o dziwo nie spaliłam. Wietrzę do dziś, chleb upiekłam bez czosnku, wszystkie poziome powierzchnie w kuchni umyłam, kuchenkę odszorowałam, kokilkę osmoloną spektakularnie wyrzuciłam razem z truchełkiem czosnkowym. No dobra, mikrofalówki raczej nie będę używać w najbliższej przyszłości, bo wyziewy nie polepszają atmosfery ;)

chleb rustykalny Chleb rustykalny

Zaczyn:
22 g zakwasu
31 g wody
30 g mąki – dałam pszenną chlebową
30 g maki pszennej razowej

Ciasto właściwe:
500 g mąki - dałam pszenną chlebową
390 g wody
całe zakwaszone ciasto
12 g soli

Wykonanie
Wymieszać składniki zaczynu, tylko do momentu aż się połączą. Przykryć i odłożyć w ciepłe miejsce na 8 godzin (mój zaczyn miał pecha - poszedł na całą noc i pół dnia do lodówki).

Składniki ciasta właściwego włożyć do miski zostawiając około 60 g wody na później. Miksować aż składniki się połączą. Zwiększyć obroty i miksować aż ciasto stanie się gładkie, a gluten średnio rozwinięty. Ciasto jest dość rzadkie. Teraz można dodać pozostałą wodę. Ciasto będzie bardzo miękkie, nie da się z niego utworzyć kuli, ale powinno być elastyczne.

Przełożyć je do naoliwionej miski. Zostawić na około 4 godz. w temp. pokojowej, składając po 30, 60 i 90 minutach. Po 4 godzinach wyrastania ciasto dalej będzie luźne i kiepsko będzie trzymać kształt.

Przełożyć ciasto na lekko omączony blat. W przepisie Kasic napisane jest, żeby podzielić ciasto na 2 części i uformować z nich 2 bochenki. Zdecydowałam się jednak upiec jeden okrągły chleb, tego ciasta nie ma jakoś strasznie dużo. W oryginalnym przepisie ciasto wyrasta jeszcze 4 godziny. Moje nie było takie szczęśliwe, dałam mu pół godziny i nadzieję na lepsze jutro. Podziałało :D Nacięłam, żeby miało jak się rozrosnąć i piekłam w piekarniku, na kamieniu, w temp. 215°C.
Pierwsze 10 min. z parą i około 25 min. bez pary. Zostawiłam w wyłączonym, uchylonym piekarniku jeszcze na 10 min. i studziłam na kratce.

Pewnie kilka osób łapie się za głowy i szepce "to sie nie mogło udać...", a jednak... :D

Chrupiąca skórka, wilgotny miąższ i nieregularne dziurki, w które mieści się dużo masła i miodu :D
To szczęśliwe zakończenie czarnej serii, bo klesk kuchennych od soboty nie zaobserwowałam ;)

chleb rustykalny

LinkWithin

Blog Widget by LinkWithin