czwartek, 3 września 2015

Nadużycie i lektura bez użycia, czyli dlaczego dzieci grymaszą przy jedzeniu

IMG_7683

Dzień dobry :) Dziś trochę ni z gruszki, ni z pietruszki, po dłuższej przerwie, ale z niejakim zapałem.
Ostatni garnek jagód, prosto z Gór Izerskich moich ukochanych, z pozdrowieniami od p. Stacha ze Stacji Turystycznej Orle, bulgocze sobie spokojnie, a ja cieszę się nowym monitorem i podczytuję jedną z książek z dzisiejszego szaleństwa księgarniowego.

Tak się czasem splatają wydarzenia, i ludzie, i miejsca, że człowiek zostawia majątek w księgarni, który miał być przeznaczony na zupełnie coś innego. Odbieranie telefonu przed przydrożną księgarnią, dziecko wymuszające na rodzicach zakup książki (nie dla dzieci, +18) krzykiem i rzut oka na okładkę innej. Planowałam ją od jakiegoś czasu, ale do pilnych zakupów nie należała – “W Paryżu dzieci nie grymaszą” Pameli Druckermann, bo znajome dzieci grymaszą na różne sposoby. Bodziec znakomicie był głośny i skuteczny (“niech ma i przestanie, przecież nie czyta jeszcze”), a efekt w postaci dwóch toreb książek, przecenionych co prawda, uszczuplił budżet znacznie. Zaprzyjaźnione panie z obsługi obiecały co prawda, że jak mnie z domu wyrzucą za szaleństwo, to one fotel udostępnią, ale… sami wiecie :)

Chwilowa refleksja – jak my, Polacy, nie potrafimy pupili układać należycie i kradną gościom żarcie z talerza oraz wyczyniają inne politycznie niepoprawne rzeczy, to co dopiero o dzieciach mówić? Patrz: echa akcji uchodźczej w Internecie i ksenofobiczne, rasistowskie komentarze dzieci czasem nawet, młodzieży – w ilościach hurtowych, a także rodziców. Zagalopowałam się, nie po to tu zaglądacie :) Ale jak już zaczęłam, to proszę, wyważone spojrzenie na temat tutaj znajdziecie.

Zmierzałam, okrężną mocno drogą, do tego, że mam niezłą książkę i z tej racji będę się dziś żywić ciastem maślankowym Tobatki z jagodami, brzoskwiniami i czekoladą. Pyszne wyszło, ale mocno niefotogeniczne, kolory raczej smętne :)

Do poczytania niedługo – mam mnóstwo zaległych wpisów i wygodny do pracy monitor :-*

wtorek, 14 lipca 2015

Letnia sałatka z sałatą Little Gem, kiełkami i żurawiną

Przy Dużym Stole: Letnia sałatka z sałatą Little Gem, kiełkami i żurawiną

W ramach obiado-kolacji i śniadań do pracy królują ostatnio sałatki najróżniejsze - szybko, bez ceregieli, sezonowe i zdrowe. Gorąco i czasu jakby mniej, choć dzień długi. Jakoś wolę pocieszyć się wolnością poza domem, niż spędzać czas w kuchni :) Sałatki mają to do siebie, że przy odrobinie wyobraźni można je skomponować z tego, co pod ręką akurat, albo w sezonie właśnie. Bazą mojej jest sałata Little Gem, która ostatnio zaczęła się częściej pokazywać w sklepach (hurrrraaaa!). Polubicie ją nie tylko za smak, ale też za cierpliwość (długo się przechowuje) i wytrwałość – nieszybko mięknie polana sosem.

Sałata, wbrew pozorom, ma u mnie delikatne zszarganą opinię. Liściaste kumulują dużo fluoru i metali ciężkich, ale z drugiej strony raczej są hodowane “pod szkłem”. Z piętnastej strony, zwłaszcza odmiany o ciemnych liściach, zawierają dużo witaminy K i A.

Pod ręką miałam jeszcze kiełki – mieszankę do smażenia, tzw. stir fry, zawierającą kiełki soczewicy, fasoli mung i cieciorki. Dla koloru, chrupkości, no i wartości odżywczych dodałam marchew, a potem jeszcze żurawinę suszoną, z rozpędu trochę.

Sos – najprostszy, majonez wymieszany z maślanką i pieprzem ziołowym. Jeśli to danie główne ma być, to przydadzą się może tosty z masłem czosnkowym, albo bagietka?

 

Przy Dużym Stole: Letnia sałatka z sałatą Little Gem, kiełkami i żurawiną

Letnia sałatka z sałatą Little Gem, kiełkami i żurawiną

na każdą osobę potrzeba:
główkę sałaty Little Gem
garść kiełków
garść żurawiny suszonej
1/3-1/2 marchewki
(ew. kawałek selera naciowego)
łyżkę majonezu
łyżkę maślanki
pieprz ziołowy
ew. sól

Sałatkę opłukać, osączyć i porwać listki do miski prosto. Dodać kiełki i żurawinę. Marchew, obraną i umytą, zetrzeć na grubych oczkach, albo dać komuś do starcia i uniknąć poobcieranych kciuków ;) Ew. dodać jeszcze kawałek selera naciowego pokrojonego w cienkie plasterki.

W osobnym naczyniu przygotować sos – do majonezu wmieszać rózgą maślankę i pieprz ziołowy. Według mnie sól zbędna w tym wypadku, majonez sam z siebie ma jej sporo.

Teraz połączyć sos z przygotowanymi warzywami i gotowe :) Chyba, że to sałatka do pracy, to mieszamy dopiero na miejscu :)

Można sałatkę podać z grzankami, w wersji rozpustnej nawet z grzankami z masłem czosnkowym, bagietką, albo w picie, czy tortillach – to już własne szaleństwo każdemu podpowie. W kieliszkach proponuję podawać teściowej, w ramach poszerzania horyzontów ;)

Smacznego!

p.s. opowiecie o swoich najlepszych sałatkach z tego, co pod ręką akurat było?

poniedziałek, 9 marca 2015

Zdrowszy omlet – z otrębami i zieleniną

Przy dużym stole: Zdrowszy omlet – z otrębami i zieleniną

Omlet zdrowy sam w sobie i nie dajcie sobie wmówić inaczej. Różni naukowcy wmawiają nam co czas jakiś, że “nie więcej niż X” czegoś na tydzień, ale za pół roku zmieniają zdanie. jedyne co trzeba pamiętać, według mnie, to zachowanie różnorodności i zdrowego rozsądku. Tutaj w wersji z otrębami pszennymi, żeby zagłuszyć wszystkim wyrzuty sumienia i, w ramach rozpusty, tartym Grana Padano, Pecorino albo Parmezanem, co tam macie na stanie . Z boku jeszcze awokado, z odrobiną soku z limonki, sól, pieprz. Tak, dalej nie lubię awokado, ale jakoś jak nie zjem pół chociaż dziennie, to mi się śni po nocach. No co zrobię ;) Zielenina jeszcze, wiosna w końcu :), szczypiorek z parapetu i natka selera naciowego.

Dumnam z tego patentu – zawsze świeże zielone na oknie. Zostawiam “serce” selera naciowego z 2-3 łodygami i do wody z tym. Zazieleni się i urośnie, a potem następny, i następny, i następny :) Chwaliłam się już 5 razy pewnie, co? ;)

Taki omlet z dodatkiem np. awokado może być ciepłą, lekką kolacją, albo drugim daniem do pięknej zupy, śniadaniem, albo i nawet daniem typu tapas, zwinięty w rulon omlet kroi się na plasterki i na każdym kładzie kawałek awokado.

Lubimy takie, wszechstronne :)

 

Przy dużym stole: Zdrowszy omlet – z otrębami i zieleninąZdrowszy omlet – z otrębami i zieleniną
porcja dla 2 osób

3-4 jajka
2 łyżki słodkiej śmietany
1-2 łyżki masła
1-2 łyżki otrąb pszennych
starty twardy ser typu Grana Padano
szczypiorek, natka selera naciowego
sól, pieprz

1 awokado
sok z limonki

Jajka w miseczce rozkłócić ze śmietaną, doprawić. Na patelni roztopić masło i wlać masę jajeczną.
Kluczem do sukcesu jest delikatność i nie za duży płomień. Jajka ścinają się od spodu, trzeba na początku delikatnie przesuwać ścinającą się masę, łopatką chyba najskuteczniej, i zalewać jeszcze płynną masą wolne miejsca. Można też przechylać patelnię i wlewać masę pod podnoszone brzegi. Kiedy prawie cała masa zaczyna się ścinać trzeba przykryć patelnię pokrywką, albo dużym talerzem i jeszcze odrobinę zmniejszyć płomień.

Zetrzeć ser i posypać większością gotowy omlet.

Teraz szybciutko posiekać szczypiorek i natkę. Pokroić awokado, ułożyć na talerzu.
Złożyć omlet, przekroić na pół, na talerz z nim. Posypać zieleniną i resztą sera.

Awokado skropić sokiem z limonki, doprawić i podać nim ostygnie.
U mnie bez pieczywa, ale kto Wam broni podać “z”? ;)

Smacznego!

sobota, 7 marca 2015

Szybka sałatka na kolację – musztardowo-miodowa z kurczakiem

Przy dużym stole: Sałatka musztardowo-miodowa z kurczakiem

Szybka sałatka = szybki przepis, bez wgłębiania się w techniki przygotowania, chyba, że ładnie poprosicie w komentarzach ;) Ryż “gotuje” się, zalewając go wrzątkiem.
Przyda się olej sezamowy, 250 ml wystarcza na dłuuuuugo, ale równie dobrze nada się olej z suszonych pomidorów, czy zwykła oliwa z oliwek.

 

Przy dużym stole: Sałatka musztardowo-miodowa z kurczakiemSałatka musztardowo-miodowa z kurczakiem
(2 porcje)

2 małe piersi z kurczaka
2 łyżeczki musztardy
2 łyżeczki miodu
400 ml białego wina półsłodkiego/bulionu
100 g makaronu ryżowego vermicelli
odrobina oleju sezamowego/innego
1/2 czerwonej papryki
1/2 czerwonej cebuli
1-2 łodygi selera łodygowego
2 jajka
sól, pieprz, czosnek

Piersi z kurczaka umyć, osuszyć i doprawić.
Usmażyć na patelni. Odłożyć na talerzyk.
Wstawić czajnik wody, przygotować miskę, w której będzie “gotował” się ryż.
Z patelni wylać tłuszcz, odstawić na ogień, dodać wino/bulion, musztardę, miód, odrobinę soli i zredukować do konsystencji sosu.

Ryż w misce zalać wrzątkiem i pamiętać, żeby kontrolować czy się nie “rozgotowuje”.
Do prawie gotowego sosu wbić jajka i “usmażyć”.

Pokroić warzywa, w paski i piórka.
Na talerzach rozłożyć kolejno: makaron ryżowy, odcedzony i wymieszany z olejem sezamowym, seler, paprykę, cebulę, kurczaka pokrojonego w plasterki i jajko smażone. Polać sosem musztardowo-miodowym, może oprószyć odrobinę pieprzu. Gotowe :) Smacznego :)

czwartek, 5 marca 2015

Tapenade - prowansalska pasta z oliwek

Przy dużym stole: Tapenade - prowansalska pasta z czarnych oliwek

Błyskawiczna w wykonaniu, bajecznie prosta, smacznie nieoczywista. Kolejna rzecz, którą wymyśliłam setki lat po tym, jak ktoś już zrobił to przede mną :) Jeśli nie bawić się w purystę, to można ją przygotować mniejszym kosztem. Smak oczywiście nie będzie identyczny, ale prawie, prawie…

Tapenade, napiszę Wam trochę o niej, bo polska Wikipedia opis ma raczej skromny. Pod tą nazwą pochodzi z Prowansji, ale przepis na analogiczną znaleziono w rzymskiej książce kucharskiej sprzed wieków, tfu, tysięcy lat :) Głównym składnikiem są zblendowane lub drobno posiekane oliwki, najczęściej czarne. Powinna zawierać też kapary i oliwę z oliwek. Świętokradztwem jest zapewne pominięcie kaparów, bo nazwa pasty pochodzi od prowansalskiego słowa “kapary”, czyli “tapenas”. Nieświadoma, zamiast kaparów, do oliwek dodałam ostrej papryki jalapeño ze słonej zalewy. Oczywiście, że pierwszą partię pożarłam sama :) We Francji serwowana, na chlebie i tostach, jako hors d'œuvre, czyli przystawka. Bywa, że służy za nadzienie do drobiowego lub rybnego dania głównego. Dodatkami bywają anchois (wym. pol. ãszuạ), czosnek, zioła, a nawet brandy. Moją tuningowałam odrobiną maggi (przyznam się, że przez lata nie uznawałam jej w mojej kuchni, ale niedawno kupiłam na czyjąś prośbę). Taaak, wiem, rozgadałam się, pogarsza mi się z wiekiem ;) Do rzeczy zatem.

Przy dużym stole: Tapenade - prowansalska pasta z czarnych oliwekTapenade - prowansalska pasta z oliwek

czarne oliwki (masa odcieku 130 g)
1 łyżka oliwy z oliwek
kilka kropli maggi/szczypta soli

Zblendować wszystko razem i po robocie. Serio :)
Albo posiekać,
albo przecisnąć przez praskę do czosnku,
albo… nie wiem,
wymyślcie i dopiszcie w komentarzach :D
Wcale nie rozwlekam, żeby się lepiej tekst komponował
ze zdjęciem po lewej.

Wcale, a wcale.
Nie rozumiem dlaczego mi nie wierzycie ;)

LinkWithin

Blog Widget by LinkWithin