2009-05-29

Jeszcze chyba chwilę

Jeszcze chyba chwilę potrwa nim będę mogła spróbować (!) naprawić laptoka - dostałam dziś wyczekany inwerter - szkoda tylko, że zamiast wylicytowanego nowego dostałam używany. Ciśnienie podniosło mi się samo, kawy już nie trzeba było. Napisałam do sprzedawcy i czekam na odpowiedź. Mam nadzieję, że będzie taka, jakiej się spodziewam... Proszę trzymać kciuki i za mnie, ale nie zapomnieć o Bei, którą spotkał łańcuszek, niepoprawiających samopoczucia, zdarzeń i Kasic, która również boryka się z problemem - również jej blog "zniknął" dzięki nadgorliwości Bloggera.

2009-05-24

Curry z ciecierzycy i bosssski tydzień

     curry z ciecierzycą/ chickpea curry

Co za tydzień! Zepsuł się mój ukochany laptop, tak na początek. LCD jednego dnia odmówiło posłuszeństwa, niby coś widać, jak się bardzo chce zobaczyć, ale to tyle. Po kilku restartach, zamykaniu/otwieraniu nagle mu przeszło. Podziałał dzień jeden i znów to samo, świadomości nie odzyskał. Po co ja go na noc wyłączyłam %$#$#%$#! Wyczytałam gdzieś na forach internetowych, że, sądząc po objawach, część zwana inwerterem, taśma między inwerterem a resztą, albo podświetlenie monitora odpowiedzialne jest za umilenie mi życia. W całej swej przebiegłości wywnioskowałam, że to taśma. Bo przecież inwerter albo by był zepsuty i przestał działać na amen, albo by nie był i działał. Na zasadzie “drzwi mogą być albo zamknięte, albo otwarte.

Zamówiłam taśmę, rozkręciłam laptopa (zdejmowanie ramki LCD wcale nie jest takie łatwe, jak wygląda na Youtube…), wymieniłam taśmę i co? Ano NIC. Dalej nie dział, świnia. Czy on nie wie, że ja go tak kocham, że życie bez niego już nie jest takie samo?!

Zaczęłam szukać inwertera… Tu sprawy się komplikują, bo inny jest potrzebny do LCD produkcji Samsunga, inne do LG a jeszcze inne do Hitachi. Wszystkie mają/miewają ten sam numer… %$#^$%#. Oczywiście do kupienia na miejscu są nie te, którego potrzebuję. Najbliższe w Chinach, Hong Kongu i USA. Przecież to dwa tygodnie zaprzęgiem! Tłumaczenie do zrobienia! W pożyczanym laptopie klawiatura ma wszystko w złym miejscu i nie ma programów, których potrzebuję…

Dziś udało mi się znaleźć potrzebną część, prawie 20 z przesyłką, niech to. Gorzej jak się okaże, że to jednak podświetlenie… Będę bez laptopa i 35 w plecy…

Żeby mi nie był za dobrze, to właśnie dziś kolega (!) zauważył, że przegląd mojego samochodu skończył się wczoraj. Bosssssko, zwłaszcza, że bez przeglądu jeździć mogę tylko na wcześniej umówioną wizytę w punkcie kontroli pojazdów. Bosssssko tym bardziej, że jeździć dziś musiałam, zawieźć/odwieźć/przywieźć owego rzeczonego kolegę do mechanika odebrać jego samochód (który zepsuł się w najmniej odpowiednim momencie) i jeszcze kupić części.

W punkcie kontroli powiedzieli mi, że najbliższy wolny termin mają we wtorek i pewnie nigdzie indziej wcześniej nie, bo w poniedziałek święto… Udało mi się „wynegocjować” u miłego pana, że gdyby dzwoniła do nich policja (którą ubóstwiam, wszyscy to wiedzą, serio!), to powie, że właśnie na mnie czeka i gdzie do diabła jestem, bo oni chcą już zamykać… Wiem, wiem, ale co miałam zrobić?!

Podjechałam do właśnie oswojonego mechanika, żeby zerknął dlaczego ew. moja Felcia ukochana i wierna (jak do tej pory tfu tfu) by mogła przeglądu nie przejść. Lepiej się upewnić nim wydam 40 na przegląd. I co? Zgadujecie czy pisać? Komputer stwierdził, że z tego co nim sprawdzić można, to generalnie gitarra, tylko trochę niskie napięcie gdzieśtam, więc pewnie sonda lambda (cokolwiek to jest) się kończy i może rozłożyć na łopatki badanie emisji spalin. Czyt.: trzeba ją wymienić - kolejna 100 z robocizną… Miły pan mechanik nic mnie nie skasował za podłączenie Feli do komputera, chwała mu za to. Wiem, upiekę mu śliczny chleb w podziękowaniu, może to nie mięcho ani fisch-and-chips, ale kto wie ;)

Gdybym wiedziała, to bym nie kupowała na początku tygodnia tej długo oczekiwanej lampy błyskowej z eBay’a w dobrej cenie. Taki właśnie tydzień. No ale nie urodziłam się gdzieś w Afryce jako Tutsi czy Hutu, albo w Strefie Gazy, czy innym Wietnamie, to na co ja narzekam? Dwie ręce mam, nogi i wszystko inne też miarę na miejscu, chociaż z wiekiem migruje ku południu ;) Mówiłam, że mam kilka siwych włosów? Jak tak dalej pójdzie, to będę naturalną blondynką i nie będę się musiała martwić, czy odcień oby nie za żółty ;) Nikt nie obiecywał, że mam dobrze w głowie, proszę nie kręcić nosem. Komuś się musiałam wygadać przecież (już widzę te spadające statystyki odwiedzin na stronie hehe).

Z uwagi na powyższe… (przypomniało mi się, kiedyś mama dostała pismo urzędowe z takim „kwiatkiem” – „z uwagi na powyższe proszę jak na wstępie” huhuhu). Z uwagi na powyższe blogowanie leży i kwiczy, nie oddałam znajomym zdjęć dziecka, miałam czas wyprasować wszystko co nie uciekało (nie lubię prasować), nie mam na czym pracować i nie miałam czasu myśleć o gotowaniu (prawie niemożliwe).

Z pomocą przyszedł mi „Tydzień z ciecierzycą” w tym roku znów zorganizowany przez Agę-aa z blogu (nie bloga, tutaj można o odmianie tego słowa poczytać)Eksperymentalnie (tutaj zaproszenie, a tu będzie podsumowanie).



Tydzień z ciecierzycą


Im głębiej brnę w te wspólne imprezy, tym większą ignorantką się okazuję. W szafce może i jest mąka z ciecierzycy, ale stoi tam już chwilę, użyłam jej ze dwa razy (m. in. robiąc cebulowe bhaji), sama nigdy jeszcze nie gotowałam niczego z ciecierzycy. Czy ktoś mi może powiedzieć dlaczego? Właśnie.

Jak na razie dowiedziałam się, że dużo smaczniejsza, ładniejsza i o lepszej konsystencji jest ciecierzyca gotowana samodzielnie, nie ta z puszki. Jej! Prawie listę pana Marka N. przegapiłam przez te wywody (tu się słucha odpowiedniej radiostacji we właściwym czasie).

Soczewicę suszoną trzeba noc wcześniej namoczyć (250 g w ok. 3 szkl. wody, ponoć dodaje się też czubatą łyżeczkę sody, jeszcze nie wiem dlaczego…), następnego dnia odsączyć, przepłukać, wrzucić do garnka, zalać świeżą wodą tak 4-5 cm powyżej ziaren i gotować 30-40 minut, do miękkości. Dobrze odcedzoną można kilka dni przechowywać w zamkniętym pojemniku w lodówce.

O! Już wiem po co ta soda. Ma pomóc pozbyć się cukrów złożonych (mam nadzieję, że dobrze tłumaczę), a moczenie ma zapoczątkować zmianę węglowodanów złożonych na prostsze, a to wszystko, żeby potem atmosfera była czystsza, jeśli wiecie co mam na myśli ;).

Ponoć najbardziej wartościowa (i najmniej wydymająca) będzie ciecierzyca/fasola, którą się namoczy min. 8 godzin w wodzie zmienianej 2-3 razy, odcedzi, przepłuka, zostawi na dzień, żeby pomyślała, że czas kiełek wypuścić, bo dzięki temu zawarte w niej substancje zapasowe zaczynają się przekształcać w te potrzebne jej do zasilenia młodej rośliny. Co znaczy, że w nagrodę dostaniemy całe mnóstwo zdrowych rzeczy, jak w każdych kiełkach, i jeszcze skrócony czas gotowania w promocji. Swoją drogą bestialstwo - fasolka czy inna ciecierzyca się spokojnie moczy, myśli pewnie, że sobie zaraz kiełek wypuści, rozmnażanie jej w głowie, a my ją podstępem do gara :)

Znalazłam dziś ciekawą stronę, nie mam czasu jej przejrzeć, więc sobie tu zapiszę na zaś (uroki używania cudzego komputera…), państwo wybaczą :)

Meksykanie, by złagodzić wiadome skutki spożywania dużych ilości fasoli, doprawiają ją ziołem o nazwie epazote.

Mam na razie 2 puszki ciecierzycy, trzecią kromkę chleba z ogórkami z zalewy musztardowej (takie mocno spóźnione śniadanie) i dylemat – co z tej ciecierzycy ugotować. Ponoć dobrze komponuje się z oliwą, olejem orzechowym, sezamowym i z awokado, masłem, rozmarynem, tymiankiem,listkami laurowymi, szałwią, pietruszką, kolendrą, kminem, kurkumą, gałką muszkatołową, cynamonem, ricottą, parmezanem, boczkiem, cytryną, limonką, skórką pomarańczową, rukolą, rzeżuchą, pomidorami, groszkiem, cukinią, oberżyną, ziemniakami, makaronem, owocami morza, rybami o białym mięsie. Byłoby szybciej jak bym wymieniła z czym się komponuje źle ;)

Ugotowałam curry z ciecierzycą, moczę jeszcze kolejne 500 g suszonej, bo strasznie mnie korci zrobienie prażonej ciecierzycy, takiej do podgryzania – ponoć chrupka nieziemsko. Przykro mi, ale zdjęcia będą dopiero kiedy uda mi się komputer uruchomić. Tymczasem sam przepis.


curry z ciecierzycą/ chickpea curry Curry z ciecierzycą

1/2 łyżeczki ziaren kolendry
1/2 łyżeczki ziaren kminu
1/2 łyżeczki ziaren kopru
2 łyżeczki kurkumy

duża cebula
3-4 łyżki oliwy
1-2 ząbki czosnku
2-3 cm korzenia imbiru

2 puszki ciecierzycy
4 marchewki
1 pietruszka/pasternak
1/2 małego selera
ew. groszek mrożony

puszka pomidorów
sól, chilli/tabasco
3-4 łyżki jogurtu naturalnego/1/2 puszki mleka kokosowego
sok z połowy limonki
ew. szczypta cynamonu

Najwygodniej będzie zacząć od obrania i umycia wszystkich warzyw i pootwierania puszek oraz dokładnego przepłukania ciecierzycy. Marchew, pietruszkę/pasternak i seler pokroić na mniejsze kawałki (tutaj opisałam sposób krojenia podłużnych warzyw, jest też kilka zdjęć)

Rozgrzać garnek, w którym curry będzie gotowane, wsypać kolendrę, kmin i koper. Mieszając co chwilę podgrzewać ziarenka, aż zaczną intensywnie pachnieć. Przesypać je do moździerza i utłuc. Łatwiej się to robi jeśli doda się do nich szczyptę soli, najlepiej morskiej.

Do gorącego garnka wlać oliwę, szybko pokroić cebulę w kostkę, wrzucić na oliwę, dodać szczyptę soli i wymieszać. Posiekać czosnek, dorzucić do cebuli i smażyć aż cebulę stanie się szklista. Czekając na cebulę trzeba posiekać imbir (jeśli zastępuje się go mielonym, to dodaje się go do dania w tym samym czasie co kurkumę) i dodać do niej pod koniec smażenia.

Do zeszklonej cebuli wsypać ubite w moździerzu przyprawy i kurkumę – smażyć chwilę mieszając. Dodać pokrojone warzywa, przesmażyć je chwilę z cebulą, dodać pomidory z puszki i dokładnie przepłukaną ciecierzycę. Jeśli płynu w garnku jest zbyt mało można dodać soku pomidorowego, albo wody, ale nie wszystkie warzywa muszą być zanurzone. Proszę się nie martwić, że woda rozrzedzi smak potrawy, będzie jeszcze miała czas odparować. Doprawić solą i chilli, albo tabasco, ew. można dodać szczyptę cynamonu.

Całość dusić, aż warzywa zmiękną, ale ciągle jeszcze będą jędrne. Nie dążymy do konsystencji marchewki rozgotowanej na śmierć rodem z babcinego rosołu. Jędrne warzywa pozwolą przechytrzyć własny organizm – gryzieniem przedłużając posiłek nie tylko przyswoi się więcej substancji odżywczych z jedzenia, ale także da czas żołądkowi, by mógł zorientować się, że jest pełny (zjemy o wiele mniej). Chwię przed końcem duszenia można dodać kilka garści mrożonego groszku.

Na koniec duszenia dodać sok z limonki i jogurt (dobrze go zahartować przed dodaniem do potrawy mieszając z kilkoma łyżkami gorącego sosu).

Podawać jako samodzielne danie lub z chlebem.



Do sprawdzenia jeszcze wynalazłam takie dania:

ciecierzyca w złotym sosie Karhi (Kabli Chana Karhi)

ciecierzyca tunezyjska

kotlety/burgery z ciecierzycy

ciecierzyca z wołowiną i świeżą kolendrą

Jeszcze pikle, które chce zrobić w najbliższej przyszłości.


p.s.
Wie ktoś może i powie czy można kalibrować monitory w laptokach - właśnie się zorientowałam, że pożyczany laptok zupełnie inaczej niż mój Dell pokazuje zdjęcia. Może serwuję Wam od zawsze takie szaro-buro-bylejakie i nie wiedziałam o tym?! Help! :)

2009-05-18

Chleba Anadama - BBA Challenge #1

anadama bread/ chleb anadama

Upadłam na głowę i o tym zapomniałam, no bo niby dlaczego oprócz Weekendowej Piekarni sama się zaciągnęłam jeszcze Do The Bread Baker's Apprentice Challange? Upadek połączony ze sklerozą to jedyne rozsądne wyjaśnienie.

Nicole z Pinch My Salt postawiła wyzwanie - upiec wszystkie chleby z książki The Bread Baker's Apprentice Peter'a Reinhart. Przyłaczyli się ludzie praktycznie z całego świata!

anadama bread/ chleb anadama
View Baking Bread Around the World in a larger map

Na pierwszy ogień poszedł chleb Anadama, na drożdżach, z melasą. Melasy nie lubię, zastąpiłam ją więc mieszanką własnego pomysłu, ale bardzo spodobała mi się struktura samego chleba (chociaż nie przepadam za drożdżowymi) - miękki, ale sprężysty. Myślę, że dodatkowi polenty dużo ten chleb zawdzięcza.

Po przepis zapraszam do książki, wiem, że tania nie jest, ale daje bardzo solidne podstawy.

Dobra inwestycja jeśli myśli się na poważnie o pieczeniu, już próbowało i połknęło bakcyla (nieuleczalna szuja taka).

W oczekiwaniu na przesyłkę z książką przepis można też podpatrzeć na Google Books (str. 108)

anadama bread/ chleb anadama

2009-05-17

Chleb z płatkami owsianymi i jabłkami - WP #31

                              Oat and Apple Bread/chleb z jabłkiem i płatkami

W tym tygodniu gospodynią Weekendowej Piekarni Margot (Kuchnia Alicji) jest Zawszepolka (Around the kitchen table) - do wspólnego pieczenia wybrała cebularze rodem z jej rodzinnego Zamościa oraz chleb z płatkami owsianymi i jabłkami ("The handmade loaf" - Dan Lepard).

Podam przepis na jeden bochenek, ale sugeruję piec z podwójnej porcji - chleb jest bardzo smaczny, miękki ale nie nadmuchany, lekko słodkawy (może to zależy od rodzaju użytych jabłek?) i prawie cały zjadłam sama na kolację, ostatni ochłapek pochłonęłam na śniadanie i tyle go widzieli :)

 

Oat and Apple Bread/chleb z jabłkiem i płatkami Chleb z płatkami owsianymi i jabłkami

50 g płatków owsianych (tylko nie błyskawiczne)
100 g wrzątku
200 g startych jabłek
50 g wody (20°C) - dodawać po trochę!
100 g zakwasu pszennego
3/4 łyżeczki świeżych drożdży (1/4 łyżeczki suchych lub instant)
250 g maki chlebowej pszennej
3/4 łyżeczki soli
jajko
ew. płatki do posypania bochenka


Płatki zalać wrzątkiem, wymieszać i odstawić do wystygnięcia.

Wymieszać starte jabłko, wodę, zakwas i drożdże. Całość wymieszać i dodać namoczone płatki. W drugiej misce wymieszać mąkę i sól.

Połączyć składniki sypkie z mokrymi i całość wymieszać. Przykryć i zostawić na 10 minut.

I teraz można ciasto wyrobić metodą Bertinet'a (tutaj wideo, wyrabia akurat słodkie ciasto, ale metoda słuszna dla każdego ciasta o dużej hydracji, rzadkiego) albo mikserem, albo wyjąć je na lekko naoliwiony blat, wyrabiać przez 10 sekund. Uformować kulę, włożyć do innej, czystej i lekko naoliwionej miski, odstawić na 10 minut.

Znów wyłożyć ciasto na blat, wyrobić, włożyć do miski, przykryć i odstawić do wyrośnięcia, do podwojenia objętości (ok. 1-2 godziny w ciepłym miejscu). Ciasto można złożyć raz w trakcie rośnięcia.

Odgazować, uformować podłużny bochenek, do wyrośnięcia włożyć do omączonego koszyczka (złączeniem do góry) i przykryć, odstawić do wyrośnięcia na ok 1,5 godziny. Mój chleb wyrastał w foremce keksowej, cudny był, ale potem doznałam "olśnienia" i chciałam go wyłożyć na kamień, no i się rozlał - tej metody więc NIE polecam :)

Piekarnik nagrzać do 210°C. Gdy chleb podwoi objętość przełożyć go na łopatę (omączoną lub posypaną semoliną), naciąć, można posmarować rozkłóconym jajkiem, zsunąć na kamień i piec 30 minut. Po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 190°C i piec jeszcze ok. 15-20 minut. Chleb ma być bardzo rumiany, a popukany od spodu wydawać głuchy odgłos. Studzić na kratce.

Sałatka z głąbem kalafiora

credit crunch salad/sałatka/surówka

Druga z trzech potraw (zupa z kalafiora, curry z kalafiora) z tego samego, wielkiego kalafiora. Podjadanie surowych pieczarek, pietruszki czy kalafiora to dla mnie norma. Ponoć dla innych nie, ale co mnie oni obchodzą ;) Skoro kalafiora, to i głąbów, to oczywiste. Dziś obiecana ostatnio sałatka, tak chrupka, że roboczo można ją żartobliwie nazwać "credit crunch", a co tam :)

Kalafior to chyba najśmieszniejsze znane mi warzywo. Zaczynając od tego, że głupio wygląda, poprzez zaszeregowanie (podgatunek kapusty kretyeńskiej), dawniej zwany kapustą cypryjską, jest ponoć mutantem kapusty głowiastej lub brokułu... Mutanty lubimy, zwłaszcza takie typu Wolverine ;) Żywności genetycznie modyfikowanej nie lubimy, żeby była jasność.

Fragment, który najczęściej jemy, to nie kwiatostan, a stożki wzrostu. Ma w swoim składzie sód, potas, magnez, wapń, mangan, żelazo, miedź, cynk, fosfor, fluor, jod, karoteny, witaminy K, B1-B6, B9, C i kwas nikotynowy :D Częste spożywanie kalafiora zmniejsza ryzyko zachorowania na raka prostaty. Przykry zapach, który wydziela się podczas gotowania kalafiora, to siarka. Mało kto w Polsce tak robi, ale może być kalafior nie tylko gotowany, ale także smażony i pieczony. Jadalne są także liście...

credit crunch salad/sałatka/surówka Sałatka Credit Crunch

głąb i łodygi (foto niżej) kalafiora
można dorzucić delikatne listki wewnętrzne
1/2-1 jabłko
1/2 ogórka wężowego
1/2 puszki kukurydzy
1/2 sałaty lodowej
szczypiorek

sos:
4-5 łyżek oliwy
2-3 łyżki soku z pomarańczy/jabłek
sól, pieprz
zmiażdżony ząbek czosnku

Przygotować sos winegret z podanych składników - zwyczajnie wszystko do małego słoika, dobrze zakręcić, przez chwilę energicznie potrząsać i już.

Głąb kalafiora obrać z grubsza - czasem sam dół jest odrobinę łykowaty. Głąb i łodygi kalafiora, ogórek i jabłko pociąć w cienkie plasterki (szatkownica bardzo ułatwia sprawę), dodać kukurydzę, porwane liście sałaty i pokrojony szczypiorek.

Sosem polać bezpośrednio przed podaniem, żeby warzywa nie zdążyły od niego zmięknąć.

Jeśli chcemy przechowywać taką sałatkę przez kilka godzin w lodówce, to jabłko albo trzeba zachować w całości i dokroić przed serwowaniem, albo pokrojone wrzucić do słoiczka z sosem. Mam wielką nadzieję, że ktoś się skusi i napisze jak smakowało :) Smacznego :)

credit crunch salad/sałatka/surówka

LinkWithin

Blog Widget by LinkWithin