2015-03-05

Tapenade - prowansalska pasta z oliwek

Przy dużym stole: Tapenade - prowansalska pasta z czarnych oliwek

Błyskawiczna w wykonaniu, bajecznie prosta, smacznie nieoczywista. Kolejna rzecz, którą wymyśliłam setki lat po tym, jak ktoś już zrobił to przede mną :) Jeśli nie bawić się w purystę, to można ją przygotować mniejszym kosztem. Smak oczywiście nie będzie identyczny, ale prawie, prawie…

Tapenade, napiszę Wam trochę o niej, bo polska Wikipedia opis ma raczej skromny. Pod tą nazwą pochodzi z Prowansji, ale przepis na analogiczną znaleziono w rzymskiej książce kucharskiej sprzed wieków, tfu, tysięcy lat :) Głównym składnikiem są zblendowane lub drobno posiekane oliwki, najczęściej czarne. Powinna zawierać też kapary i oliwę z oliwek. Świętokradztwem jest zapewne pominięcie kaparów, bo nazwa pasty pochodzi od prowansalskiego słowa “kapary”, czyli “tapenas”. Nieświadoma, zamiast kaparów, do oliwek dodałam ostrej papryki jalapeño ze słonej zalewy. Oczywiście, że pierwszą partię pożarłam sama :) We Francji serwowana, na chlebie i tostach, jako hors d'œuvre, czyli przystawka. Bywa, że służy za nadzienie do drobiowego lub rybnego dania głównego. Dodatkami bywają anchois (wym. pol. ãszuạ), czosnek, zioła, a nawet brandy. Moją tuningowałam odrobiną maggi (przyznam się, że przez lata nie uznawałam jej w mojej kuchni, ale niedawno kupiłam na czyjąś prośbę). Taaak, wiem, rozgadałam się, pogarsza mi się z wiekiem ;) Do rzeczy zatem.

Przy dużym stole: Tapenade - prowansalska pasta z czarnych oliwekTapenade - prowansalska pasta z oliwek

czarne oliwki (masa odcieku 130 g)
1 łyżka oliwy z oliwek
kilka kropli maggi/szczypta soli

Zblendować wszystko razem i po robocie. Serio :)
Albo posiekać,
albo przecisnąć przez praskę do czosnku,
albo… nie wiem,
wymyślcie i dopiszcie w komentarzach :D
Wcale nie rozwlekam, żeby się lepiej tekst komponował
ze zdjęciem po lewej.

Wcale, a wcale.
Nie rozumiem dlaczego mi nie wierzycie ;)

2014-05-15

Botwinka - zupa na wiosnę

Przy dużym stole: Botwinka - zupa na wiosnę

Trzeba korzystać, skoro na nią czas, bo wiosenne, młode liście buraków tylko wiosną są delikatne i smaczne. Teoretycznie można je też mrozić, ale sami wiecie – to już nie to.

Botwinka to jednocześnie nazwa zupy, gotowej potrawy, jak i młodych buraków, takich małych, z pękiem liści właśnie. Moja, tradycyjnie, zrobiona ekspresowo, bo z mrożonego bulionu, tym razem drobiowego. Zupa delikatna, a taki bulion jej smaku nie zdławi. Barszcz ukraiński wolę robić np. na wędzonych kościach, albo boczku, ale tutaj drobiowe pasuje najlepiej. Żebym nie zapomniała – namoczcie sobie kilka godzin wcześniej 1-1,5 garści dużej fasoli – najlepiej ugotować ją osobno, wtedy samą zupę robi się maksymalnie 20 minut :)

Do rzeczy? Proszszszszsz :)

Przy dużym stole: Botwinka - zupa na wiosnęBotwinka - zupa na wiosnę
(cały gar, ok. 3-3,5 litra, ale znika w oczach)

pęczek botwinki (mój składał się z 3 buraków i gęstwiny liści)
2-3 łodygi selera naciowego (albo kawałek “normalnego”)
1-1,5 garści dużej fasoli suchej (ok. 3 ugotowanej)
3 duże ziemniaki
2 szczupłe marchewki
1 zgrabna pietruszka
2 kurduplaste cebule (Calmunia, Ty się tu nie wypowiadaj, ok?)
2-3 łyżki tłuszczu do smażenia cebuli
3-4 ząbki czosnku
500 ml esencjonalnego bulionu drobiowego (4x125 ml mrożonego)
1-1,2 litra wody
3-4 listki laurowe
4-5 ziaren ziela angielskiego
pieprz, pieprz ziołowy, gałka muszkatołowa, sól
2 łyżki mąki
4-5 łyżek kwaśniej śmietany
ew. koperek do posypania

Botwinkę najlepiej nabyć dzień wcześniej, bo ona ma to do siebie, że jak nas najdzie natchnienie, to akurat nie dowieźli ;) Fasolę też najlepiej namoczyć dzień wcześniej i ugotować osobno. Zaoszczędzi to potem czasu i sensacji pospożywczych. Do gotowania swojej dodaję kminu, ponoć pomaga w “tę” stronę, ale na 100% poprawia smak, jakoś tak zaostrza i konkretyzuje, sól pod koniec gotowania, pamiętacie? No i gotujemy w świeżej wodzie, nie w tej od namaczania.

W przypadku tej konkretnej zupy, wg mnie, bardziej poprawnie politycznie i ergonomicznie zacząć od przygotowania warzyw. Rękawiczki na ręce i od botwinki odkroić liście z łodygami, buraki obrać, umyć, pokroić na ćwiartki i w plasterki. Łodygi z liśćmi umyć (wody zimnej w zlew sporo, wytaplać solidnie, wytrząsnąć, co się da. Odkroić łodygi od liści. Łodygi pokroić na kawałki mieszczące się bezproblemowo w paszczę (3-4 cm?). Osobno pokroić liście, na pół wzdłuż, a potem hurtem na paski, tak z 1,5 cm. Wrzucić do osobnej miski, na końcu je dodamy, bo są mięciutkie i nie muszą się długo gotować. Obrać ziemniaki, marchew, pietruszkę i cebule. Wszystko umyć i pokroić w kostkę.

Docelowy garnek rozgrzać na ogniu, dodać tłuszczu, wrzucić cebulę i smażyć, aż zacznie pachnieć zniewalająco. Jest teraz czas, żeby obrać i posiekać czosnek. Dodać go do cebuli pod koniec smażenia. Wstawić sobie czajnik wody (na kawę, na którą będzie czas i do zupy, będzie szybciej).

Do usmażonej cebuli dodać bulion (mrożony wrzucamy bez rozmrażania), gorącą wodę z czajnika, ziemniaki, marchew, pietruszkę i przyprawy. Kiedy warzywa będą prawie miękkie można już dorzucić ugotowaną fasolę i łodygi buraków, pedanci mogą spróbować wyłowić listki laurowe i ziele angielskie, ale niekoniecznie się uda ;)

Do słoika niedużego wsypać mąkę i zalać zimną wodą (tak ze dwa razy więcej wody niż mąki), zakręcić dokładnie. Wytelepać mąkę z wodą, nucenie jakiegoś skocznego kawałka pomaga (podpowiedź muzyczna u dołu). Tak fachowo rozrobioną mąką można zagęścić zupę odrobinę, nie trzeba, można. Na sam koniec gotowania dodać zahartowaną kwaśną śmietanę (ten sam słoik i telepiemy śmietanę z odrobiną zupy, dolewamy jeszcze trochę i znów telepiemy, ino rytmicznie).

Smakujemy, czy oby nie za mało kwaskowa ;), można tym koperkiem posiekanym, jak się zdąży.
Tak, poleciałam po bandzie z tym luzactwem, ale mam dobry humor, wolno mi, mój blog, chociaż Wy jesteście niezbędni do jego istnienia :-*

 

Przy dużym stole: Botwinka - zupa na wiosnę

 

                                    

2014-04-26

Domowy ketchup – 10 minut?

Przy Dużym Stole: Domowy ketchup – 10 minut

Jest smaczny, zdrowy i tani, coś dodać? Aaaaa, no przecież, – czas wykonania – góra 10 minut, ALE zyskuje na smaku, jeśli dać mu szansę przegryźć się przez kilka godzin (noc w lodówce?).

Dać mu szansę! Dać mu szansę! Dać mu szansę!

ps
przepis na domowy ketchup robiony tą metodą wynalazłam gdzieś w czeluściach Internetu, zapamiętałam 4 składniki, z nazwy, cała reszta to moja radosna twórczość :)

 

Przy Dużym Stole: Domowy ketchup – 10 minut

Domowy ketchup
(porcja na ok. 0,5 l)

400 g koncentratu pomidorowego
0,5 szkl. cukru trzcinowego, nierafinowanego
0,5 łyżki miodu
(można podmienić cukier na więcej miodu, ale wtedy trzeba "do smaku")
0,5 łyżeczki zmielonej gorczycy
0,5 łyżeczki soli
0,5 łyżeczki cynamonu
4 goździki
2-3 ziarna ziela ang.
0,5 łyżeczki kolendry, ziaren
kilka kropli tabasco
1/2-2/3 szkl. letniej wody
3-4 łyż. octu winnego
ew. sos Worcestershire – jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczami oryginalnego :)

Czemu należy się mielenie, to zmielić, jak najdrobniej, w młynku do kawy.
W misce zmieszać wszystkie składniki, do rozpuszczenia cukru.

Gotowe :) Smacznego!

2014-03-15

Szybka zielona zupa-krem z groszku i szpinaku

Przy Dużym Stole: Szybka zielona zupa-krem z groszku i szpinaku

 

Wiosnę czuć! Może nie wszędzie w ten weekend, ale w kościach to już na 100%, a wiosną celebrujemy zieleń i łakniemy witamin.

Przynajmniej ja łaknę, może nie osobiście, ale cielsko się domaga. Pewnie wie, co mówi, więc nie protestuję, tylko te witaminy ubieram w smaczne formy.

Ta konkretna zupa jest też moim rekordem życiowym, w prędkości przygotowania – mając mrożony bulion można ją przygotować w 7 minut, z zegarkiem w ręku, serio, ale o tym w przepisie.

Chciałam tylko donieść jeszcze, że ożywienie na blogu za przyczyną Gosi z Trochę Innej Cukierni i jej akcji “Zielono mi”.

 

 

Przy Dużym Stole: Szybka zielona zupa-krem z groszku i szpinakuZielona zupa-krem z groszku i szpinaku
(4 porcje, na oko)

230 g mrożonego groszku
130 g mrożonego szpinaku
3 porcje bulionu mrożonego (3x75 ml)
wrzątek
4-6 łyżek słodkiej śmietany
sól, pieprz, gałka muszkatołowa/pieprz ziołowy
solidna garść orzechów włoskich/pestek dyni
ew. oliwa z oliwek

Potrzebne będzie na początek ok. 750 ml wrzątku, więc spokojnie nastawiamy czajnik elektryczny i lecimy zajęć się resztą.

Mrożonki wyciągamy, spokojnie sobie odmierzamy (ważyłam specjalnie dla Was, ale na oko, to szpinaku 2-3 “brykiety, groszku z 6 garści). Wstawiamy garnek na kuchenkę, grzejemy, dokładamy bulion mrożony, zalewamy wrzątkiem. Teraz szpinak do gara z bulionem i jak się tylko rozmrozi, to miksujemy dokładnie blenderem (tak, w garnku, od tego są blendery zanurzeniowe).

Dorzucamy groszek, a na drugi palnik wstawiamy patelnię, na której prażymy orzechy/pestki dyni, wrzucamy do tostera tosty i sprawdzamy groszek (tylko nie rozgotować mi go tu, ma smakować jak ze strączka prosto, a nie z puszki w głębokim socjalizmie). Miksujemy zupę z groszkiem, doprawiamy, dodajemy śmietanę. Wlewamy na talerze, posypujemy orzechami, pestkami, możemy polać oliwą, jeśli mamy taką przedniej jakości.

Podajemy z grzankami. Smacznego :)

2014-02-05

Gęsty przecier z jabłek, bomba witaminowa do picia

Przy Dużym Stole: Gęsty przecier z jabłek, bomba witaminowa do picia

 

Może i słońce się pokazało ostatnio, ale pora roku taka, że trzeba się podeprzeć witaminami dla bezpieczności, zadbać o siebie i bliskich. Nie wiem jak Wy, ale ja sama niechętnie sięgam po całe owoce jak zimno za oknem. Jakoś mam wrażenie, że nawet w dotyku są zimne, chociaż niby “w temperaturze pokojowej”.

Wymyśliłam dziś sposób, żeby się dopompować zdrowiem i oszukać wrażenie chłodu. Zmiksowałam blenderem trochę dobroci i, ku mojemu zaskoczeniu, w efekcie otrzymałam gęsty mus, podobny do tartych jabłek ze szczenięctwa. Pamiętacie z dzieciństwa jabłka ucierane ta szklanych/plastikowych tarkach?

Oczywiście możliwa jest też wersja dla dorosłych li i jedynie – można dodać na każdą porcję po łyżce Amaretto, Limoncello, czy co tam Wam w duszy zagra… ;)

Części jabłek nie obieram ze skóry, raz, że więcej witamin zostanie, tych co się zaraz pod skórką właśnie czają, dwa, że czerwona skórka dodaje całości ładnego koloru. No i można sobie do pracy/szkoły zabrać na drugi dzień, w nieulepszonej wersji oczywiście, tylko wstrząsnąć przed użyciem, bo się rozwarstwi siłą rzeczy. Dodatek mandarynek/pomarańczy i cytryny zapobiegnie ciemnieniu, czyli utlenianiu.

Przy Dużym Stole: Gęsty przecier z jabłek, bomba witaminowa do piciaGęsty przecier z jabłek
(ok. 750 ml=3 szkl.)

3 duże jabłka
3 duże, soczyste mandarynki/pomarańcze
1 cytryna

Z cytrusów, do dzbanka, wycisnąć sok, wkroić jabłka (bez gniazd nasiennych, część można zostawić ze skórką). Dokładnie zmiksować blenderem.

W wersji dla dorosłych można na każdą porcję dodać po łyżce Amaretto, Limoncello, czy co tam Wam w duszy zagra… ;)

Gotowe! Smacznego :)

LinkWithin

Blog Widget by LinkWithin