wtorek, 28 września 2010

Kluski leniwe – szybki obiad dla każdego

Kluski leniwe – szybki obiad dla każdego

Wujek Tadzieusz sobie zamarzył, bo kiedyś specjalnie dla klusek leniwych odwiedzał bar pewien. Miał mnie pod ręką, do garów chętnam, szybko się toto robi, co ważne niezmiernie, gdy partyjka remika stygnie na stole ;) W barze owym bliżej niezidentyfikowanym kluski raz były twardsze, raz bardziej miękkie i miałam te miękkie odtworzyć. Co?! Ja nie dam rady?! Jak ja nie dam, to kto da? ;)

Opis jakoś przydługawy, ale proszę się tym nie zrażać – to jeden z szybszych obiadów jakie istnieją, słowo!

Kluski leniwe występują w naturze w dwóch wersjach - z ziemniakami i bez. Do mnie przemawia wersja “z”. Piękne jest to, że ziemniaków można użyć “wczorajszych” (tylko lepiej je trochę podgrzać, żeby twarde nie były), więc się nie zmarnują. Sos można dowolny, a nawet resztka jakiegoś gulaszowego też się nada, albo koperkowy mmmmm, albo masełko i bułka tarta, cukier, sól, co sie Wam podoba – poszaleć można :)

Jeśli chcecie kluski zachować na później, to lepiej po ugotowaniu wyłożyć je jedną warstwą na półmisek albo płaskie talerze, poczekać z pół godziny, niech sobie obeschną, a potem przykryć folią spożywczą. Uwielbiam takie odsmażane na maśle z bułką tartą, polane miodem – rozmarzyłam się ;)

 

Kluski leniwe – szybki obiad dla każdego

Kluski leniwe

ok. 500 g ugotowanych i ubitych ziemniaków
500 g twarogu
1 jajko, duże
mąka

Przede wszystkim nastawić trzeba duży garnek osolonej wody, pokrywka i niech się gotuje. Przygotować stolnicę, nóż, duży plaski półmisek, albo kilka talerzy na które będzie się kluski wykładać, łyżkę cedzakową. Zakładamy, że sos już jest, albo skłaniamy się do wersji okraszonej masłem.

Jeśli ziemniaki są “wczorajsze”, to trzeba podziabać je tłuczkiem do ziemniaków, podlać odrobiną wody, postawić na gazie, przykryć i niech się podgrzeją. Nie zaszkodzi kilka razy zamieszać – generalnie chodzi o to, żeby zmiękły i dały się ładnie ubić, a potem mieszać :)

Jeśli są “dzisiejsze”, to trzeba je przestudzić, mają mieć temperaturę pokojową lub ciut wyższą.

Żeby nie było potem za dużo mycia, to całość przygotowałam w garnku z którego pochodziły ziemniaki ;) Dla bezpieczności ubić je jeszcze raz, dodać ser, jajko i ubić znów tłuczkiem do ziemniaków – całość ładnie się wymiesza, a ręce zostaną tymczasem czyste.

Wyrównać, wybrać 1/4 masy, w jej miejsce wsypać mąkę – teraz całość raz jeszcze z grubsza wymieszać, robiłam to tłuczkiem. Powoli i bez gwałtownych ruchów, żeby mąka nie zaczęła zwiedzać sąsiedniej gminy.

Całość migruje na stolnicę oprószoną mąką, zarobić to trzeba pobieżnie, uformować w kulę. Moje ciasto podzieliłam na 4 części, każdą uformowałam w wałek – dokładnie tak jak przy kopytkach, tak też i cięłam kluski.

Kluski z każdej porcji gotowałam ok. 30 sekund od czasu wypłynięcia na powierzchnię, ale nie zaszkodzi jednej wyjąć i przekroić, żeby sprawdzić czy ugotowana jak trzeba.

Gdyby jakimś cudem zdarzyło się, że pierwsza partia klusek będzie się rozpadać (winimy za to jakość ziemniaków) to do reszty ciasta wystarczy wmieszać 2-3 łyżki mąki więcej.

I już :) Smacznego!

2 komentarze:

arek pisze...

Kurcze, przypomnialas mi leniwe - pycha no i to prawde paruja sie ze wszystkim prawie! Twoje narobily mi apetytu. Zreszta wy tam na Slasku podobnie jak w Wielkopolsce - na kluchach sie znacie!

Olasz pisze...

Arku :) Dolny Śląsk, nie Śląsk, ale to w sumie rzut kluską ;) Kluchy i kasze u mnie w tym roku nie schodzą z tapety. Właśnie dziś na obiad były razowe kluski kładzione, zaglądaj, przepis na dniach :)

LinkWithin

Blog Widget by LinkWithin